![]() |
| Victor Frankl(źródło zdjęcia) |
Kiedy jeszcze dwa miesiące temu brnęłam przez kolejne stronice książki autorstwa austriackiego psychiatry i więźnia obozów koncentracyjnych(gdzie zginęła cała jego rodzina), Victora Frankla, nie przypuszczałam, że "lekcje", jakie przeszedł w "piekle" mogą być aktualne także po prawie 80 latach. I podejrzewam, że on sam nie zdawał sobie z tego sprawy. Owszem, okoliczności były zgoła inne, bo teraz raczej nikt z nas nie pracuje ponad swoje siły, nie jest traktowany jak przedmiot, ani nic z tych rzeczy. Jednak samo zamknięcie w odosobnieniu, z tymi samymi osobami, może każdemu z nas działać na nerwy. W dodatku zewsząd docierają do nas różne, nawet czasami sprzeczne, a innym razem wręcz frustrujące informacje na temat tego, co się dzieje wokół nas. Jak nie oszaleć w tej nowej rzeczywistości?
Książka "Człowiek w poszukiwaniu sensu" jest trudna, bo zawiera wiele treści psychologicznych. Psychologia nigdy nie była moją mocną stroną(co nie oznacza, że nie zaliczyłam jej na AWFie na mocną 4 z wykładów oraz równie mocną 4,5 z ćwiczeń), dlatego książka była dla mnie wyzwaniem. Ale dzięki temu, że ją poznałam, poznałam też cztery drogowskazy, a może lepiej napisać, że lekcje, które są ponadczasowe, a zarazem dają nadzieję na przetrwanie ciężkich dni z zachowaniem pogody ducha. Ale oczywiście dopiero znaleziony na internecie filmik otworzył mi oczy na to wszystko. Bo chyba sama bym jej nie odebrała w ten sposób.
Pozwoliłam sobie przytoczyć tutaj tych czterech lekcji, które zostały zauważone w obozie koncentracyjnym, a które zostały opisane przez Frankla:
Lekcja 1 - Droga do zbawienia człowieka wiedzie poprzez miłość i sama jest miłością - w obozach koncentracyjnych więzień musiał zająć czymś swoje myśli. Wielu z nich kierowało się miłością. Jeden z więźniów chciał przetrwać to piekło z miłości do swojego dziecka, inny zaś chciał dzielić się swoją wiedzą. Kiedy po raz pierwszy kazano im przekroczyć bramy obozu koncentracyjnego, musieli pozbyć się wszystkich swoich wartościowych rzeczy. Viktor miał wtedy przy sobie swoją nieopublikowaną książkę, której za wszelką cenę nie chciał porzucić. Niestety, musiał to zrobić. Przez cały pobyt w obozie próbował na skrawkach papieru odtworzyć myśli przewodnie swojego dzieła, żeby po wyjściu przepisać książkę na nowo.
Lekcja 2 - Poczucie humoru jako broń przeciwko rozpaczy - nawet w tak skrajnych warunkach, jakie panowały w obozach koncentracyjnych, wśród więźniów dało się zaobserwować poczucie humoru, które pozwala zachować człowiekowi dystans, a zarazem daje możliwość choć na chwilę przełamać negatywny wzorzec. Victor starał się rozwijać poczucie humoru we współwięźniach prosząc ich, aby wymyślali zabawne anegdoty. W obozie posiłki były bardzo skromne - zupa, którą dostawali więźniowie była bardzo wodnista, a jeśli do kogoś uśmiechnęło się szczęście, to dostał porcję z dna kotła, a to najczęściej oznaczało, że trafiły się mu ziemniaki, albo groch. Viktor opowiadał więc, jak zabawnie by było po zakończeniu wojny błagać żonę o porcję z samego dna kotła. Idąc tym samym tropem - kiedy następnym razem zbijesz szklankę, nie katuj się, ale spróbuj obrócić to w żart i zaśmiać się ze swojej niezdarności.
