Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

Jaki był ten dzień

"Jaki był ten dzień,
co darował, co wziął?
Czy mnie wyniósł pod niebo,
czy zrzucił na dno?
Jaki był ten dzień,
czy coś zmienił, czy nie?
Czy był tylko nadzieją
na dobre i złe?"

piątek, 14 grudnia 2018

836. Dysharmonia do potęgi entej

Co jak co, ale komunikacja pomiędzy różnymi grupami parafialnymi aktualnie szwankuje. Jeżeli człowiek sam sobie czegoś nie załatwi, nie zapyta, nie wychodzi, to tego nie dostanie. A każdy będzie na każdego zganiał, że ten drugi mu nie powiedział.
Weźmy na przykład dzisiejsze roraty, gdzie nagle okazało się, że schola ma do przygotowania czytania. Ok, była nas trójka, więc jedna osoba wzięła czytanie, a dwie pozostałe, w tym ja, Modlitwę Wiernych. Tylko co by było, gdyby nikogo nie było tak jak wczoraj(no dobra, byłam ja i pani B. no ale wiadomo o co chodzi). W sumie nic by nie było - księża sami by sobie musieli wszystko ogarnąć, ale litości... Osobiście wróciłam od pewnych chłopców z pogotowia opiekuńczego(dalej wyciskam łzy), udało mi się zdążyć na czas, ale była też możliwość, że mi się to nie uda. A tak zaplanowałabym sobie tak czas, aby wcześniej do nich podjechać i wrócić tak, aby na spokojnie zdążyć. 
Podobna rzecz się ma z Pasterką. Wiadomo, że będzie jedna i że śpiewa na niej zespół, jednak już dawno było mówione, że schola może się dołączyć. A potem wszystko umilkło. I milczało do dzisiaj. Bo oto dzisiaj po roratach postanowiłam sama z siebie podejść do J. z pytaniem, czy można się dołączyć do śpiewania na Pasterce, tak samo jak podczas świąt Wielkanocnych i 35-lecia istnienia parafii. J. nie widziała problemu, a nawet była zaskoczona, że nikt nas nie powiadomił kiedy są próby. Powiedziałam jej, że nie ma sprawy, że mogę powiedzieć reszcie. Po powrocie do domu dzwonię do pani B.(co ona jest taką naszą głównodowodzącą) i co słyszę? Że ona się w to nie miesza, bo nikt jej nie powiadomił wcześniej, kiedy są próby... Choinka, nie musi się w to angażować, ale ma numery telefonu do nas wszystkich(w przeciwieństwie do mnie), mogłaby wysłać SMSa z informacją jak zwykle. Zresztą czasami warto samemu o coś dopytać.
Podobna rzecz ma się z niedzielnymi Mszami świętymi. Zlikwidowali jedną i od razu zaczęła się walka schola-zespół o oprawę tej o 10:00. Bo tak naprawdę tylko ta godzina jest najbardziej optymalna i dla nas i dla nich. Tak więc wzajemnie na siebie warczymy(a do warczenia dochodzi jeszcze młodzież z Oratorium), a pośrodku tego dziwnego i niezbyt dla mnie zrozumiałego konfliktu jestem ja, trzymająca sztamę i z jednymi i z drugimi i z trzecimi. Bo tutaj i tutaj mam znajomych. 
O wigilii już nie wspomnę. Zawsze każda wspólnota miała oddzielnie i wszystko było dobrze. Spotykaliśmy się w naszym kameralnym gronie na tą godzinkę, były życzenia, były kolędy, była swojska atmosfera. Teraz ma być jakaś jedna wspólna wigilia dla wszystkich wspólnot. No może i dobrze, ale ja z pewnych względów wolę kameralne spotkania. Termin dwa dni przed wylotem do Panamy. A że robiona jest w osiedlowym klubie, to jest wielce prawdopodobne, że trzeba będzie płacić... Nikt nie wie jak to wszystko będzie wyglądać, a strach się odezwać, bo jeszcze zostanie się ekskomunikowanym.
Denerwuje mnie taka dysharmonia i braku komunikacji między grupami. A główny sprawca zamieszania umywa ręce niczym Poncjusz Piłat. W jakimś wywiadzie z okazji 35-rocznicy istnienia parafii powiedział, że ma jeszcze kilka pomysłów, które chciałby wprowadzić. Ja zaś się zaczynam obawiać o ich skutki.

8 komentarzy:

  1. Ojej jakie to przykre, że tyle konfliktów, niedomówień, sporów... szkoda... Ostatnio wybrałam się na mszę do kościoła znajdującego się ,,wieś obok" bo tak mi akurat pasowała godzinowo i ku mojemu zaskoczeniu koszyczki z ,,na łaskę" leżały sobie z boku i nadszedł czas a one dalej leżały. Widziałam jak ksiądz odprawiający mszę zerkał co i rusz na nie i widziałam, że mocno został rozproszony ich stagnacją. Może właśnie dlatego zwróciłam i ja na nie uwagę. Nagle jeden z wiernych siedzących w ławce, a za pewne parafianin, poszedł, wziął i przeszedł się wzdłuż rzędów ławek... Ale właśnie, gdyby nikt się nie znalazł? Można by przypuszczać, że Pan Bóg pokieruje wiernymi ale czy na pewno to co nam się wydaje słuszne jest też i dla Niego? Więc chcąc nie chcąc resztę mszy przeżyłam rozważając koszyczek i tego wiernego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze żeby to były jakieś znaczące powody tych konfliktów, ale to są zwykłe niedomówienia, niedoinformowania. Dla mnie to jest dziwne, ponieważ konflikty były u nas chyba zawsze, ale nigdy nie miały takiego nasilenia jak teraz.U nas taki leżący koszyczek to standard. Najlepsze jest to, że niekiedy ksiądz jest wolny w konfesjonale(tzn. nikt się nie spowiada) i nawet nie wyjdzie na te parę minut pochodzić z koszykiem. Nie mówię tu o sytuacjach, gdzie jest kolejka, ale o zwykłym siedzeniu w konfesjonale. Przykre to trochę.
      Pozdrawiam serdecznie

      Usuń
  2. Trudno zadowolić wszystkie grupy, szkoda, że tyle konfliktów między grupami, a to przecież kościół
    okularnicawkapciach.wordpress.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne, że nigdy nie zadowoli się wszystkich, bo to po prostu niemożliwe. Ale tak jak piszesz - to przecież kościół, który powinien dawać jakiś przykład, a nie jeszcze przyzwalać na takie zachowanie.
      Pozdrawiam

      Usuń
  3. Przykre, że we wspólnocie która powinna łączyć, dzieją się takie konflikty. Pozdrawiam Karolinko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zastanawiam się, czy to się kiedykolwiek zmieni, ale podejrzewam, że na pewno nie za tego proboszcza...

      Usuń