Z racji mojej niepełnosprawności fizycznej i ograniczeń z tego wynikających mam możliwość dopasowania formy zdawania materiału do możliwości, jakie posiadam. Od razu zaznaczam, nie jest to pójście na łatwiznę, a realna szansa na zaliczenie poszczególnych przedmiotów w przypadku, kiedy nie mogę tego zrobić w tradycyjny, pisemny sposób. Jak możecie się domyśleć, najbardziej preferowaną przeze mnie formą jest ustna. Daje mi to jeszcze jeden komfort psychiczny - w takim wypadku trudno jest posądzić studenta o ściąganie, chociaż podobno jak się chce, to wszystko się potrafi. Widocznie za mało tego chcę.
Na studiach magisterskich z Nauk o Rodzinie nie mamy języka obcego jako przedmiotu samego w sobie. Za to w ramach jednego z przedmiotów mamy poznać słówka w języku angielskim związane z terminologią w nim używaną. Dlaczego to są akurat Uzależnienia i współuzależnienie to nie mam pojęcia. Czyżby pomysłodawcy coś sugerowali? Dobrze, wracam do powagi, bo się zrobi za wesoło, a tematy podejmowane na zajęciach są bardzo poważne, wbrew pozorom.
Tak gdzieś w połowie grudnia wykładowca wysłał nam zagadnienia i słówka obowiązujące do kolokwium. Może i z zewnątrz wyda się to dziwne, ale nie każdy z naszej grupy zna język na tym samym poziomie. Ba, niektórzy nawet nie uczyli się tego języka wcześniej. Dlatego też nie wymagają od nas nie wiadomo czego, bo mogłoby się to różnie skończyć, niekoniecznie dla nas pozytywnie.
Znając moje antytalencie w sprawach językowych postanowiłam opracować sobie te zagadnienia i zacząć uczyć się ich od razu. Ale i tak w zeszłym tygodniu, kiedy przypadał termin kolokwium, miałam wrażenie, że nic nie potrafię. Tak, wiem, dużo w tym przesady, ale ja tak dużo razy w życiu nasłuchałam się, że "ty P. z twoją wymową w życiu nie będziesz mistrzem w języku angielskim", że po prostu w to zaczęłam wierzyć, co przełożyło się na moje oceny z zajęć prowadzonych przez ludzi o tego typu poglądach. Dzisiaj już wiem, że nikt nie miał prawa oceniać mnie po wymowie, a kolejne etapy edukacji z lektorami, którzy najzwyczajniej w świecie chcieli mnie zrozumieć i udowadniali, że jednak coś potrafię, czy też chociażby Światowe Dni Młodzieży, gdzie język angielski jest podstawowym w komunikacji sprawiły, że ciut się przekonałam do tego języka. A jednak za każdym razem mam wrażenie, że trafię na kogoś, komu nie będzie się chciało chcieć. I koło się zamyka.
Ponieważ ze względów logistycznych nie mogłam podejść do zaliczenia tydzień temu, za porozumieniem z wykładowcą podeszłam do niego dzisiaj. Byłam tak zestresowana tym wszystkim, chociaż wiedziałam, że wiele potrafię, że posiadam wiedzę na poziomie wymaganego zaliczenia, że dziewczyna z rocznika wyżej musiała mnie uspokajać. W końcu przyszła godzina zero, kiedy musiałam iść do prowadzącego na konsultacje. Myślicie, że się nie bałam, że najzwyczajniej w świecie się zatnę? Bałam się. Na szczęście nic takiego się nie stało, a wszystkie słówka o które zapytał mnie wykładowca przeprowadziłam w sposób bezbłędny, czym zaskoczyłam sama siebie. No bo okazuje się, że znowu umiem.
A z kolejnego zaliczonego materiału cieszę się jak najbardziej. I już mam ciut mniej na głowie, a czas mogę poświęcić na naukę kolejnych rzeczy. Maraton zaliczeń jeszcze się nie skończył, on się dopiero rozkręca.
Gratulacje!
OdpowiedzUsuńDla mnie (i chyba dla wielu innych) ustne zaliczenia były zawsze bardziej stresujące. A tym bardziej, kiedy masz niemiłe doświadczenia. Swoją drogą u mnie na studiach zajęcia językowe były niezależne od grup, coś mi świta, że nawet byli ludzie z innych kierunków...
Bo Karolinko potrafisz, więcej wiary w siebie, pozdrawiam cieplutko.
OdpowiedzUsuńRozumiem, bo u mnie ustne zaliczenia też były mocno stresujące. Zawsze zdecydowanie bardziej wolałam zaliczenie pisemne... Ale cóż, wiadomo jak jest :)
OdpowiedzUsuńGratuluję, Karolinko.
OdpowiedzUsuńGratuluję zaliczenia!
OdpowiedzUsuńGratuluję serdecznie :)
OdpowiedzUsuńNa studiach zawsze wolałam formę ustną. Oczywiście nie zawsze mi się udało zdać, ale presja czasu na egz pisemnym jeszcze bardziej mnie deprymowała i często oblewałam z nerwów. Myślałam o tym że czas leci i nie mogłam zebrać myśli. Gratulacje Kochana :) Spokojnej nocy
OdpowiedzUsuńPrzede wszystkim przyjmij moje gratulacje . Za mich czasów i w mojej grupie nie było osób z niepełnosprawnością, ale to były inne czasy niestety. No cóż nie byłam tak pilną studentką jak Ty ale papier mam a w pracy nikt mnie o papier nie pytał !!! Mam nadzieję że czasy się zmieniły i teraz papier coś znaczy!!
OdpowiedzUsuńPozdrawiam