Lekcja 3 - Człowiekowi można odebrać wszystko, z wyjątkiem jednego, ostatniej z ludzkich swobód: wolności wyboru własnego stanowiska w obliczu konkretnych okoliczności - to coś, z czym wszyscy mamy problemy. Mamy bodziec, którego zazwyczaj nie kontrolujemy, a następnie mamy naszą reakcję, nad którą mamy pełną kontrolę. Jednak zazwyczaj zachowujemy się tak, jakbyśmy nie mieli żadnej kontroli nad naszą reakcją. A przecież gdzieś po drodze pojawia się wybór. Typowym przykładem jest stanie w korku: zazwyczaj reakcją na to jest nasza złość i frustracja . Ale prawda jest taka, że nie musimy się wściekać, wszak nie mamy większego wpływu na to, czy trafimy na taki korek, czy też nie. Jednak mamy całkowitą kontrolę nad tym, jak się zachowamy w obliczu tego korka. Możemy więc wybrać albo bezproduktywne denerwowanie się(co zazwyczaj większość z nas robi) lub docenić ten czas i dobrze go wykorzystać(np. słuchając audiobooków lub ulubionej muzyki, możemy poukładać sobie myśli w głowie). Mamy dużo czasu, więc możemy wykorzystać go w sposób produktywny, niż zadręczać się niepotrzebnymi myślami, które skracają nasze życie.
Lekcja 4 - Cel w życiu (Ten, kto wie dlaczego żyje, nie troszczy się o to, jak żyje) - książka "Człowiek w poszukiwaniu sensu" wspomina o badaniu przeprowadzonym we Francji, w którym 89% ankietowanych uznało, że człowiek potrzebuje czegoś, dla czego mógłby żyć. W innym badaniu prawie 8 tysięcy studentów uznało za swój nadrzędny cel odnaleźć w życiu jego cel i sens. Istotność celu bardzo łatwo było zauważyć w obozie - dopóki w kimś tlił się płomyk celu lub nadziei, dopóty tliło się w nim życie. Dla niektórych więźniów istotna była miłość(jak było powiedziane przy pierwszej lekcji) i to właśnie ona trzymała ich przy życiu, to był ich ostateczny cel. Frankl opowiedział historię jednego mężczyzny, który wyznał mu, że w nocy miał sen: przyśnił mu się koniec wojny i wyzwolenie z obozu, miało to się stać 30 marca. Jednak w miarę zbliżania się tej daty, z frontu nie nadciągały żadne informacje na temat pokoju lub końca wojny. 29 marca mężczyzna mocno się rozchorował, 30 marca zaczął majaczyć, po czym stracił przytomność, 31 marca już nie żył. Mężczyzna był już wcześniej wycieńczony i chory, ale to właśnie obrany przez niego cel trzymał go przy życiu. Frankl wspominał również, że największa śmiertelność przypadała na święta Bożego Narodzenia, ponieważ ludzie mocno wierzyli, że uda im się spędzić święta ze swoimi bliskimi. Gasła z nią wtedy wszelka nadzieja, a z nią życie.
Jak to się ma do aktualnej sytuacji?:
Mam nadzieję, że ta notatka, niczym wirus, dotrze do jak największej liczby odbiorców, podnosząc ich chociaż trochę na duchu i pokazując jak żyć, żeby to życie też było dobre.
Lekcja 3 - Człowiekowi można odebrać wszystko, z wyjątkiem jednego, ostatniej z ludzkich swobód: wolności wyboru własnego stanowiska w obliczu konkretnych okoliczności - to coś, z czym wszyscy mamy problemy. Mamy bodziec, którego zazwyczaj nie kontrolujemy, a następnie mamy naszą reakcję, nad którą mamy pełną kontrolę. Jednak zazwyczaj zachowujemy się tak, jakbyśmy nie mieli żadnej kontroli nad naszą reakcją. A przecież gdzieś po drodze pojawia się wybór. Typowym przykładem jest stanie w korku: zazwyczaj reakcją na to jest nasza złość i frustracja . Ale prawda jest taka, że nie musimy się wściekać, wszak nie mamy większego wpływu na to, czy trafimy na taki korek, czy też nie. Jednak mamy całkowitą kontrolę nad tym, jak się zachowamy w obliczu tego korka. Możemy więc wybrać albo bezproduktywne denerwowanie się(co zazwyczaj większość z nas robi) lub docenić ten czas i dobrze go wykorzystać(np. słuchając audiobooków lub ulubionej muzyki, możemy poukładać sobie myśli w głowie). Mamy dużo czasu, więc możemy wykorzystać go w sposób produktywny, niż zadręczać się niepotrzebnymi myślami, które skracają nasze życie.
