Można powiedzieć, że był moim młodszym szkolnym kolegą. Co prawda nie mieliśmy szans się spotkać w szkole jako uczniowie - kiedy on przychodził na świat, ja zaczynałam swoją przygodę ze szkołą średnią, czyli wyszłam już z Ośrodka. Jednak kiedy wracałam z wizytami na "stare śmieci", zdarzało się, że widziałam go na korytarzu. Jednak najpełniej poznałam go za pośrednictwem fanpage prowadzonego przez jego mamę. Olinka i straszną, nieuleczalną chorobę, która zabierała go rodzicom i braciszkowi dzień po dniu. NBIA powoduje powolne odkładanie się żelaza w ludzkim mózgu. Z czasem zanikają kolejne czynności organizmu, aż w końcu człowiek umiera. Medycyna jeszcze nie zna lekarstwa na to schorzenie, dotykające dzieci. Chorzy dożywają do 10 lat od pojawienia się pierwszych objawów.
O Olinku pisałam tutaj wiele razy, m.in. nagłaśniając akcję "Świeżak dla Olinka" czy też "Kociaki dla Super Chłopaka"(nawet sama napaćkałam dla niego kotka), pamiętam też, że na panelu umieszczałam odnośniki do różnych zbiórek prowadzonych na jego rzecz.
I chociaż wiedziałam, że pewnego dnia przeczytam informacje o jego odejściu, to jakoś podświadomie gdzieś tam tliła się nadzieja, że uda mu się oszukać wszystkich i żyć o wiele dłużej, niż zakładają wszelkie statystyki.
Od kilku dni było już naprawdę źle, a rodzice pisali o "najgroźniejszym przeciwniku". Nowotwór? Covid? Coś jeszcze innego? Nie mam pojęcia. Czułam jednak, że wszyscy szykują się na najgorsze. Z drugiej strony, Oliś tyle razy "zagrał śmierci na nosie", wierzyłam więc, naprawdę bardzo mocno wierzyłam w to, że i tym razem zobaczę na jego profilu wpis, że kryzys znowu został zażegnany.
Niestety, stało się zupełnie inaczej - dzisiaj, w wieku niespełna 15 lat, ten dzielny chłopczyk postanowił opuścić swoje schorowane ciałko i udać się tam, gdzie nie ma już bólu i cierpienia, a jest radość i szczęście. I znowu wierzę, że gdzieś tam, u Niebios Bram, Jezus wziął go w swoje ramiona i przyprawił mu największe skrzydła za przykład, jak pięknie można znosić swoje cierpienie. Ja zaś będę go miała w pamięci takiego, jakim został uwieczniony na poniższym zdjęciu - uśmiechniętego, jeszcze nie naznaczonego nierówną walką z chorobą, jaką mu przyszło w późniejszym okresie stoczyć.
![]() |
| Oliwier: 2 września 2006 - 5 czerwca 2021 |
Na szczególną uwagę zasługują tutaj rodzice Olinka. Z pisanych przez nich postów nawet w najmniejszym stopniu nie wybrzmiała chęć skrócenia mu życia i cierpienia poprzez przeprowadzeniu na nim zabiegu eutanazji(chociaż przez ostatnich kilka lat chłopiec był roślinką, przy której trzeba wszystko, dosłownie, zrobić). Nie szukali też sposobu na przedłużenia mu życia na siłę. Raczej szukali sposobu, aby zapewnić mu jak największy komfort w jego ziemskim życiu - przystosowali pokój do potrzeb syna, tak aby mógł być w domu, środowisku, które zna, a nie w szpitalu czy też stacjonarnym hospicjum, szukali środków uśmierzających ból, odkochywali na zapas, dbali aby młodszy synek spędzał czas z starszym. Nie wiedzieli, kiedy przyjdzie "ten dzień". Chcieli być przygotowani i oni i Anton i niejako też Oli.
