Rano ksiądz Darek odwołał dzisiejsze zajęcia w Oratorium. Przez cały miesiąc tylko właściwie raz się one odbyły. Potem były święta, potem ksiądz proboszcz nie ogłosił, że one są, potem dzieciaki pierwszokomunijne miały spowiedź, a teraz jest majówka i wiele z nich już wyjechało. Aż boję się, jak będzie wyglądał maj... Inna sprawa, że coraz więcej rodzin odchodzi od Kościoła, a i same zajęcia wydają się mało atrakcyjne dla dzieci. Może wszystko robić bardziej na sportowo? Może jakąś wycieczkę zrobić? Łucja na swoim blogu podrzuciła mi banalny pomysł na wycieczkę do Muzeum Pożarniczego w Mysłowicach. Okazja byłaby doskonała - 4 maja swoje wspomnienie obchodzi święty Florian, patron strażaków. Dzieciaki mogłyby za darmo jechać (na terenie metropolii uczniowie do 16 roku życia nie płacą za przejazd środkami komunikacji miejskiej), większość animatorów ma bilety zniżkowe. Jedyne co musielibyśmy opłacić to koszt samych biletów do muzeum. Myślicie, że proboszcz się zgodził? Gdzie tam. I to nie chodzi o te całe pieniądze na wejście do muzeum, bo mamy swoje fundusze ze sprzedaży kredy, kartek oraz ciastowych baranków wielkanocnych. Ani o program wycieczki, bo ten osobiście dopieściłam do ostatniej kropki (w końcu ma się to wykształcenie w kierunku turystyki). O co? Nikt nie ma bladego pojęcia. Akcja czytania Pisma Świętego (głównie przez młodzież salezjańską, ale myślę że i inne grupy parafialne też by się dołączyły) w kościele z okazji zeszłotygodniowej Niedzieli Biblijnej też mu się nie podobała.
Od kilku dni zachodzę w głowę, jakim cudem nie zapisałam się na wolontariat podczas tegorocznego "Biegu bohaterów". Bo to, że nie zrobiłam tego jest pewne - inaczej dostałabym już meila z przydziałem ról. Co ciekawe, właściwie byłam pewna, że to zrobiłam. Ale po drodze zapisywałam się i na sam bieg, i na wolontariat podczas innego biegu (na który finalnie się nie zakwalifikowałam), a więc mogło mi się coś pomieszać. Trochę szkoda, bo lubię to całe zamieszanie tworzące się przy okazji. Lubię współpracować ze znanymi mi ludźmi, a także poznawać nowe osoby. No, ale skoro przegapiłam zapisy to mówi się trudno, żyje się dalej.
proboszcz jest zazdrosny o Twoją kreatywność i dlatego się nie zgadza
OdpowiedzUsuńTak, bo kreatywność i chęć zaangażowania nie idą w parze z niepełnosprawnością. Najlepiej, abym siedziała w domu we włosiennicy i pokutowała "za grzechy świata". Pozdrawiam
UsuńZmienić proboszcza, który ogranicza aktywności wolontariuszy. Niebawem jeszcze więcej owieczek straci...
OdpowiedzUsuńjotka
Może to straszne, co napiszę, ale mam nadzieję, że w tym roku już go zmienią...
UsuńWycieczki to dobry i sprawdzony sposób na poprawę frekwencji- szczególnie te nisko budżetowe. Gdy przez kilka miesięcy pracowałam w TPD - właśnie to przyciągało dzieci. Wyjazd na wypasione termy, wyjazd do kopalni soli...Co masz zrobić, skoro nic nie pasuje?! Nie rozumiem takiego podcinania skrzydeł.
OdpowiedzUsuńAle czasem nie wszystko idzie po naszej myśli i to też daje do myślenia. Przeszkody stają się często motorem do dalszej aktywności. O Ciebie martwić się nie trzeba, bo Ty radzisz sobie pomimo przeciwności.
Pozdrawiam serdecznie
Był wcale niedawno taki okres w Kościele, że tworzyły się nowe formy, odnowy, inicjatywy ale ostatnio cos jakby zamarło i nie tylko nowych nie zauważam ale i te dobre gasną. Bardzo to niedobrze.
OdpowiedzUsuńSzkoda dzieciaków no i Twojej pracy.Dziwny ten proboszcz.Karolnika nie spocznie na laurach.Pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńUważam, że mogłabyś sobie trochę pofolgować i nie szukać ciągle zajęcia, tylko pomyśleć o sobie i odpocząć. Zatem niechaj majówka będzie spokojna, relaksująca i miła. Uściski.
