Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

Jaki był ten dzień

"Jaki był ten dzień,
co darował, co wziął?
Czy mnie wyniósł pod niebo,
czy zrzucił na dno?
Jaki był ten dzień,
czy coś zmienił, czy nie?
Czy był tylko nadzieją
na dobre i złe?"

piątek, 18 czerwca 2021

1310. Życiowe Pendolino...

 - Pani Karolino, z pani to takie umysłowe Pendolino jest. Ciało nie nadąża za pani tokiem myślenia - tymi słowami skwitowano moją wypowiedź podczas jednego z uczelnianych egzaminów. I coś w tym chyba jest, bo bardzo często wiem, co chcę powiedzieć, jednak muszę poczekać(i zresztą nie tylko ja, ale i mój rozmówca), aż przekażę to w wersji werbalnej. Jeżeli rozmówca jest cierpliwy - poczeka, dając mi możliwość swobodnego wypowiedzenia się w danej kwestii. Jeżeli nie - jawnie będzie dawał mi do zrozumienia, że mam mu odpowiedzieć już w tym momencie, a mój "paraliż" będzie odbierał jako próbę wymigania się od tego. Na szczęście takich osób spotykam coraz mniej, a już na studiach dosłownie kilka procent ogólnej puli wykładowców, nie mogło zrozumieć, że np. kilkusekundowa przerwa w środku mojej wypowiedzi spowodowana jest potrzebą przełknięcia śliny, a nie luką w pamięci.

Jednak Pendolino dotyczy nie tylko mojej zaburzonej korelacji mózg - ciało, ale ogólnie i życia. Stąd moja mniejsza aktywność w sieci. Moje życie jest wymagające, a niepełnosprawność spowodowała, że po prostu wiele rzeczy wykonuję wolniej. Jak wiecie, w ostatni weekend walczyłam na zawodach sportowych w Krakowie w ramach III Rundy Paralekkoatletycznego Grand Prix Polski 2021(jotko, z daleka, ale smok został od Ciebie pozdrowiony). Ponieważ mój start zaplanowany był na sobotę ok. godziny 16:30, zaś w piątek miałam kilka spraw do załatwienia, postanowiłam, że spokojnie mogę jechać dzień później. Po drobnych perypetiach związanych z dotarciem do hotelu, w którym zostaliśmy zakwaterowani, trafiłam na miejsce. Szybko wypakowałam z plecaka niepotrzebne podczas startu rzeczy(postanowiłam zostać do niedzieli) i udałam się na dobrze znany mi stadion AWF Kraków. Już na dzień dobry natknęłam się na Młodszą, która... szła szukać zgubionej dzień wcześniej komórki. Znalazła ją, według oficjalnej wersji, głównie dla mamy Gaciocha, leżała na leżaku pod Tauron Areną. Nieoficjalną, przekazaną mi przez jej znajomych wersję, zachowam dla siebie...
Na samym stadionie szybko odnalazłam resztę ekipy oraz podpisałam stos papierów. A potem już tylko pozostawało nam czekać na nasze starty.

Misiek, Gacioch i ja. A Młodsza gdzieś biega...

Planowo mój start przewidziany był na 16:35, jednak tuż przed tym nad Krakowem przeszła prawdziwa nawałnica i organizatorzy postanowili poczekać, aż wszystko się uspokoi. W efekcie w biegu na 100 pobiegłam na 24.73 sekund, czyli ciut wolniej niż w Bydgoszczy. Ale też warunki pogodowe były zgoła inne. Jest jednak jeden plus - wreszcie nie zrobiłam mojego sztandarowego błędu podczas startu. Nawet później oglądałam retransmisję wszystkiego na youtube(bo zawody były transmitowane na platformie na żywo, ale wiadomo, potem te nagrania są dostępne) i jak dla mnie wszystko było ok. Zastanawia mnie tylko dlaczego internetowy konferansjer jako "życiówkę" podawał mój czas ze Szczecina, skoro tak jak pisałam, na razie w Bydgoszczy pobiegłam najlepiej w sezonie. No ale dobra, nie czepiam się.
Wieczorem planowałam spacer po krakowskim Rynku, jednak rozpętała się taka burza, że zrezygnowałam. Ech, a tak chciałam dla naszej jotki obfocić smoczusia :). Może następnym razem. W sumie wieczór z książką też może być ciekawy. 
Nazajutrz wróciłam z Miśkiem i jego żoną. Młodsza też dostała taką propozycję, ale z niej nie skorzystała. Ogólnie to znowu wywinęła taki numer, że ręce opadają. Ale podobno jest dorosła, więc niech ponosi(albo jej rodzice) konsekwencję swoich wybryków.
Po powrocie do domu chwilę odpoczęłam, a więc moje życiowe pendolino na chwilę stanęło na jednej ze stacji, po czym znowu ruszyło w dalszą drogę. I w dalszym ciągu jedzie, chociaż podczas weekendu tak trochę zwolni. Z drugiej strony to już ostatnia prosta, ostatnie zaliczenia na uczelniach i będzie można spokojnie przesiąść się na zwykłą osobówkę :).

9 komentarzy:

  1. Bardzo trafne określenie, może miewasz jakieś ograniczenia, ale Pendolino do Ciebie bardzo pasuje:-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Najwazniejsze, ze bylas, robisz to co sprawia Ci przyjemnosc,pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Bo jesteś trochę jak Pendolino, szybka, sprytna, odważna.Tylko pozazdrościć
    Pozdrawiam upalnie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Karolinko, po raz kolejny podziwiam Cię za Twoja energię i zapał. Przy Tobie to ja jestem stara, ledwo sapiąca ciuchcia:)
    Buziaki.

    OdpowiedzUsuń
  5. Szacun Karolinko, wielki szacun.

    OdpowiedzUsuń
  6. Odpowiadam tutaj -dziękuję, to naprawdę niezwykle miłe, że pytasz. Tak, u mnie w porządku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po prostu czasami też się o Was martwię. Pozdrawiam

      Usuń
  7. Młodość... ja już nie gnam... a przynajmniej tak mi się wydaje :P

    OdpowiedzUsuń
  8. Podziwiam, że masz siły mimo upałów.

    OdpowiedzUsuń