Od kilku lat w naszym(i nie tylko naszym) regionie organizowane są miejskie Wigilie dla osób ubogich i samotnych. Zazwyczaj odbywały się one w wielkich halach, gdzie przy zastawionych stołach zasiadali zaproszeni ludzie, dla których w jakiś sposób święta nie zawsze są radosnym przeżyciem. Na stołach były tradycyjne wigilijne potrawy, po hali kręcili się wolontariusze, zagadując raz po raz uczestników spotkania, którzy nawet dostawali skromne podarunki, w tle leciały kolędy. Ludzie czuli się częścią społeczeństwa i często podkreślali, że żałują iż Boże Narodzenie jest tylko raz w roku...
W tym roku, z wiadomych przyczyn, tego typu spotkania(w których brało udział nawet i 3000 osób na miasto) zostały odwołane. Jednak zamiast wspólnych Wigilii fundacja odpowiedzialna za wydarzenie Wolne Miejsce, postanowiła że osoby ubogie i samotne będą miały chociaż cząsteczkę świątecznej magii i dostaną pakiet wigilijny, ale zawarte w paczce. W skład takiego pakietu wchodzi barszcz czerwony z uszkami, porcja karpia(po 1 na osobę) oraz kapusta z grzybami. Do tego książka, informator o fundacji, kartka z życzeniami, opłatek, jakieś desery typu jogurt, mandarynki oraz słodycze. Tak więc paczka taka dosyć konkretna.
Skąd znam zawartość paczki? Nie, nie zostałam zgłoszona do programu. Wręcz przeciwnie - to ja zgłosiłam się jako wolontariusz przy ich pakowaniu. Już w zeszłym roku o tym myślałam, ale dopiero teraz się na to zdecydowałam, chociaż do końca nie wiedziałam, czy się sprawdzę. Tak, można było wybrać dogodne dla siebie zadania, ale jednak ruchowo działam dużo wolniej niż osoby bez mojego deficytu. Coś tam jednak jestem w stanie pomóc.
Pakowanie paczek odbywało się w katowickim Spodku. Tym Spodku. Śmiejcie się lub nie, ale przez długi czas mojego dzieciństwa myślałam, że naprawdę jest on pozostałością po inwazji kosmitów na Ziemię, a zarazem że znajduje się w nim tajne przejście do innego świata. Widząc go czułam respekt, a jednocześnie nadzieję, że znajdę owo przejście i dotrę do świata, w którym nie ma chorób i niepełnosprawności, a każdy jest sobie równy. Ot, takie dziecięce obłokobujanie.
Oficjalnie Spodek jest zamknięty, dlatego akcja odbywała się w części hotelowej do niego należącej. Zbiórka wolontariuszy zaplanowana była na godzinę 9:00, jednak ja chwilkę się spóźniłam(ciekawe co myśleli przechodnie, kiedy pytałam ich o drogę do lodowiska, za którym znajduje się owy hotel). Na szczęście nie miałam problemu z wejściem na halę. Fakt, miałam imienno-zdjęciowy identyfikator, ale wiadomo - kto późno przychodzi ten sam sobie szkodzi.
Na hali pełen reżim sanitarny - każdy miał przydzielone indywidualne stanowisko, a maseczki ochronne na twarzy i rękawiczki lateksowe(w moim przypadku zostały zastąpione przez rękawiczki bawełniane, nie wiem w jakim stopniu chronią przed koronawirusem, ale lepiej mi je założyć i nie powodują u mnie alergii).
Na początku zostałam przydzielona do pakowania książek. Jak to się skończyło - nietrudno się domyślić. Gdybyśmy pracowali w takim tempie, to nie zdążylibyśmy nie tylko do tej, ale i do następnej Wigilii. Toteż wkrótce zostałam "przeniesiona" na pakowanie owoców, a jak to się skończyło - do noszenia paczek. Jednak dwa tytuły, które przeszły przez moje łapki, zwróciły moją uwagę i wiem, że kiedyś je przeczytam: "Marzenia wykute w kamieniu" Blandine Le Callet oraz "Dzieci cesarza" Claire Messud.
Nasza posługa trwała do godziny 14:00. Myślałam, że będą mnie boleć plecy, a tymczasem tylko rwało mnie w lewej nodze. Przygotowaliśmy łącznie 3500 paczek na cały region(czyli nie tylko do Katowic, ale i miast ościennych). Ta liczba, a w szczególności wizualna ilość ustawionych na hali paczek daje do myślenia.
Tak jakoś automatycznie przypomniało mi się, jak rok temu przygotowywałam na zajęcia temat związany z czymś, co za kilka lat może nosić już miano patologii społecznej. Swoje rozważania oparłam na tym -> https://www.medonet.pl/zdrowie,swie ta-bez-schorowanych-krewnych-i-starych-czworonogow,artykul,1735550.html artykule opisującym tzw. drugą stronę świąt. Na czym ona polega? Na tym, aby święta były na bogato, bez schorowanych krewnych oraz starszych zwierząt domowych, którzy nie pasują do ich idealnej otoczki. Dlatego dom musi być cały w światełkach, na białym obrusie musi królować nowa zastawa, a w kącie stać choinka prosto z lasu - bo to się nazywa magią świąt. Musi być wszystko tak jak w zeszłym roku, a nawet więcej. To, co stare i zużyte nie do końca wpisuje się we wtłaczaną nam od początku listopada wizję. Przed świętami trzeba posprzątać, to znaczy pozbyć się tego co może szpecić i psuć magiczną atmosferę, wyrzucić zanim stanie się rysą na idealnym rodzinnym obrazku. Udowodnić coś sobie, a przy okazji i innym. Święta już dawno stały się społecznym konstruktorem, teatrem, w którym staliśmy się marionetkami własnych ambicji i wyobrażeń.
W naszym społeczeństwie istnieje bardzo duża presja, która dotyczy organizacji wystawnych świąt oraz kupowania drogich prezentów. Tym samym następuje podział społeczeństwa na lepsze i gorsze. Nikt z nas nie chce należeć do tej drugiej kategorii. Szczególnie widać to w komentarzach dotyczących działań charytatywnych. Kiedy osoby o gorszej sytuacji materialnej życzą sobie droższego prezentu, pojawiają się głosy, że jest to dowód na ich zachłanność, pychę, czy też niewdzięczność. Bo przecież osoby ubogie nie mają prawa do takich marzeń.
Standardem stała się też "magia świąt" za pieniądze. Z przeprowadzonych rok temu badań wynika, że już na początku grudnia wzrasta zainteresowania kredytami o charakterze konsumpcyjnym. Co trzeci kredytobiorca chce pożyczyć przynajmniej 3 tysiące zł. A przecież z każdym roku organizacja świąt kosztuje nas coraz więcej. Wszystko to może wywoływać ogromny stres wynikający np. z sytuacji rodzinnej lub finansowej. W dodatku dookoła docierają do nas reklamy kuszące danym produktem, czyli manipulują. Reklamy kształtują w swoim odbiorcy pewne postawy i prowokują do z góry zamierzonego zachowania(np. niektóre z nich przekonują, że poprzez zakup danego produktu klient będzie lepiej pełnił swoje role społeczne. Reklamy odwołują się do emocji, a my jesteśmy na nie podatni, szczególnie przed świętami. Chcemy należeć do większości, dlatego uruchamia się w nas potrzeba podążania za tłumem. Dlatego coraz częściej zapominamy, co w świętach jest najważniejsze.
Przed świętami pełne ręce roboty mają też ci, na których przerzuca się niewygodny obowiązek opieki nad chorymi i zniedołężniałymi. Każdego roku lekarze i weterynarze zwracają uwagę na nieludzkie procedery, do których dochodzi w szpitalach i lecznicach. Na oddziały bez powodu trafiają schorowani i zniedołężniali seniorzy, zaś ich rodziny znikają bez śladu. Czasami zdarza się, że wcześniej doprowadzają do wycieńczenia organizmu, aby nie zostali odesłani z tzw. kwitkiem - nie podają im leków, głodzą ich. Wszystko dlatego, że w ich idealnej wizji nie ma miejsca na takie przyziemne problemy. Seniorzy są bowiem często postrzegani jako ciężar, lekceważymy ich i nie dostrzegamy mądrości życiowej. Wychodzimy z błędnego założenia, że skoro są od nas zależni i potrzebują stałej pomocy, to nie mogą już sami o sobie decydować. Tymczasem osoby starsze pozostawione w szpitalach starają się nawet zrozumieć bliskich stosując różne mechanizmy ochronne: szukają uspokajających i łatwiejszych do zaakceptowania argumentów dla trudnych dla nich wydarzeń. Tłumaczą: "Jestem w szpitalu, to przynajmniej będę mieć spokój" albo "przynajmniej zrobię sobie szczegółowe badania", mogą też umniejszać znaczenie tego zdarzenia mówiąc, że nie zależało im na tych świętach.
