Nasz Wydział Teologiczny jest raczej niewielkim wydziałem w porównaniu z innymi wydziałami na Uniwersytecie Śląskim. Sama mam porównanie z Instytutem Psychologii i Pedagogiki, na którym studiuję pedagogikę, a który wchodzi w skład Wydziału Nauk Społecznych. Nawet mi się wydaje, że liczba studiujących osób na Ipip-sie jest większa, niż wszystkich studentów Wydziału Teologicznego. Ale to tylko moje subiektywne odczucie.
Ta elitarność sprawia, że większość osób się zna nie tylko z widzenia, ale też z kierunków studiów, a nawet danych osobowych. Czuję się trochę jak w czasach gimnazjum, kiedy znałam wszystkich lub prawie wszystkich uczniów placówki. Teraz znam prawie wszystkich, przynajmniej z kierunku studiów, chociaż zauważyłam, że lepiej sobie radzę ze starszymi rocznikami.
Z niektórymi z nich nawiązałam bliższe relacje. Oznacza to, że chętniej nawiązuję z nimi rozmowę niż z innymi. Wśród nich jest taki jeden chłopak. Właściwie to poznałam go na roratach dwa lata temu, a dopiero potem okazało się, że też studiuje na WTL-u. Potem odkryłam, że nawet rozpoczęliśmy studia równolegle - on na Teologii, ja na naukach o rodzinie, tylko przez te wszystkie ograniczenia związane z pandemią nie mieliśmy się jak poznać. Niestety, nasz kontakt interpersonalny urwał się dość szybko*, ponieważ D. miał bardzo chorą mamę, a ponieważ nie miał innych krewnych w okolicy, to musiał zrezygnować ze studiów, przynajmniej na jakiś czas, aby się nią zająć. W międzyczasie otrzymał wyniki badań potwierdzające, że odziedziczył po niej chorobę, która jak dotąd jest nieuleczalna i kończy się śmiercią.
Ostatnio mama chłopaka trafiła na oddział paliatywny, co paradoksalnie pozwoliło mu reaktywować się na studiach. Wiedział, że już z niego raczej nie wyjdzie, nie było potrzeby, aby spędzał z nią całe dnie, więc aby nie zwariować oraz nie tracić kolejnego roku, wrócił od tego semestru na teologię. Było mi go szkoda, że taki młody (ma dopiero 21 lat) drobny i niepozorny, a już został tak doświadczony przez los. Ale on się nie żalił, a wręcz jeszcze wykazywał troskę o innych.
Dzisiaj rano zobaczyłam na facebooku informację, że mama D. zmarła. Automatycznie przypomniała mi się modlitwa uwielbienia, na której Marcin Zieliński miał wizję, że jakaś bardzo chora matka chłopaka zdrowieje. Madziałek szepnął mi wtedy, że pewnie to chodzi o mamę D. Ja jednak wiedziałam, że to tylko takie gadanie. Wybaczcie, ale zbyt dużo się naoglądałam w życiu rzeczy, aby wierzyć w tego typu "przepowiednie". Po przeczytaniu informacji o tej śmierci zrobiło mi się żal tego chłopaka. I chociaż zadanie na dzisiaj brzmiało
![]() |
| Ogranicz korzystanie z Social Mediów |
* Oczywiście rozmawialiśmy przez messengera, ale to nie to samo.

Ja nie miałabym problemu z tym zadaniem, bo nie mam nigdzie konta, tylko blog...
OdpowiedzUsuńZawsze można zamienić słowa "socjal media" na "blog"... Pozdrawiam
UsuńJesteś silna i masz sporo samozaparcia, pozdrawiam serdecznie.
OdpowiedzUsuńNie jest to proste, ale przy odrobinie dobrej chęci - wykonalne. Pozdrawiam
UsuńBardzo dobrze zrobiłaś Karolino. Słowa wsparcia są bardzo ważne w trudnym czasie. Pozdrawiam serdecznie i życzę dobrego tygodnia.
OdpowiedzUsuńMyślę, że takie niewielkie wsparcie było mu potrzebne. Pozdrawiam
UsuńKomunikatora nie traktowałabym jako social media, w dzisiejszych czasach to sposób komunikacji jak każdy. Tym bardziej warto złamać to postanowienie, żeby napisać komuś kilka słów wsparcia.
OdpowiedzUsuńDla mnie jednak messenger będzie social media, bo aby go uruchomić muszę najpierw uruchomic facebook.
UsuńNawet gdyby to był piątek i okazałabyś koledze wsparcie i pocieszenie przez social media, to bardzo dobrze byś zrobiła, Karolinko. "To szabat został ustanowiony dla człowieka, a nie człowiek dla szabatu", jak powiedział sam Jezus Chrystus, kiedy uczniowie z głodu zaczęli wyłuskiwać kłosy w szabat. Trzeba czynić dobro w każdych okolicznościach.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam ciepło - Małgosia X
Niby wiem, ale jakby to był piątek, to pewnie by we mnie jakiś wewnętrzny zgrzyt pozostał. Pozdrawiam
Usuń