Nie wiem czy pamiętacie, ale tuż przed wybuchem pandemii covid-19 świat ze zgrozą przyglądał się temu, co działo się na drugiej stronie globu w Australii. Upały połączone z pożarami zbierały tragiczne żniwo wśród unikatowej fauny i flory zamieszkujących najbardziej endemiczny kontynent na kuli ziemskiej (co prawda jeszcze bardziej endemiczna jest Antarktyda, ale dla mnie to też bardzo specyficzny kontynent, jakby nie patrzeć). A potem przyszła pandemia i sprawa pożarów w Australii zeszła na dalszy plan. Nawet ja miałam zamiar napisać o koalanizacji w kontekście tego, co się tam wtedy działo, jednak tak nie do końca mi to wyszło.
![]() |
| To zdjęcie przerażonych kangurów tak mną wstrząsnęło, że musiałam je skopiować. Niestety, nie zapisałam strony, na której się ono znajdowało, a po trzech latach już do niej nie dojdę |
O tych wydarzeniach niejako przypomniał mi jeden z wpisów na blogu Lucynki, który ostatnio przeczytałam w całości. Dotyczył słynnego filmiku ukazującego spragnionego misia koalę, pijącego wodę z podanego mu bidonu. Było to o tyle niezwykłe, że koala w normalnych warunkach nie piją wody - jej zapas uzupełniają zjadając liście eukaliptusa. Wtenczas jednak było to utrudnione, ponieważ wiele drzew eukaliptusowych po prostu spłonęło.
![]() |
| (źródło zdjęcia) |
Przy okazji wpisu Lucynki przypomniało mi się o moim wpisie, który finalnie nie został wtedy opublikowany. Na szczęście główna jego myśl została zapisana w szkicach blogowych. Chodziło w tym wszystkim o tzw. "Koalanizacji", o której przeczytałam w jednym z numerów "Świata wiedzy" z 2012 roku. Zresztą przeczytajcie sami:
Obrońcy zwierząt z jednej z prywatnych klinik dzikich zwierząt w 2012 roku przemierzali miasta na wschodnim wybrzeżu Australii starając się wyłapać koala, a następnie wypuszczali je na wolność z dala od cywilizacji. Jeżeli trafiały im się jakieś ranne osobniki, najpierw zabierane były do szpitala, gdzie zostały opatrzone i odkarmione. Zdecydowano się na taki krok, ponieważ we wschodniej części Australii te sympatyczne torbacze codziennie ginęły pod kołami samochodów - kiedy koala spoglądały w jaskrawe światła reflektorów trąbiących na nie aut, z reguły jest już za późno. Ale to nie jedyne pułapki, w których koala nie widzą zagrożenia - psy ludzkich sąsiadów oraz ogrodzenia z drutów kolczastych spowodowały, że w ich ojczyźnie stało się niebezpiecznie. W konsekwencji w ciągu ubiegłego stulecia ich populacja została znacznie zdziesiątkowana: z 10 milionów zrobiło się ich kilkadziesiąt tysięcy. Dodatkowo zostały objęte ścisłą ochroną.
źródło: "Świat Wiedzy" nr 7/2012, str. 10-11
Co prawda w oryginalnym tekście problem dotyczy misiów, które ginęły pod kołami samochodów, ale wydaje mi się, że akcja miałaby swoje powodzenie również w kontekście pożarów.


Koale są urocze, a dla Australii to swego rodzaju ikony :D Takie skarby trzeba chronić.
OdpowiedzUsuńPamiętam te pożary jak wczoraj... To było straszne.
OdpowiedzUsuńW ogóle dużo zwierząt na świecie jest zagrozonych wyginięciem... :(
Pieknie zaopiekowali się miskami,pamiętam te akcje z tv , pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńJa jestem bardzo zwierzolubna i zawsze bardzo się wzruszam widząc niedolę naszych braci mniejszych, których byt bardzo często zależy od ludzi. Nawet jak jadę samochodem i widzę ptaka na ulicy to zwalniam bo boję się że mnie nie zauważy i nie zdąży wzbić się w przestworza. Pamiętam doskonale te biedne misie koala podczas pożarów, o których wspominasz, często miałam w oczach łzy.
OdpowiedzUsuńTe tulące się do siebie w przerażeniu kangury robią przejmujące wrażenie. Cierpienie niewinnych istot zawsze chwyta za serce.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam, Karolinko - Małgosia X
Dawno mnie tu nie było. Przyznaję bez bicia że nie pamiętam co było przed covidem ale takie zdjęcia zwierząt zawsze mnie rozczulają .
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
Mną też to bardzo wstrząsnęło. Pamiętam doskonale. Strasznie przykre. Zwierzęta też odczuwają lęk.
OdpowiedzUsuń