Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

Jaki był ten dzień

"Jaki był ten dzień,
co darował, co wziął?
Czy mnie wyniósł pod niebo,
czy zrzucił na dno?
Jaki był ten dzień,
czy coś zmienił, czy nie?
Czy był tylko nadzieją
na dobre i złe?"

niedziela, 23 grudnia 2018

843. Jutra może nie być

Trwa żałoba narodowa po śmierci 12 polskich górników w czeskiej kopalni w Karwinie. Jest to największa tego typu katastrofa w Czechach od 1990 roku. U nas podobna tragedia miała miejsce chociażby w 2006 roku w chorzowskiej kopalni "Halemba", gdzie w wyniku wybuchu metalu śmierć na miejscu poniosło 23 górników. Nie wiem jak to jest w innych częściach kraju, ale u nas, na Śląsku, tego typu katastrofy są szczególnie nagłośnione i przeżywane. Zresztą w mojej rodzinie było kilku górników, którzy przyjechali w rejony Zagłębia Dąbrowskiego za chlebem w latach dwudziestych i trzydziestych ubiegłego wieku, tutaj osiedli, założyli rodziny, zdobyli fach górniczy. Co prawda żaden z nich nie ucierpiał podczas jakiś kopalnianych wypadków, ale przeżywali, kiedy coś się działo z ich kolegami po fachu.
Tyle się mówi przy okazji wszelkich katastrof kopalnianych związanych z wybuchem metanu o różnych nieprawidłowościach związanych z bezpieczeństwem górników, czy też z działaniem czujników. Na chwilę wszystko jest wzorowo zabezpieczone, bo przecież kontrolerzy bhp sprawdzają wszelkie normy bezpieczeństwa panujące pod ziemią. A potem? Potem wszelkie pomiary bezpieczeństwa są zdejmowane lub zafałszowywane, bo przecież są drogie w użytkowaniu, a i węgiel trzeba w miarę szybko wydobyć na powierzchnię ziemi. Tymczasem wybuch metanu nie nastąpi po kilku godzinach jego ulatniania się, tutaj potrzeba kilka dni. Naprawdę dla kilku tysięcy złotych(w przeliczeniu na naszą walutę) warto poświęcać życie bezbronnych w chwili wybuchu ludzi? Przecież ci górnicy pojechali do Czech nie tylko wydobywać tamtejszy węgiel, ale przede wszystkim, zarobić. Idąc w czwartek na wachtę nie myśleli o tym, że nie będzie wrócą już żywi na powierzchnię. Pewnie cieszyli się z nadchodzących świąt, z tego, że wrócą do ukochanych rodzin na Gwiazdkę. Wrócą, aby spocząć w ojczystej ziemi. Bo dla tych 13 górników, prawie a wszystkich Polaków, jutra już nigdy nie będzie. Znowu zaczną się kontrole w kopalniach, które niczego nie wykażą. Aż do podobnej tego typu tragedii.
Kilkaset tysięcy kilometrów na wschód, w dalekiej Indonezji, ponownie zatrzęsła się ziemia. Po czternastu latach względnego spokoju sytuacja znowu się powtórzyła. Podobna tragedia miała miejsce w tym samym rejonie, a nawet w podobnym czasie, w 2004 r. Nie sądzę, aby liczba ofiar osiągnęła podobną skalę(ich ilość szacuje się na ponad 200 tysięcy), ale wiadomo - znowu zginęli ludzie. Wielu z nich, podobnie jak wtedy, przyjechali w tamte tereny na upragniony urlop. Nikt im nie mógł tego zabronić. Inni byli mieszkańcami wyspy. Nie wiem, czy znowu zawiodły czujniki bezpieczeństwa, czy może zostały one wyłączone, bo okazały się nieopłacalne w użytkowaniu, w myśl zasady - tyle czasu nic się nie działo, więc nie mamy się czego obawiać. Tymczasem żywioł natury jest nieobliczalny, nie da się go przewidzieć bez odpowiednich urządzeń, a często i z ich pomocą. Wymarzone, wyczekiwane wakacje stały się dla wielu osób przedsionkiem piekła, nieznana jest liczba tych, którzy wrócą do swoich krajów w trumnach, bądź, ze względów epidemiologicznych, zostaną pochowani w obcej ziemi. Dla nich jutra też nie będzie.
Ale tragedie często toczą się nie na drugim końcu świata, tylko tuż obok, w domowym zaciszu. Niewinne dzieci umierają na różne choroby, rodzice giną w wypadkach samochodowych, staruszek daje swojej żonie za dużą ilość tabletek, po których ona już się nie budzi. Niedawno moja znajoma dostała zapaści z przepracowania, a dwójka jej dzieci(ach, jak oni się cieszyli z skromnych paczek świątecznych, które im podrzuciliśmy w piątek) trafiła do pogotowia opiekuńczego, bo nikt nie ma się nimi zająć. Jakie jutro przyniesie im kolejny dzień? Czy ich ukochana mama wyjdzie ze swojego beznadziejnego stanu, czy może nie, a oni sami trafią do domu dziecka? I znowu ich jutro będzie bardzo niepewne.

Kochani, w ten przedświąteczny czas zatrzymajmy się na chwilę w wirze swojego życia. Nic się nie stanie, jeżeli nie umyjemy podłogi, czy też na stole nie będzie 12 potraw. Wyciągnijmy telefon. Może w kontaktach mamy kogoś, z kim dawno nie rozmawialiśmy, może wręcz jesteśmy skłóceni? Może ten czas jest idealnym momentem na rozmowę, pojednanie się, przypomnienie o swojej pamięci. Może to już ostatni moment na taki gest? Wszak jutra może już nie być... 

6 komentarzy: