Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

Jaki był ten dzień

"Jaki był ten dzień,
co darował, co wziął?
Czy mnie wyniósł pod niebo,
czy zrzucił na dno?
Jaki był ten dzień,
czy coś zmienił, czy nie?
Czy był tylko nadzieją
na dobre i złe?"

poniedziałek, 24 kwietnia 2023

1568. Koalanizacja

Nie wiem czy pamiętacie, ale tuż przed wybuchem pandemii covid-19 świat ze zgrozą przyglądał się temu, co działo się na drugiej stronie globu w Australii. Upały połączone z pożarami zbierały tragiczne żniwo wśród unikatowej fauny i flory zamieszkujących najbardziej endemiczny kontynent na kuli ziemskiej (co prawda jeszcze bardziej endemiczna jest Antarktyda, ale dla mnie to też bardzo specyficzny kontynent, jakby nie patrzeć). A potem przyszła pandemia i sprawa pożarów w Australii zeszła na dalszy plan. Nawet ja miałam zamiar napisać o koalanizacji w kontekście tego, co się tam wtedy działo, jednak tak nie do końca mi to wyszło.
To zdjęcie przerażonych kangurów tak mną wstrząsnęło, że musiałam je skopiować. Niestety, nie zapisałam strony, na której się ono znajdowało, a po trzech latach już do niej nie dojdę
O tych wydarzeniach niejako przypomniał mi jeden z wpisów na blogu Lucynki, który ostatnio przeczytałam w całości. Dotyczył słynnego filmiku ukazującego spragnionego misia koalę, pijącego wodę z podanego mu bidonu. Było to o tyle niezwykłe, że koala w normalnych warunkach nie piją wody - jej zapas uzupełniają zjadając liście eukaliptusa. Wtenczas jednak było to utrudnione, ponieważ wiele drzew eukaliptusowych po prostu spłonęło.
(źródło zdjęcia)
Przy okazji wpisu Lucynki przypomniało mi się o moim wpisie, który finalnie nie został wtedy opublikowany. Na szczęście główna jego myśl została zapisana w szkicach blogowych. Chodziło w tym wszystkim o tzw. "Koalanizacji", o której przeczytałam w jednym z numerów "Świata wiedzy" z 2012 roku. Zresztą przeczytajcie sami:

Obrońcy zwierząt z jednej z prywatnych klinik dzikich zwierząt w 2012 roku przemierzali miasta na wschodnim wybrzeżu Australii starając się wyłapać koala, a następnie wypuszczali je na wolność z dala od cywilizacji. Jeżeli trafiały im się jakieś ranne osobniki, najpierw zabierane były do szpitala, gdzie zostały opatrzone i odkarmione. Zdecydowano się na taki krok, ponieważ we wschodniej części Australii te sympatyczne torbacze codziennie ginęły pod kołami samochodów - kiedy koala spoglądały w jaskrawe światła reflektorów trąbiących na nie aut, z reguły jest już za późno. Ale to nie jedyne pułapki, w których koala nie widzą zagrożenia - psy ludzkich sąsiadów oraz ogrodzenia z drutów kolczastych spowodowały, że w ich ojczyźnie stało się niebezpiecznie. W konsekwencji w ciągu ubiegłego stulecia ich populacja została znacznie zdziesiątkowana: z 10 milionów zrobiło się ich kilkadziesiąt tysięcy. Dodatkowo zostały objęte ścisłą ochroną.

źródło: "Świat Wiedzy" nr 7/2012, str. 10-11

Co prawda w oryginalnym tekście problem dotyczy misiów, które ginęły pod kołami samochodów, ale wydaje mi się, że akcja miałaby swoje powodzenie również w kontekście pożarów.

7 komentarzy:

  1. Koale są urocze, a dla Australii to swego rodzaju ikony :D Takie skarby trzeba chronić.

    OdpowiedzUsuń
  2. Pamiętam te pożary jak wczoraj... To było straszne.
    W ogóle dużo zwierząt na świecie jest zagrozonych wyginięciem... :(

    OdpowiedzUsuń
  3. Pieknie zaopiekowali się miskami,pamiętam te akcje z tv , pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja jestem bardzo zwierzolubna i zawsze bardzo się wzruszam widząc niedolę naszych braci mniejszych, których byt bardzo często zależy od ludzi. Nawet jak jadę samochodem i widzę ptaka na ulicy to zwalniam bo boję się że mnie nie zauważy i nie zdąży wzbić się w przestworza. Pamiętam doskonale te biedne misie koala podczas pożarów, o których wspominasz, często miałam w oczach łzy.

    OdpowiedzUsuń
  5. Te tulące się do siebie w przerażeniu kangury robią przejmujące wrażenie. Cierpienie niewinnych istot zawsze chwyta za serce.
    Pozdrawiam, Karolinko - Małgosia X

    OdpowiedzUsuń
  6. Dawno mnie tu nie było. Przyznaję bez bicia że nie pamiętam co było przed covidem ale takie zdjęcia zwierząt zawsze mnie rozczulają .
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  7. Mną też to bardzo wstrząsnęło. Pamiętam doskonale. Strasznie przykre. Zwierzęta też odczuwają lęk.

    OdpowiedzUsuń