Lekcja 4 - Cel w życiu (Ten, kto wie dlaczego żyje, nie troszczy się o to, jak żyje) - książka "Człowiek w poszukiwaniu sensu" wspomina o badaniu przeprowadzonym we Francji, w którym 89% ankietowanych uznało, że człowiek potrzebuje czegoś, dla czego mógłby żyć. W innym badaniu prawie 8 tysięcy studentów uznało za swój nadrzędny cel odnaleźć w życiu jego cel i sens. Istotność celu bardzo łatwo było zauważyć w obozie - dopóki w kimś tlił się płomyk celu lub nadziei, dopóty tliło się w nim życie. Dla niektórych więźniów istotna była miłość(jak było powiedziane przy pierwszej lekcji) i to właśnie ona trzymała ich przy życiu, to był ich ostateczny cel. Frankl opowiedział historię jednego mężczyzny, który wyznał mu, że w nocy miał sen: przyśnił mu się koniec wojny i wyzwolenie z obozu, miało to się stać 30 marca. Jednak w miarę zbliżania się tej daty, z frontu nie nadciągały żadne informacje na temat pokoju lub końca wojny. 29 marca mężczyzna mocno się rozchorował, 30 marca zaczął majaczyć, po czym stracił przytomność, 31 marca już nie żył. Mężczyzna był już wcześniej wycieńczony i chory, ale to właśnie obrany przez niego cel trzymał go przy życiu. Frankl wspominał również, że największa śmiertelność przypadała na święta Bożego Narodzenia, ponieważ ludzie mocno wierzyli, że uda im się spędzić święta ze swoimi bliskimi. Gasła z nią wtedy wszelka nadzieja, a z nią życie.
Jak to się ma do aktualnej sytuacji?:
- Droga do zbawienia człowieka wiedzie poprzez miłość i sama jest miłością - chociaż w dzisiejszych czasach zamiast słowa "zbawienia" użyłabym bardziej "zrozumienia", znajdźmy w swym sercu miejsce na miłość bądź pasję. Dzisiejsza kultura spłyca miłość do zaspokojenia seksualnego. Tymczasem dzięki tłumaczeniu sobie, że wprowadzenie i przestrzeganie kwarantanny w nasze życie to przejaw naszej miłości względem drugiego człowieka, to dbanie nie tylko o nas samych, ale i innych. Pasje natomiast mogą nam umilić monotonię dnia codziennego, pozwalają oderwać myśli od tego, co nas przytłacza, a nawet możemy poszerzyć swoje horyzonty myślowe.
- Poczucie humoru jako broń przeciwko rozpaczy - miejmy dystans do siebie i do otaczającego nas świata. Czasami kabarety na bieżąco komentują w komiczny sposób otaczającą nas rzeczywistość. A może sami znajdziemy coś śmiesznego w zaistniałej sytuacji? Sama ostatnio żartuję, że co to za różnica - koronawirus, czy grypa? I tak obydwie choroby w mojej sytuacji skończą się zapaleniem płuc. Ot, czarny humor w moim wykonaniu, więc nie przejmujcie się, jeżeli go nie zrozumieliście.
- Człowiekowi można odebrać wszystko, z wyjątkiem jednego, ostatniej z ludzkich swobód: wolności wyboru własnego stanowiska w obliczu konkretnych okoliczności - media nagłaśniają sprawę na wszystkie możliwe sposoby. Umówmy się, nie da się całkowicie odciąć od bombardujących nas zewsząd wiadomości. Jednak niektóre przekazywane przez media informacje są wręcz wyssane z palca. Nie mamy na nie wpływu, wpływ mamy jedynie na swoją reakcję - czy będziemy przyjmowali wszystko jak leci, zamartwiając się kolejnymi teoriami spiskowymi, czy może będziemy odbierać wszystko z umiarem i rozumem, zastanawiając się nad tym, co przeczytaliśmy/usłyszeliśmy i analizując, czy jest to możliwe, czy też nie. Pamiętajcie, żaden wirus nie zwalnia nas z zajęcia swojego stanowiska w danej sprawie i logicznego myślenia.
- Cel w życiu (Ten, kto wie dlaczego żyje, nie troszczy się o to, jak żyje) - obierzmy sobie jakiś cel, najlepiej realny, który może nas napędzać do dalszego działania. Mamy sporo czasu, możemy wykorzystać go na różne produktywne sposoby. Może będziemy więcej czytać? Obejrzymy zaległe filmy? Zajmiemy się zaniedbanymi kwiatami? Nauczymy się kilku słówek w języku obcym? Zrobimy porządek w szafie? Poświęcimy więcej czasu naszym domownikom? Możliwości jest bez liku, od nas jedynie należy wybór, które z nich najbardziej nam odpowiadają.
Mam nadzieję, że ta notatka, niczym wirus, dotrze do jak największej liczby odbiorców, podnosząc ich chociaż trochę na duchu i pokazując jak żyć, żeby to życie też było dobre.

dziękuję Ci dziś za ten tekst, przydał mi się!
OdpowiedzUsuńokularnicawkapciach.wordpress.com
Hej
OdpowiedzUsuńWpadłam i teraz nie mam czasu ale poczytam potem
Witaj Krajanko :)
OdpowiedzUsuńCiekawy tekst, ciekawa postać bohatera, z piękną, dobrą twarzą.
W sumie zgadzam się z autorem książki, z małymi zastrzeżeniami: czasem trzeba sobie pozwolić na niechęć lub nawet nienawiść, bo inaczej zawał gotowy :) i na żart (tu pełna zgoda z autorem), też z profilaktyki przedzawałowej :)i na niepewność w obliczu wyboru i na utratę celu w życiu. Jesteśmy tylko ludźmi. Nie jest tragedią upaść. Tragedią jest nie podnieść się.
Serdecznie pozdrawiam.
W takim czasie potrzeba nam mądrych lektur, poczucia humoru i mimo wszystko poczucia wolnego wyboru...
OdpowiedzUsuńDziękuję Ci Karolino za trop, dzięki któremu mogłam tutaj trafić. Piękny post napisałaś dzisiaj, a wiele równie dobrych pewnie znajdę jeszcze, zagłebiając się w treści bloga. Oparłaś się na lekturze, ale przekazałaś wiele uniwersalnych mądrości, które powinniśmy sobie uświadamiać w życiu. Nie wiem dlaczego nie przepadałaś za psychologią? Tutaj jej trochę jest... :) I konkluzja bardzo pozytywna na koniec.... Pozdrawiam cieplutko, Pola
OdpowiedzUsuńMądrze napisany tekst. Najtrudniej jednak wdrożyć to w życie. W mojej sytuacji potrzeba mi tych ścieżek aby nie zwariować. Cele na razie tylko takie małe u mnie -a to post napisać , a to haft skończyć... A wybory są ciężkie gdy się stoi na rozdrożu... Może po czasie dam radę z tym wszystkim. Pozdrawiam i zapraszam częściej :-).