Z powodu dążenia do świątecznej perfekcji cierpią również zwierzęta. To w grudniu pada rekordowa liczba zapytań o eutanazję starych, schorowanych zwierząt domowych. Przecież czworonogi z wystającymi żebrami, wyliniałą sierścią oraz chorobami skóry nie powinny kręcić się wokół wigilijnego stołu - sprawiło by to, że cała nadmuchana bańka natychmiast pęknie. W dodatku w okresie przedświątecznym jest targowisko sztuki zabijania - kto da niższą cenę zostanie wybrany, by tą usługę wykonać. Jednak kiedy lekarze pytają o wskazanie do przerwania zwierzęcego życia, mało kiedy pada odpowiedź, że zwierzę jest przewlekle chore, leczone, ma historię choroby, ale jego stan pogarsza się na tyle, że czas, aby się pożegnać. Z reguły są to tak suche wymówki, od których serce się kraje.
W celu zapobiegnięcia przygarnięcia zwierząt przez nieodpowiedzialnych opiekunów, niektóre schroniska wstrzymują w okresie okołoświątecznym adopcje szczeniąt. Niestety, szpitale nie mogą wstrzymać przyjęć pacjentów w podeszłym wieku. Mam jednak nadzieję, że sytuacja epidemiologiczna ukróci ten proceder.
Dlatego cieszę się, że są akcje, które pomogą tym najbardziej potrzebującym w poczuciu chociaż przez chwili magii świąt. To prawda, wymaga to poświęcenia ze strony innych osób(sześć godzin to przecież 1/4 doby, które mogłabym wykorzystać w inny sposób), ale jako osoba niespecjalnie obdarowywana w dzieciństwie prezentami(te, które dostałam po ukończeniu 5 roku życia potrafię bez problemu wymienić, chociaż to 25 lat mojego życia), wiem jak bardzo cieszą takie gesty. Czy obdarowywani będą się cieszyć ze swoich prezentów tak jak ja z przesyłek od Basi, Małgosi i Uleńki? Mam taką nadzieję.

Jest sporo racji w tym co piszesz, czasami dużo, ludzie do szpitali, psy wyrzucane, kaprysy dzieci że chcą pieska a wiadomo jak to się często kończy. Piekne przygotowane prezenty i konkretna zawartość. Piękny gest z Twojej strony za pomoc przy pakowaniu. Ja dzisiaj robię woreczki z ciastkami i kawałakmi makowca dla sąsiadów.
OdpowiedzUsuńkarolinko, z okazji Świąt obfitych łask od malutkiej Dzieciny, niech Ci błogosławi cały rok, daje zdrowia,energii i radości.
A jakże mieliby się nie cieszyć, skoro tyle w nich miłości?
OdpowiedzUsuńZdrowych i Szczęśliwych Świąt, Karolinko :)
I na to wychodzi że wszystko ma dwie strony medalu... A Ty napisałaś się na medal i Twoje serce. Pięknych i zdrowych Świąt!
OdpowiedzUsuńOj, ta magia świąt... A Pan Jezus urodził się w ubogiej zwykłej stajni, bez przepychu i splendoru świątecznego. I nie towarzyszył temu zapach choinki i wielu potraw, tylko raczej tego, czym pachną stajnie. Jego gośćmi byli prości pasterze. I to jest dopiero prawdziwa magia świąt!
OdpowiedzUsuńKarolinko, a Twoje serce i ręce jak zawsze czynne w pomocy potrzebującym.
