Boże Ciało. Chyba jeden z nielicznych momentów, kiedy Bóg wychodzi z murów Kościoła na ulice naszych parafii. I chociaż wierzymy, że Bóg jest z nami w każdym momencie naszego życia, to jednak dzień ten nabrał pewnej symboliki. Jednak czy skupiamy się w nim na tym, co naprawdę jest jego istotą, czy może jesteśmy gdzieś obok tego. Zapraszam do przeczytania opowiadania o procesji Bożego Ciała w jednej parafii, które napisałam na tą okazję.
Cud wśród zwykłych ludzi
W pewnej parafii, podobnie jak w wielu innych, miała się odbyć procesja Bożego Ciała. W poprzedzającą je niedzielę proboszcz poprosił parafian o przygotowanie czterech ołtarzy, po jednym na każdą część parafii. Po Mszy świętej zgłosili się do niego:
- lekarz zamieszkujący na wschodzie parafii,
- adwokat zamieszkujący na północy parafii,
- nauczyciel zamieszkujący na zachodzie parafii oraz
- robotnik pobliskiej fabryki zamieszkujący na południu parafii.
Wszyscy zdeklarowali się, że będą koordynowali przygotowanie ołtarzy na swoim terenie. Proboszcz był zadowolony z deklaracji lekarza, adwokata oraz nauczyciela, natomiast dużo mniej przychylnym okiem patrzył na prostego robotnika. W ogóle jakby mógł, to nie tylko nie zapuszczałby się z procesją w tamte rejony, ale w ogóle odłączyłby robotnicze osiedle od parafii. Tamtejsi ludzie rzadko przychodzili do kościoła, a i na tacę dawali niewiele. Wyglądali też dużo biedniej niż zamożni mieszkańcy wschodniej, północnej i zachodniej strony parafii. Wiedział, że niczego szczególnego nie przygotują. A jednak byli częścią parafii, do której też trzeba dotrzeć.
Przyszedł dzień Bożego Ciała. Przed nabożeństwem na zakrystii wstawili się lekarz, adwokat, nauczyciel oraz robotnik. Trzej pierwsi zachwalali ołtarze postawione przez mieszkających na ich terenie parafian, robotnik, wysłuchawszy ich opowieści, powiedział tylko, że może nie mają pięknego ołtarza, ale zrobili go z sercem. Po Mszy świętej wszyscy wierni wyszli na ulice parafii. Ustalono też, że na drodze do kolejnych ołtarzy sypanie kwiatów oraz niesienie poduszek będzie zadaniem dzieci mieszkających na danym osiedlu.
Wkrótce doszli do pięknego pierwszego ołtarza, znajdującego się obok przychodni, w której przyjmował lekarz i nawiązującego do św. Łukasza Ewangelisty. Wszyscy się nim zachwycali, że został przystrojony w cudowne brzózki, że wokół posadzono piękne kwiaty. Wiele osób wyciągnęło swoje aparaty fotograficzne, aby uwiecznić tak śliczną rzecz. Nie bez uwagi wiernych przeszły pięknie ubrane dzieci, które sypały różnego rodzaju pachnące kwiaty. W tym wszystkim zapomnieli o tym, co w tym dniu najważniejsze - o Bogu, który w monstrancji wyszedł na ulice. I nagle stało się coś dziwnego, brzózki, którymi tak bardzo zachwycali się wierni, uschły i straciły liście. Zdziwił się ksiądz, zdziwili się wierni. Wzruszyli jednak ramionami i ruszyli do drugiego ołtarza.
Drugi ołtarz znajdował się tuż przy miejskim sądzie. I tutaj dzieci sypiące kwiaty oraz niosące poduszki ubrane były w prześliczne ubranka, a ich buciki wręcz błyszczały czystością. Jako patrona obrał sobie celnika Mateusza. Również i tym ołtarzem wszyscy się zachwycali, a jeden z mieszkańców wyrecytował przy nim nawet wiersz, na cześć procesji, proboszcza oraz pomysłowości mieszkańców dzielnicy. Posypały się brawa, okrzyki uznania, znowu rozbłysły blaski fleszy. Ukryty w monstrancji Pan Bóg znowu znalazł się na dalszym planie - nawet jeden werset deklarowanego wiersza nie nawiązywał do Jego Osoby. Radosną atmosferę ponownie przerwało uschnięcie postawionych przy ołtarzu brzózek. Znowu wszyscy okazali ton zdziwienia - przecież wszystko tak wspaniale przygotowali. Wzruszyli jednak ramionami i ruszyli do trzeciego ołtarza.