OdpowiedzUsuńWitaj Karolino :-)
OdpowiedzUsuńCieszę się, że zostawiłaś u mnie swój ślad i mogłam podążając za nim trafić do Ciebie :-) Świetny post, pewnie gdybym miała choć trochę więcej czasu z chęcią zagłębiłabym się w książkę o której piszesz. Lektura z pewnością do najłatwiejszych nie należała, ale warta była poświęconego jej czasu. Wnioski budujące!
serdecznie pozdrawiam :-)
Kasia
Niby proste, a większość nie ogarnia...;o)
OdpowiedzUsuńTwoja skromność nie miała podstaw...;o)
Mądre, ciekawe lektury bardzo dobre na te trudne czasy. Musimy przetrzymać, damy radę... serdecznie pozdrawiam...
OdpowiedzUsuńPrzede wszystkim dziękuję, że do mnie zaglądasz i dziękuję za tego linka. Po drugie dziekuje za to co tu napisałaś, przeczytałam od dechy do dechy. Zgadzam się z Tobą w 100%. Dzisiejszą sytuacje można spokojnie porównać do tej sprzed 80 lat. Na szczęście należę do tej grupy który własnie nie rozpacza i nie denerwuje się. Słucham co mówią , ale nie wszystko wierzę. Wierze natomiast że kiedys się to skończy, a dany mi czas staram się wykorzystać jak najlepiej. Zbiegło się wszystko z moją emerytura i niedawnym mikro udarem , który uświadomił mi jak kruche jest ludzkie życie i trzeba wykorzystać najlepiej jak się da tu i teraz.!!
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie i zdrówka życze
Odwiedzam Twojego bloga jak tylko mogę ;) jest ciekawy ten tekst ;). Ja siedząc w domu z ludźmi nie wariuje. Ten czas pomaga nam spędzić czas razem i odbudować relacje. Gdy było wszystko w porządku na świecie nie byliśmy tak blisko siebie i nie wariujemy . Czuję się dobrze , martwi mnie to wszytko i smutną.jest ta sytuacja ale jak widziałaś u mnie na blogu mamy poczucie humoru i myślimy pozytywnie i razem gotujemy i ja mam taki charakter że ciężko mnie wyprowadzić z równowagi ale jak mnie ktoś wyprowadzi to faktycznie może być ciężko ale w życiu prywatnym rzadko się to zdarza. Cały czas będzie coś się działo w świecie. . . Nie mamy wpływu na decyzje i pomysły innych ludzi w tym wypadku. Począwszy od wymyślenia tej choroby od podłożenia jej i później każdego z osobna kto nie myślał o innych tylko rozprzestrzenienia sie i nawet nie mamy informacji co i jak to się stało
OdpowiedzUsuńWitaj, dziękuję za wizytę na moim blogu!Wspaniały post, przeczytałam z prawdziwą przyjemnością!Tę książkę powinno się mieć we własnej biblioteczce i co jakiś czas do niej zaglądać, bo to pozycja ponadczasowa, w dodatku nie trudna w czytaniu, a czytałam ją wiele lat temu i żałuję,że nie zrobiłam notatek.
OdpowiedzUsuńPrzypomniałaś mi najistotniejsze wątki tej książki!
Bardzo mi się podoba sposób w jaki spostrzeżenia Frankla powiązałaś z własnymi spostrzeżeniami, dzięki czemu wszystko co napisałaś jest spójne, logiczne i mądre. Warto, oj warto Karolino było przyjść tu z wizytą.
Pozdrawiam Cię serdecznie
Karolinko, dziękuję Ci za ten wpis.
OdpowiedzUsuńPrzeczytałam już wcześniej Twojego posta. Trudno mi pod nim zostawić komentarz, bo bardzo obszernie przedstawiłaś swoje zdanie i podałaś argumenty. Życzę Ci, aby nigdy nie opuszczało Cię pozytywne patrzenie na świat i zdrówka (mam nadzieję, że czujesz się już lepiej).
OdpowiedzUsuńPozdrawiam.
Kochana
OdpowiedzUsuńJestem, nie trzeba mnie zapraszać i nieśmiało prosić, bo chętnie do Ciebie przychodzę na bloga Karolinko:)
Mądre, duchowe wpisy, jak najbardziej potrzebne na ten trudny czas.