Nie wiem jaka była u Was pogoda, ale u nas po południu była ładna pogoda. Tak, jakby niebo radowało się z kolejnego Anioła.

Strasznie smutna historia. Serce pęka, choć na duszy trochę lżej, że już nie będzie cierpiał.
OdpowiedzUsuńWspolczuje, trzymaj sie,jest juz w lepszym swiecie,pozdrawiam Cie cieplo i sciskam
OdpowiedzUsuńZapewne jest szczęśliwy u Pana ale cierpienie ludzi na ziemi zostało.Trzymaj się.
OdpowiedzUsuńJesteś bardzo wrażliwą osobą :) Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie :)
OdpowiedzUsuńBardzo współczuje rodzicom chłopca, tyle lat patrzeć na cierpienie swego dziecka to koszmar... i wiesz, nie powinniśmy uczyć się cierpienia od nikogo, cierpienie nie jest sensem życia.
OdpowiedzUsuńRównie dobrze moglibyśmy powiedzieć, że tortury są O.K.
Medycy, naukowcy robią wszystko by ulżyć w cierpieniu, więc nie uczmy się , jak cierpieć!
Śmierć dziecka jest najtrudniejszym odejściem😟
OdpowiedzUsuńOliwierek został przyjęty przez Boga do Nieba z wielkimi honorami🙏🏼
To bardzo smutne...Współczuję wszystkim którzy cierpią z powodu śmierci Oliwierka...
OdpowiedzUsuń[*]
OdpowiedzUsuńWzruszająca historia ale koniec taki jak piszesz miał nastąpić wcześniej czy później i dobrze że już jest Mu lepiej. Pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńBardzo smutna i wyruszająca historia. Bardzo współczuje rodzicom Oliwierka.
OdpowiedzUsuńBardzo współczuję Rodzicom Oliwierka.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam:)
Serce boli...
OdpowiedzUsuńKarolinko, to bardzo smutna historia (znam takich mnóstwo i serce się kraje, bo jesteśmy bezsilni), współczuje z całego serca rodzicom chłopca, ale uważam tak samo, jak napisała Jotka w komentarzu powyżej :
OdpowiedzUsuń"..nie powinniśmy uczyć się cierpienia od nikogo, cierpienie nie jest sensem życia.."
- pozdrawiam Cię najserdeczniej!
To smutna i bolesna historia, mam nadzieję że jest już teraz szczęśliwy i nie cierpi. Współczuję rodzicom.
OdpowiedzUsuńSerdecznie pozdrawiam.
Choroba, śmierć, cierpienie to stany, które niestety zdarzają się wokół nas. Są bardzo bolesne. Wspólczuję rodzicom Chłopczyka, to dla nich był ból niewyobrażalny. Dzisiaj są środki medyczne, niwelujące w zasadzie ból, więc jeśli tylko bliscy i medycy o to zadbają, chory nie cierpi. Co do decyzji najbliższych, to one są niezwykle ciężkie, i nie mnie oceniać decyzje kogoś innego. Nie śmiałabym i chyba nie mam takiego prawa. Każdy postępuje zgodnie z własnym sumieniem...
OdpowiedzUsuńPozdrawiam ciepło...
Serce pęka, a łza płynie po policzku....
OdpowiedzUsuńTischner uważał, że cierpienie nie uszlachetnia, ale tym, co uszlachetnia jest miłość. Niektórzy tu pisali, że cierpienie nie jest sensem życia. To prawda, ale znoszenie cierpienia i trudności z nadzieją i miłością jest tym, czego powinniśmy się uczyć. Tak jak bycia przy drugim nawet gdy jest trudno.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam ciepło :*
Nie wyobrażam sobie cierpienia rodziców chłopczyka. Dzieci nie zasługują na cierpienie. Powinny mieć szanse na długie zycie. Coś strasznego... Niech spoczywa w pokoju.
OdpowiedzUsuń