Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

Jaki był ten dzień

"Jaki był ten dzień,
co darował, co wziął?
Czy mnie wyniósł pod niebo,
czy zrzucił na dno?
Jaki był ten dzień,
czy coś zmienił, czy nie?
Czy był tylko nadzieją
na dobre i złe?"

poniedziałek, 22 stycznia 2024

1836. "Good bye Lenin!" w realnym życiu

Nie wiem, czy kiedykolwiek oglądaliście film "Good bye Lenin!". Osobiście miałam okazję widzieć go raz, dosyć dawno, bo w ramach lekcji języka niemieckiego w liceum. I pewnie to było głównym powodem tego, że podeszłam do niego dosyć sceptycznie. W skrócie - po kilku latach wybudza się ze śpiączki matka głównego bohatera filmu Alexa Kernera - Christine. Kiedy na nią zapadła, w Niemczech, gdzie mieszkają, trwa głęboki komunizm, a kraj podzielony jest na dwie części. Christine budzi się w nowym świecie, jednak nie jest tego świadoma. Co więcej, ukochany syn nie wyprowadza jej z tego błędu i tak aranżuje otaczającą ich rzeczywistość, aby kobieta była przekonana, że w dalszym ciągu żyje w takim świecie, jaki zapamiętała sprzed zapadnięciem w śpiączkę. Zdobywa archiwalne nagrania telewizyjne i gazety, opowiada jej historie z tamtych lat. Jak można się domyśleć - prawda w końcu wyszła na jaw, zwłaszcza kiedy Cristine w końcu wyszła z domu i zobaczyła zmiany, jakie zaszły przez te wszystkie lata, powodując u niej szok. A wszystko dlatego, że Alex opisywał jej wszystko to na tyle przekonująco, iż kobieta była przekonana, że tak jest faktycznie. 
Czytając niektóre blogi mam wrażenie, że jestem cząstką takiego świata przedstawionego w filmie "Good bye Lenin". Ich autorzy wyjechali z Polski w latach 80., zrzekli się polskiego obywatelstwa na rzecz obywatelstwa kraju, w którym postanowili spełnić resztę swojego życia. Ok., mieli do tego pełne prawo. Zza granicy piszą bloga. Ok., do tego też mają prawo. Tak samo jak mają teoretyczne prawo do krytykowana Polski, Polaków, polityki, kościoła etc., etc., nawet z podaniem danych osób, które "ośmieliły się" negować jej poglądy (czyli jej i tylko jej wolno szczuć i obrażać innych, a jak ktoś próbuje się bronić, to już jest "przeklętą, katolicką mendą"*). Ok., niech im będzie.
Tylko nie rozumiem w tym wszystkim, dlaczego tak często w swoich wywodach i gorzkich żalach odnośnie czy to naszego kraju, czy to nas, Polaków, czy to kościoła powoduje się na to, co się działo tutaj te 40 lat temu. To znaczy rozumiem, że taką Polskę opuściła i taką zapamiętała, ale jakby nie zauważyła, to Polska wyszła już z głębokiego komunizmu, Polacy nie są bezmózgowcami (bo tak najczęściej ich przedstawia), studia są stratą czasu, a ksiądz na ambonie mało kiedy krzyczy i straszy piekłem. Tym czasem tego typu smaczki można wyczytać z jej wpisów. A wszystko poparte jej "osobistym doświadczeniem" sprzed lat... Ręce opadają. Tak, jakby wszędzie indziej czas biegł na przód, a u nas się zatrzymał.
Zawsze trafiając na takie wpisy zastanawiam się ile w człowieku musi być nienawiści i... pychy? Tak, bardzo dużo pychy zionie wręcz z tych rewelacji. Z takimi osobami nawet nie da się dyskutować, bo zawsze jest się wspomnianą już "przeklętą, katolicką mendą". A może po prostu takie osoby za wszelką cenę chcą, aby tak myślano o Polsce? Może w ten sposób chcą podnieść swój nastrój, samoocenę? A tak naprawdę są bardzo, ale to bardzo nieszczęśliwe w swoim życiu. Ja to diagnozuję wprost - nowotwór trawiący ludzką duszę. Jest to uleczalne, ale nie w przypadku tego tylu osób. Musiałyby zmienić swoje nastawienie do życia, do ludzi, do otoczenia. Zamiast szukać wszędzie problemów i przeszkód, to poszukiwać rozwiązań. Przejść na własne podwórko, jeżeli otwarcie przyznaje się, że "z tym chorym krajem nie chce się mieć nic wspólnego" i "nie ma już po co tutaj wracać". Może u nich jest mniej afer, niż u nas. 
Może dzięki temu przestaną tworzyć rzeczywistość a'la "Good bye Lenin!", albo jak kto woli z naszego lokalnego podwórka - "Dzień świra".