U mnie dawniej było dużo religijnych tematów, rozważań, myśli na blogu- publicznie.
Teraz wolę zachować je dla siebie.
Zdrówka nieustannie życzę, spokoju, pogody ducha:)
obawa przed nieznanym i dostepność do informacji, potęgują niepokoje,
OdpowiedzUsuńi masz rację: prędzej czy później się zakończy.
pozdrawiam :D
Bardzo mądra książka i mądry post. Prawdę mówiąc nie mam problemu z siedzeniem w domu, tym bardziej że mam też ogród. Poza tym osoby, które mają dużo pasji nigdy się nie nudzą. Boję się tylko o moje dzieci i wnuków... Wiem, nie mam na to wpływu, ale która matka nie drży o swoje dzieci, babcia o wnuki.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam Karolinko:)
Piękny, mądry tekst. Książkę znam, z zapartym tchem przeczytałam niedawno.Z natury jestem optymistką , wierzę że to się wkrótce skończy i wyjdziemy z tego bogatsi, bo w czasie kwarantanny odwiedzimy również swoje wnętrze i może znów ustalimy priorytety, i zwrócimy uwagę co dla nas w życiu tak naprawdę jest najważniejsze.Czasem wpadam do Ciebie. Pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńKarolinko, tego mi było trzeba. Potwierdzenia, że ta moja wesołkowatość jest teraz zasadna. Może komuś przyda się przeżyć lżej ten czas, bo często słyszało się takie życzenie : "obyś żył w ciekawych czasach" . Jedziemy na podobnym wózku. Choroby "towarzyszące" pozwalają nam patrzec na świat trochę inaczej i gdyby nie z przymrużenia oczu to byłoby niezmiernie trudno. Nic nam innego nie pozostało, jak uśmiechnąć się i zarazić uśmiechem a nie koronawirusem innych. Dobrej nocy, Karolinko :)
OdpowiedzUsuńz wielką przyjemnością przeczytałam Twój wpis i bardzo mi się podoba..Bardzo często do Ciebie zaglądam tylko nie zawsze zostawiam ślad:)))mam nadzieję że niedługo się skończy ten koszmar.Mam dzieci,wnuka i czekam na drugiego to o nich martwię się najbardziej.Pozdrawiam serdecznie i zdrowia życzę:)))
OdpowiedzUsuńBardzo piękny i mądry tekst... Sam koronawirus może do historii nie przejdzie, bo cała ich rodzina istniała, istnieje i istnieć będzie, teraz mają tylko swoje światowe "pięć minut", które zdają się trwać wieczność. Pozdrawiam cieplutko! :)
OdpowiedzUsuńBardzo fajnie napisane. Ja się śmieje, bo jeszcze nie dawno czytałam w gazecie o pandemii i mówiłam sobie, że nie chce by mnie to spotkało. No i mamy. Ale ta sytuacja czegoś uczy,i mimo że jest ciężko odnajduje radość w zwykłych chwilach i doceniam to co mam
OdpowiedzUsuńDzieki wielkie za ten post! Po książkę chetnie sięgnę, zapisuje tytuł, sił zycze i wytrwalosci witrynach dnia codziennego!!!
OdpowiedzUsuńWitaj niedzielnie Karolinko i dziękuję za ten wpis
OdpowiedzUsuńDzisiaj życzę szukania najpiękniejszych wspomnień, czytania pięknych książek, odwagi na następny dzień....
uwielbiam poczucie humoru:)
OdpowiedzUsuńKarolinko - bardzo Ci dziękuję.
OdpowiedzUsuńCzytam bardzo dużo więc pewnie i tej książki poszukam.
Serdeczności :-)
Och ! Kochana ! Mimo ogromnej tragedii, jaką była wojna - poczułam się zachęcona do przeczytania tej książki. Lubię książki o podłożu psychologicznym, a ten temat bardzo mnie zaciekawił.
OdpowiedzUsuńWniosłaś nadzieję tym wpisem :) To są takie ważne sprawy... miłość, cel życiowy, dystans do siebie i ludzi.