Trzeci ołtarz znajdował się koło szkoły i nawiązywał do postaci Marka Ewangelisty. Jego kanwę stanowił namalowany przez nauczyciela obraz przedstawiający św. Marka. Dzieci ubrane w czyściutkie mundurki oraz lakierowane buciki sypały kwiaty oraz dumnie niosły poduszki. Obok ołtarza ustawiono scenę, na której królowały kolorowe kwiaty. Mówiono, że to najpiękniejszy ołtarz. Znowu wszyscy się nim zachwycali, a zamiast słuchać słów Ewangelii, uwieczniali go na swoich aparatach. Także i tym razem uschły brzozy i potraciły liście. W dodatki spadł siarczysty deszcz, który zmył ustawiony przy nim obraz. Ludzie wzruszyli jednak ramionami i ruszyli do czwartego ołtarza.
Tutaj kwiaty sypały dziewczynki ubrane w bure sukieneczki, a poduszki chłopcy ubrani w połatane spodnie i dziurawe tenisówki. Dochodząc do czwartego ołtarza, proboszcz był pełen czarnych myśli. Nie spodziewał się żadnych wspaniałych efektów, a z drugiej strony cieszył się, że po poprzednich plagach ten ołtarz jakoś przejdzie bez echa. Nie pomylił się, czwarty ołtarz nie wyglądał tak okazale jak poprzednie. Zawieszony na drzewie, udekorowały go infantylne dziecięce rysunki nawiązujące do postaci św. Jana Ewangelisty, sztuczne kwiaty w paskudnych wazonach oraz dwie rachityczne brzózki, postawione po obu jego stronach. Na ziemi ktoś położył stary chodnik. Wszystko to wyglądało okropnie w strugach deszczu. Robotnik aż skulił się w sobie, widząc na sobie kpiący wzrok księdza. Nie było co fotografować, nie było czego chwalić - czwarte osiedle po prostu się nie spisało. Ale był i pozytywny efekt tego wszystkiego - ludzie zaczęli słuchać czytanej przez księdza Ewangelii. I nagle stało się coś dziwnego - zza ciemnych chmur wyszło piękne słońce, oświetlając monstrancję, którą kapłan błogosławił wiernych. Natomiast marne brzózki wystrzeliły bujnymi liśćmi, tak że każdy mógł sobie zerwać dowolną ilość gałęzi.
Ksiądz proboszcz cały dzień głowił się nad rozwiązaniem zagadki tego cudu. Dopiero podczas snu Pan Bóg wszystko mu wyjaśnił:
"Święto Bożego Ciała to moje święto. I to Ja powinienem być tego dnia najważniejszy. Pierwsze trzy ołtarze były przepięknie przyozdobione, to fakt, a dzieci idące w asyście wyglądały zjawiskowo. Ale zachwycające się nimi ludzie woleli je uwieczniać na fotografiach, zamiast wsłuchiwać się w Słowa, jakie do nich kierowałem poprzez Ewangelię. Poza tym nie są to ludzie bez grzechu - dużo w nich pychy i przeświadczenia, że są lepsi od tych, z czwartego osiedla. Lekarze nie chcą ich leczyć, a nawet powodują, że muszą za leczenie płacić krocie, adwokaci i prawnicy też każą sobie płacić za swoje usługi zawyżone sumy, nauczyciele w szkole traktują te dzieci jako gorsze, bo biedniejsze, nawet te cudowne dzieci idące w trzech pierwszych procesjach nierzadko wyśmiewali się ze swoich biedniejszych kolegów i koleżanek. A i ty, księże, nieraz oceniasz ich w najgorszym świetne. Tymczasem to właśnie dzięki tym pogardzanym przez wszystkich robotników wszyscy skupili się na Moich Słowach i na Mnie. Zrobiona przez nich "brzydota" ukazała innym Moje piękno. Oni też mają grzechy, prawda, ale zdają sobie z nich sprawę lepiej, niż inni. Dlatego postanowiłem ją im wynagrodzić".