* A co jeżeli taka osoba jest tak jak oni ateistą, tylko ma inne poglądy?

9 komentarzy:

  1. Nie znam tego filmu, ale podobna fabuła z odzyskaniem świadomości przez osobę sprzed lat jest w komedii z Louisem de Funes "Hibernatus". Niemniej problem poruszasz dość powszechny, ludzie okopują się w swoich poglądach, sądząc, że wiedzą lepiej, że wiedzą wszystko, osądzając innych jako nieświadomych i zakonserwowanych. Paradoksalnie tacy ludzie tak się okopali w stereotypach, że nie potrafią z nich wyjść, zarzucając innym, że są niereformowalni. Też nie lubię powszechnego narzekania i dostrzegania tylko tego, co negatywne, złe... to takie małostkowe...

    OdpowiedzUsuń
  2. Czasami też spotykam się z takim postrzeganiem Polski, jakby czas się zatrzymał w momencie, gdy dana osoba postanowiła wyjechać, jakby cały czas były tu lata 80-te czy 90-te. Ludzie postrzegają tak zresztą różne miejsca, tak jakby nie miały szansy się zmienić. Kiedy czasami ktoś mówi o Katowicach, to też dopytuję, kiedy ostatnio był, bo często ten obraz mi bardziej pasuje do przeszłości. Albo widzę zarzuty, że w Polsce jest dużo rasizmu (z czym niestety się zgodzę), ale że tamta osoba (Polka mieszkająca większość życia za granicą) jednocześnie prezentuje typowo klasistowskie poglądy albo pogardę w stosunku do krajów o innej mentalności czy mniej rozwiniętych, to już normalne.
    Choć z drugiej strony często też różni ludzie różnie postrzegają to samo.

    OdpowiedzUsuń
  3. Uff. Na całe szczęście nie mieszkam za granicą, więc to nie o mnie :-)))

    OdpowiedzUsuń
  4. Niestety dla niektórych czas się zatrzymał. Pamiętają tylko to, co sami doświadczyli. Może nie dopuszczają do siebie, że przez te lata tyle się zmieniło. Nie wiem...
    Z uwagą przeczytałam
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  5. Wiesz, nie wszystkie osoby mieszkające gdzieś w świecie utraciły kontakt z Polska, maja tu swoje rodziny, przyjaciół, czasem wiedza więcej, niż my , tu na miejscu.
    Nie jestem pewna, czy wszędzie w kraju zmieniło się na lepsze, zwłaszcza mentalność niektórych rodaków....

    OdpowiedzUsuń
  6. Filmu nie znam...

    Myślę, że takimi osobami i ich podejściem nie warto się przejmować i denerwować. Nie tylko za granicą rodacy mają złe zdanie o Polsce ale nawet jej mieszkańcy i choćby spali na złocie i było wszystko tak jak chcą, to i tak byłoby im źle i by nagadywali...

    OdpowiedzUsuń
  7. Jest sporo blogow które mają takie podejście i pogląd, nic nie zrobimy ,trzeba je poprostu mijac.Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  8. No cóż jak wszędzie są ludzie i ludziska . Nie warto się tym przejmować tym bardziej że nie masz na to wpływu co inni myślą i mówią. Olej to i rób swoje a oni niech sobie gadają do ściany, aż im się znudzi.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  9. Film oglądałam i poczułam się wtedy, jakbym wróciła w tamte czasy, które doskonale pamiętam.
    Co do ludzi, którzy piszą blogi, na których wyżywają się na tych, co inaczej myślą - cóż, ich blog, ich prawo, przykro czytać takie wpisy pełne złości i nienawiści, ale nic na to się nie poradzi. Omijać z daleka i tyle.

    OdpowiedzUsuń