Nie można o tym zapominać ! Dobrze, że przypomniałaś nam o tym ! Pozdrawiam cieplutko :)))
Karolinko, dziękuję za zaproszenie i że do mnie zaglądasz! Przeczytałam uważnie Twój post i zgadzam się z każdą przedstawioną lekcją. Kiedyś moja babcia mawiała, że historia lubi się powtarzać. I tak jest teraz. Czas pandemii to czas sprawdzianu jacy jesteśmy i jacy potrafimy być. To taki czas bardzo nietypowych rekolekcji wielkopostnych. Czas kiedy powinniśmy troszkę własne życie przewartościować. To co materialne nie zawsze jest dobre i potrzebne. Drugi człowiek, miłość, wyrozumiałość, życzliwość, to coś o co trzeba zabiegać, a nawet walczyć. Wierzę, że wyjdziemy z tej pandemii cali, silniejsi duchowo i mądrzejsi.
OdpowiedzUsuńPozdrowienia serdeczne zostawiam:))
Super Karolinko, jest co poczytać i mamy nad czym się zastanowić i pomyśleć.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam ciepło :)
Bardzo ciekawie to napisałaś, dziękuję za ciepłe słowa, słowa otuchy. Też mam nadzieję, że ten wirus kiedyś się skończy. Tylko kiedy? Pozdrawiam serdecznie!!
OdpowiedzUsuńBardzo trafny i potrzebny tekst.
OdpowiedzUsuńCztery punkty... wszystkie stosuje, pamietam o nich, nie poddaje sie!
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie :)
Dużo osób porównuje sytuację, jaką obecnie mamy do wojny, ale nie posunęłabym się do porównania kwarantanny z powodu epidemii do obozów koncentracyjnych.
OdpowiedzUsuńBardzo mądre słowa... Nie pierwsza epidemia, nie ostatnia. Przeżyjemy to razem, świadomie a tym czasem miejmy cel i nadzieję a wszystko się ułoży. Pozdrawiam. Dużo zdrowia życzę
OdpowiedzUsuńKarolinko, podziwiam Twoją trafność w doborze tematów i Twoją rozległą wiedzę. Wiele razy dałaś nam możliwość wspaniałej lektury. Zwracasz naszą uwagę na to, co istotne. Myślę, że z Twoich postów korzysta wielu ludzi i jesteśmy Ci za to wdzięczni.
OdpowiedzUsuńCzłowiek w swym egoizmie zakłada, że pewne sprawy go nie dotyczą i że pewne nieszczęścia dotyczą tylko innych. Nagle okazało się, że to niekoniecznie prawda. Pojawia się bezsilność, utrata kontroli i lęk.
OdpowiedzUsuńWarto się zastanowić nad tym co napisałaś, to bardzo mądre rozważania.
Uściski Karolinko.
Wpadłam z wizytą - pięknie dziękuję za ten bardzo mądry tekst. Pozdrawiam serdecznie
OdpowiedzUsuńWitaj, Karolino.
OdpowiedzUsuńMyślę, że V. Frankl, zarówno jako więzień obozów zagłady jak i jako psychiatra, doskonale wiedział, co jest dobre w obliczu realnego zagrożenia. Jest wiarygodny, a z mądrości takich osób zawsze warto korzystać.
