W związku z 11 rocznicą wyboru Jorge Bergolio na papieża Franciszka myślałam, że wczorajsze zadanie wielkopostne będzie związane właśnie z nim. Że jakaś modlitwa w jego intencji, czy też coś w tym rodzaju. Tymczasem pomysłodawcy poszli w zupełnie innym kierunku i zaproponowali coś takiego:
Dziś zaczęło się zebranie plenarne Konferencji Episkopatu Polski. Pomódl się w intencji obradujących Księży Biskupów.
![]() |
| arcybiskup Józef Kupny |
![]() |
| arcybiskup Tadeusz Wojda |
Ten prowadzący jest również promotorem mojej pracy magisterskiej. Dużego wyboru nie mieliśmy, a zważając na moje zainteresowania (a może antyzainteresowania) wolałam wybrać mniejsze zło. Cały czas się obawiam, że wpadłam z deszczu pod rynnę, ale już coraz mniej. Dzisiaj na przykład spóźnił się na seminarium dyplomowe, bo miał obronę, która się przedłużyła. Cała grupa sobie poszła, w myśl reguły kwadransa studenckiego. Chętnie poszłabym z nimi, ale potrzebowałam jego podpisu na wniosku na Indywidualną Organizację Studiów, bo monograf pokrywa mi się z jednym wykładem na pedagogice. Jednak skończyło się na omawianiu mojej potencjalnej pracy magisterskiej. W zasadzie temat mam, plan też, dzisiaj skonsultowałam kilka pierwszych pozycji bibliograficznych, On mi coś wyszukał na ten temat w Internecie (o mało nie padłam, bo żaden wcześniejszy promotor aż tak mnie nie rozpieszczał), znowu zwrócił uwagę na mój kaszel i katar - ale teraz już na pewno są na tle alergicznym. Poprosiłam go, aby nie mówił pozostałym, że byłam, nie chciałam wyjść na lizusa. Obiecał dyskrecje. Dzisiaj szala od wagi przechyliła się więc na stronę łagodnej owcy. A ja powoli chcę się brać do pisania, zwłaszcza że już finiszuję z licencjatem na pedagogice. Niby mam dużo czasu, zważając jednak na tempo mojego pisania, to może mi go w pewnym momencie brakować. Chcę też jak najszybciej napisać w tym semestrze chociaż jeden rozdział (w ambitnych planach mam dwa) i wysłać go promotorowi, aby mógł na spokojnie wszystko przejrzeć bez niepotrzebnego siedzenia po nocach w jego przypadku. Ja mogę - on nie powinien. Dopomóż mi tylko Boże wytrwać w tym wszystkim.
A w ponad dwugodzinnej przerwie pomiędzy monografem a seminarium dyplomowym tradycyjnie sięgnęłam po książkę. Nie była to co prawda żadna z pozycji potrzebnych do napisania magisterki, ale coś z zupełnie innej bajki - "Prorocy" Abrahama Heschla. Myślę, że całkiem nie najgorzej wpisała się w dzisiejsze zadanie KBO ŚDM:
![]() |
| Przeczytaj wartościową książkę |
Książki to najprostszy sposób na naukę, rozwój, dostęp do porad, wskazówek. Dobra książka to świetny sposób na relaks, rozrywkę i poszerzenie horyzontów myślowych.
Nie będę ściemniać - w te dwie i pół godziny nie udało mi się przeczytać wszystkich 650 stron książki. Może gdybym miała cały dzień wolny... Ale na to się nie zanosi, przynajmniej w najbliższym czasie. Dotychczas (przez 3 dni) przeczytałam ponad 400 stron, więc wydaje mi się, że nie jest źle. Myślę, że mimo wszystko był to bardzo dobrze spędzony czas, tak jak ja lubię i chcę. I jeszcze czegoś ciekawego się dowiedziałam. Właściwie to każda książka jest wartościowa, bo każda coś za sobą niesie - chociażby rozwój wyobraźni i słownictwa. A jak tylko skończę ją czytać, to z chęcią podzielę się z Wami wrażeniami.




Czasami, wobec tego, co wokół nas, lepiej uciekać w świat literatury.
OdpowiedzUsuńjotka
Dla mnie jest to odskocznią nawet w środku dnia w przerwie pomiędzy zajęciami na uczelni. No i umilaczem powrotu do domu środkami transportu publicznego. Pozdrawiam
UsuńCzytanie to najlepszy sposób na życie.
OdpowiedzUsuńCiągle mnie zastanawia, skąd czerpiesz siły na tak aktywne życie, ciągle masz cos ciekawego dla swoich czytelników, podziwiam.
Pozdrawiam.:))
Sama nie wiem, skąd je czerpię. A może po prostu szkoda mi czasu na marnowanie chwil, jakie zostały mi dane. Pozdrawiam
UsuńKilka lat temu czytałam Proroków. Uważam, że to jedna z piękniejszych książek o Bogu.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie:)
Książka, chociaż gruba, przypadła mi do gustu. Podzielam więc Twoje zdanie. Niebawem pojawi się jej recenzja. Pozdrawiam
UsuńJak najbardziej jestem za czytaniem książek :).
OdpowiedzUsuńSporo przeczytałaś w trzy dni...
Akurat miałam trochę więcej wolnego czasu, więc postanowiłam spożytkować go na coś, co jest dla mnie przyjemnością. A i przy okazji poszerzyły się moje horyzonty myślowe. Pozdrawiam
UsuńSzacunek dla Ciebie za inwencję i życiową energię. Już nie pamiętam, czy jak byłam młoda to też tak miałam :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam Cię...
Może to bardziej kwestia nas samych niż naszego wieku? Nie wiem. Ale energii na razie na szczęście mi nie brakuje. Oby jak najdłużej. Pozdrawiam
UsuńWartościowe książki to prawdziwy skarb i źródło mądrości.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam, Karolinko.
To prawda. Na szczęście tych nie brakuje na polskim rynku. Pozdrawiam
UsuńZgadzam się z przedmówcami bez książek świat byłby nudny, i nie ważne jaką literaturą się czyta , ważny jest sam proces czytania, który niesamowicie rozwija naszą wyobraźnię. Fajnie że masz plany , ale często tak bywa że plany sobie a Pan Bóg i tak realizuje swoje cele, które z naszymi planami nie mają nic wspólnego, mam nadzieję że Tobie się jednak uda.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
O tym czytaniu to powiedz moim dzieciakom ze świetlicy - na pewno się ucieszą z ich awersją do tej czynności...
UsuńMyślę, że Pan Bóg nie zawsze realizuje swoje cele, a może raczej to my nie zawsze dajemy mu je zrealizować. Wszak mamy wolną wolę i postępujemy tak, jak my uważamy w danej chwili za stosowne. A to nie zawsze jest zgodne z tym, czego On od nas oczekuje.
Pozdrawiam
Zgadzam się, że czytanie to dobra rozrywka. W dzisiejszym świecie, pełnym nadmiaru bodźców, dodatkowo wymusza skupienie się przez dłuższy czas.
OdpowiedzUsuńAle nie uważam, ze każda jest wartościowa, czasami bardziej wartościowe bywają inne media. Poza tym czasami język bywa toporny albo widać niedociągnięcia korekty. Nawet błędy ortograficzne się zdarzają - na przykład "stróżka" jako "strużka płynu" to już chyba standard (chyba że jakaś zmiana zasad mi umknęła).
A ja jednak mam inne zdanie co do książek. Zwłaszcza literatury pięknej.
Usuń