Czasami tak bardzo zachwycamy się pięknem niektórych rzeczy, że zapominamy o tym, co naprawdę jest ważne. Czy utrwalając właśnie "najpiękniejszy ołtarz świata" słyszymy Słowa, które płyną do nas z Ewangelii? Zdjęcia są miłą pamiątką, ale co, jeśli rozpraszają nas w przeżywaniu tych niezwykłych chwil? Czy podziwiając jego wykonanie widzimy monstrancję, którą właśnie kapłan wznosi do góry? Czy myślimy, że jesteśmy najlepsi i najwspanialsi, nie starając się zobaczyć tych samych cech u innych? A przecież w Boże Ciało Bóg wychodzi na ulicę zarówno zamieszkujących w dostatku, jak i biedocie. Bez wyjątku. Nie zapominajmy więc co tego dnia tak naprawdę jest ważne :).
Pozdrawiam Was serdecznie machając gałązką brzozy, zerwaną z brzózki przy czwartym ołtarzu.
No właśnie, tak krytykuje się komercję świąt Bożego Narodzenia, a tu wyścigi, kto ładniejszy ołtarz zrobi...
OdpowiedzUsuńjoka
Komercję BN jeszcze jestem w stanie zrozumieć, wszak święto raczej kojarzy się z czasem spędzonym z rodziną, więc wiadomo, że chcemy się pokazać z jak najlepszej strony. Ale w BC nie chodzi o wow-ołtarz, ale o głębsze przeżycia duchowe. Pozdrawiam
UsuńPiękne to opowiadanie ale jakże prawdziwe.Malo osób potrafi się sk9ncentrowac tym co najważniejsze.Nasza ulica zawaliła z chodnikiem kwietnym , wszędzie były tylko nie u nas.Smutno mi było. Pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńU nas nie było chodników kwietnych, tylko to, co rzucały dziewczynki. A procesja tylko nieznacznie wyszła poza ogrodzenie kościoła w porównaniu z obszarem, jaki zajmuje parafia. Pozdrawiam
UsuńBardzo trafne opowiadanie, Karolinko.
OdpowiedzUsuńSerdeczności.
Dziękuję, starałam się wymyśleć coś ciekawego. Pozdrawiam :)
UsuńWitaj już czerwcowo Karolinko
OdpowiedzUsuńDziękuję, że znalazłaś czas i napisałaś do mnie.
A opowiadanie przeczytałam z zainteresowaniem. Tak często zwracamy uwagę na to, co nie jest najważniejsze.
Pozdrawiam zapachem akacji
Brzydota czasami potrafi odsłonić i pokazać to co najważniejsze i najistotniejsze. Pozdrawiam serdecznie
UsuńO tak, tak bardzo lubujemy się w krytykanctwie, że zapominamy ile w nas samych pychy... W naszej parafii Ołtarze przygotowują grupy parafialne. Ja niejednokrotnie brałam udział w przygotowaniach i sam fakt tej czynności był dla mnie jak Ewangelia. I nigdy nie odniosłam wrażenia, by grupy między sobą konkurowały, a i proboszcz z wielkim szacunkiem dziękował "budowniczym" Ołtarzy...
OdpowiedzUsuńPozdrawiam :)
U nas każdy ołtarz przygotowuje osobna ulica. W sumie to jedyne co trzeba zrobić to ustawić gotowy ołtarz, podłożyć dywan oraz "posadzić" brzózki, więc dużego konkurowania ze sobą nie ma. Pozdrawiam
UsuńWspaniała opowieść. Domyślałam się jak to będzie z brzózkami na robotniczym osiedlu.
OdpowiedzUsuńSerdecznie pozdrawiam :)
W sumie też przewidywalna. Pozdrawiam
UsuńPiękna opowieść i bardzo prawdziwa.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie
Dziękuję, cieszę się Izo, że Ci się podoba. Również pozdrawiam
UsuńBardzo mądre i wymowne jest Twoje opowiadanie Karolinko. Cieszę się, że wetknęłaś gałązkę za obraz bł. Karolinki, ona najpiękniej pojmowała istotę Eucharystii. Pozdrawiam Cię serdecznie.
OdpowiedzUsuńDziękuję, starałam się. A ta ramka idealnie pasowała, aby wetknąć w nią brzózkę. Pozdrawiam serdecznie
UsuńBardzo piękna opowieść. Muszę się przyznać, że nigdy jej nie słyszałam.
OdpowiedzUsuńSerdecznie pozdrawiam:)
Szczerze powiedziawszy, to wymyśliłam ją w dzień Bożego Ciała. Pozdrawiam
Usuń