Pozdrawiam:)
Jestem, jestem :-) Biorę się za czytanie ;-)
OdpowiedzUsuńTak sobie o trzeciej lekcji i korkach myślę:) ...jak jeździłam samochodem...lubiłam korki :) nigdy mnie nie irytowaly...miałam co robić;)
OdpowiedzUsuńMój mąż ma inne podejście...też mu nie przeszkadzają...Ale on w nich nie stoi ...on jeździ ciemnymi zaułkami ...byle tylko w korku nie stać...:)
Dziękuję Ci za piękny tekst i inspirację na następną lekturę :)
❤️❤️❤️
OdpowiedzUsuńo wiedzę Karolinko, że przyciągnęłaś wiele osób wizją pozytywnego wirusa, hehe, mnie też. Kolejna wizja zbawienia bardzo pasuje do posta, na którego odpowiedziałaś u mnie. W tym co przytoczyłaś ja widzę receptę, z której ja korzystam. Ten pan pisze wyraźnie< trzeba wiedzieć po co się żyje i dlaczego i żyć tu i teraz. Oczekiwanie tylko wzmaga cierpienie i pogłębia rozpacz z niespełnienia, co prowadzi do smierci. No zobacz, czy to się nie zgadza z twierdzeniem Olgi Tokarczuk, że PRAWDA to jest taki ogród, w którym każdy widzi co innego :-)
OdpowiedzUsuńA widzisz, tej książki nie miałam jeszcze okazji przeczytać - może kiedyś;) Co to Twojego tekstu, to pięknie to opisałaś i zgadzam się z Tobą, że ten czas jakoś musimy nauczyć się zagospodarować i że w końcu i ten wirus nas zostawi w spokoju i my przejdziemy nad nim do porządku dziennego. Tylko czasem zastanawiam się - kiedy to będzie? Tyle nas omija przez tego wirusa. Ja wręcz odkąd dzieci siedzą w domu i robią zadania w domu, to mam sporo mniej czasu dla siebie. Bo ciągle z którymś lekcje robię, potem je skanuję i odsyłam do nauczycieli i tak 7 dni w tygodniu. Bo się nie wyrabiam. Kiedy chodzili normalnie do szkoły miałam czas dla siebie, teraz go nie mam. Eh... chcę żeby już było normalnie!!! Ale na razie życzę wszystkim dużo siły i zdrówka!!!!!!!!!!!!!!
OdpowiedzUsuńZachęciłaś mnie do przeczytania książki, której nie znam.
OdpowiedzUsuńZauważ przewrotność ludzką. Niby wojen nikt nie chce, a do tej pory nie ma dnia bez wojny na naszym globie. Gdyby teraz ogłoszono, że potrzebni na ochotnika wojownicy, nieważne kogo bić, samych Polaków uzbierałby się cały legion.
Serdeczności
Dzień dobry wieczór, Karolino, przede wszystkim dziękuję
OdpowiedzUsuńCi, że zajrzałaś do mnie i zostawiłaś ślad.
Z psychologii na wszystkich studiach miałam 5, nawet raz 5! (z wykrzyknikiem),
chciałam nawet studiować tę dziedzinę wiedzy, ale życie potoczyło się inaczej.
Jestem tylko człowiekiem i moje reakcje bywają różne. Czasem adekwatne, a czasem nie.
Staram się jednak utrzymywać wysoki poziom inteligencji emocjonalnej. ;-)
Mogę jednak powtórzyć za Lemem:
"Lepiej być dobrej myśli, bo po co być złej". :)
Bardzo brakuje mi pracy i moich niepełnosprawnych dzieciaków.
Nasz szkolny bibliotekarz też ma MPD i jest mistrzem w tenisie stołowym. :)
Czasem, jak narzekam, myślę o Waldku - tym bibliotekarzu - i od razu przestaję marudzić.
Będę do Ciebie zaglądać, serdeczności!
..."Jednak w ostatecznym rozrachunku wszyscy byli wolni" - piękne. Książkę czytałam, przez jakiś czas nie mogłam wyjść z zachwytu, jakie ja mam po prostu dobre życie ;).
OdpowiedzUsuńDziekuje,ze napisalas o tym, ludzie gonia za tyloma niepotrzebnymi rzeczami a zycie jest takie proste.Trzeba dbac o to co jest w nas, w srodku,uczucie milosci do siebie( nie mylic z egoizmem) i do innych,cieszyc sie malymi rzeczami, zyc tu i teraz,pozdrawiam cieplo
OdpowiedzUsuńCiekawe spostrzeżenia. Masz rację, warto poświęcić czas na coś wartościowego i cieszyć się chwilą :)
OdpowiedzUsuń