Ściskam mocno.
Podziwiam Cię Karolinko od dawna . Tyle radości w tobie i tyle dobrych chęci w pomaganiu innym, że nie jedna pełnosprawna osoba powinna się wstydzić swojego zachowania Ta ilość paczuszek na płycie spodka robi ogromne wrażenie. I ta radość że zrobiło się coś dla innych nie tylko dla siebie !! To jest wielkie miłosierdzie. Tobie i Twoim najbliższym życzę zdrowia, abyście się mogli Wszyscy razem spotkać przy wigilijnym stole.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
Karolinko jesteś wielka - zawsze gotowa i pierwsza hyle czoła :))) zdjęcie robi wrażenie z ilości przygotowywanych paczek ....We wszystkim trzeba mieć umiar i rozsądek, bo czy na bogato to tak dobrze czasami małe gesty, a cieszą ogromnie :) Dużo zdrowia, radości w tych szczególnych dniach oraz wiary że Nowy Rok będzie o wiele lepszy :)
OdpowiedzUsuńWesołych Świąt
Jesteś niezwykłym człowiekiem, podziwiam Twój zapał, Twoją wiarę w Boga i człowieka. Niech Ci się darzy!
OdpowiedzUsuńKarolinko!
OdpowiedzUsuńJesteś wyjątkowa, niezwykła!
Niech te Święta będą dla Ciebie cudownie spędzonym czasie w gronie najbliższych... Wszystkiego dobrego i wszelkiej pomyślności w nadchodzącym Nowym Roku!
Poruszyłaś bardzo ważne sprawy, o których na co dzień nie myślimy.
OdpowiedzUsuńTrzymaj się zdrowo, niech i Twoje święta będą radosne:-)
Bardzo wartościowy post Karolinko. Przede wszystkim gratuluję postawy i wolontarystycznej pracy na rzecz innych. To wielki oddanie, zwłaszcza w tak trudnym czasie. Jesteś wspaniała!
OdpowiedzUsuńDruga sprawa to tematyka, która rzeczywiście dotyka spraw, które nie powinny mieć miejsca..
Gdzie Ci ludzie mają serca? Echhh...
Zdrowych i spokojnych Świąt!
Karolinko, życzę Ci cudownych, białych, spokojnych i zdrowych świąt!
OdpowiedzUsuńZycze Ci spokojnych i rodzinnych Swiat Bozego Narodzenia, to prawda ludzie lubia swieta na bogato, malo mysla o innych,tylko piekne,mlode osoby ,zwierzeta itpMasz racje ,ze o tym piszesz.Wszystkiego dobrego Karolinko,jestes takim promyczkiem normalnosci i radosci w tym zagonionym swiecie,pozdrawiam cieplo
OdpowiedzUsuńJesteś niesamowita :) piszę o Twoim darze , albo raczej o Tobie jako darze:) bo jak inaczej nazwać wolontariusza :)
OdpowiedzUsuńA w kwestii Spodka miałam chyba w dzieciństwie podobne przemyślenia :) ...choć ci kosmici nie byli źli, bo lodowisko dostarczyli:)
Karolinko, jestem pełna podziwu dla Ciebie. Napracowałaś się, zmęczyłaś, ale zrobiłaś tyle dobrego dla nieznanych Ci ludzi. To piękne.Masz wielkie i mądre serce.
OdpowiedzUsuńTak, magia Świąt powinna polegać na dzieleniu sie dobrem.Bez tego tracą sens. Na nic ozdoby świąteczne, wymyślne potrawy i życzenia, skoro wszystko to zdaje sie tylko pustą wydmuszką.
Ściskam cię mocno i serdecznie, życząc Ci zdrowia, siły ciała i ducha oraz wielu pełnych dobra i ciepłą chwil!:-)*
Wspaniałą akcja i niesamowity wynik pracy wolontariuszy.
OdpowiedzUsuńKarolinko życzę Ci błogosławieństwa Bożego, zdrowia i nadal tyle energii, abyś mogła realizować swoje plany.
Jestem pełna podziwu, Karolinko. To wprost niesamowite, o!
OdpowiedzUsuń