OdpowiedzUsuńDziwny proboszcz. Dostaje gotowe rozwiązania na czas wolny dla młodzieży, do tego ma środki na takie cele i nie chce korzystać. To chyba przykład na to jak niektórzy potrafią działać jak pies ogrodnika, sami nie robią, a innym też nie dadzą. Wycieczka do muzeum pożarnictwa wydaje się bardzo zacna, młodzież z jednej strony może zostać zachęcona do zostania druhem w OSP czy strażakiem zawodowym, a także można przy okazji omówić żywot św. Floriana itd. No ale jak to się mówi, z niektórymi sprawami się nie wygra nawet jak się chce bardzo. Szkoda tylko całej grupy i organizacji, bo może w końcu się rozwiązać przy takim podejściu.
OdpowiedzUsuńCiekawie jeśli o Kazika chodzi. ,,Polska płonie" to rzecz bardziej niszowa niż ,,Baranek". :) Przynajmniej w mojej ocenie.
Pozdrawiam!
https://mozaikarzeczywistosci.blogspot.com/
Szkoda, że proboszcz nie jest otwarty na zaktywizowanie dzieci i młodzieży. U mnie też smutek, bo od sierpnia przenoszą naszego proboszcza na inną parafię. Tak wiele zrobił dla parafii i parafian, bardzo dobry ksiądz, zorganizował grupy dla dzieci i młodzieży, udostępnił im salkę na probostwie, kupił im nawet stół do bilardu. Mimo wszystko musimy radzić sobie z trudnymi sytuacjami. Pozdrawiam Karolciu.
OdpowiedzUsuńDziwny jest ten proboszcz, zamiast wspierać inicjatywy, to je torpeduje. Taka wycieczka wydaje mi się ciekawym pomysłem...
OdpowiedzUsuńRóżni są ludzie i wśród księży też. Nie martw się. Odpoczywał a może innym razem się uda. Pozdrawiam :-).
OdpowiedzUsuńWitaj, Karolino.
OdpowiedzUsuńTak to czasem bywa, że ścieżka codzienności zawiedzie w mniej sympatyczny zakątek:) Na szczęście z najbardziej nawet ciemnego sobotniego nieba wiatr przegania w końcu chmury:)
Przykro na każdym kroku potykać się o czyjąś złą wolę, ale pomysłów Ci przecież nie brakuje, więc sądzę, że i z tym problemem sobie poradzisz:)
Pozdrawiam:)
Masz rację Karolinko... Każda ciekawa inicjatywa przyciąga młodzież czy dzieci do jakiegoś gremium. Ktoś, kto decyduje, powinien o tym pamiętać, zwłaszcza gdy, jak piszesz, i co ogólnie wiadomo, rodziny, a zwłaszcza młodzi oddalają się od KK. Zachęcać trzeba, a nie zniechęcać... Ale Ty zawsze jesteś na medal i myślisz o innych... Buziaki :*
OdpowiedzUsuńPewnie proboszcz należy do gatunku tych osób, którym nie chce się robić nic ponadto co konieczne i które nie lubią ludzi z inicjatywą, bo na ich tle wyraźnie odbija się ich bierność.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie
Małgosia X
I myślisz, że sport i rekreacja zatrzymają te rodziny w Kościele? Że atrakcyjne zajecia to spowodują?
OdpowiedzUsuńA księżom ogólnie się nie podoba czytanie Pisma przez świeckich, bo to by skonfrontowało Kościół ze Słowem Bożym.
Nie martw się Karolinko takim drobiazgami, życie toczy się dalej nie ma co rozpaczać będzie jeszcze nie jedno Oratorium i nie jedna wycieczka a od wolontariatu należ Ci się odpoczynek. W tym czasie robisz sobie coś innego !!
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
Szkoda, że proboszcz nie zgodził się na wycieczkę, bo pomysł był bardzo fajny.
OdpowiedzUsuńA może tak zgłosić, to do kogoś wyżej...?
Proboszcz się nie zgodził, bo tak, bez powodu? Nie lubię ludzi gaszących fajne, wartościowe inicjatywy i po prostu takich person nie rozumiem.
OdpowiedzUsuńZa to Ty jak zwykle pełna chęci i pomysłów, podziwiam :)
Powodu nie podał, jak zwykle, ale wyraz jego twarzy i ton głosu mówił sam za siebie
Usuńdziwne zachowanie proboszcza, naprawdę bardzo dziwne...
OdpowiedzUsuńhttps://okularnicawkapciach.wordpress.com/
Proboszcz musi być strasznie smutnym i nieszczęśliwym człowiekiem, skoro nie pozwala innym rozwijać skrzydeł i być szczęśliwym. Tym bardziej, że wszystko to co robisz, przyciąga młodych ludzi do kościoła, a jest to teraz bardzo duże wyzwanie.
OdpowiedzUsuń