Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

niedziela, 14 grudnia 2014

Kac moralny

Ta niedziela jest jedną z niewielu, podczas których nie poszłam do szkoły policealnej, bo nie miałam zajęć. Ostatnia taka sytuacja była w listopadzie. A wolny dzień w niedzielę oznacza dla mnie wizytę w kościele. Kiedy mam zajęcia również do niego uczęszczam, bo nie wyobrażam sobie niedzieli bez Mszy świętej, jednak zazwyczaj zmuszona jestem chodzić do bazyliki o której pisałam >>tutaj<<. Niespecjalnie jednak lubię w niej przebywać - męczy mnie jej podniosłość, uszy bolą od dźwięków organ, a ksiądz mówi kazania od niechcenia. Jakoś wolę moją parafię, która może nie jest taka podniosła, ale za to ma swój urok. No i jeszcze dochodzi do tego śpiewanie w mojej ukochanej scholii. Tak jak już pisałam ostatnio ją zaniedbałam. Co prawda zostałam z tego "rozgrzeszona", bo przecież nauka jest najważniejsza, jednak ten brak stabilizacji ciągle mi dokucza. Dzisiaj miałam zaplanowane nie tylko pojawienie się w moim kościele o godzinie 11:00, ale też zasilenie szeregów śpiewaków(mam nadzieję, że mój strój jeszcze wisi, bo ostatni raz używałam go podczas obchodów Dnia Świętej Cecylii. Przeziębienie zrobiło jednak swoje i zamiast śpiewać z innymi w czasie nabożeństwa, leżałam sobie w piżamie i swetrze polarowym w łóżku. I chociaż wczoraj wszyscy podczas Wigilii kazali mi się jak najszybciej wyleczyć i nawet dzisiaj nie wychodzić z mieszkania(no, chyba że wyzdrowieję, ale zważając na mój kaszel, było to raczej mało prawdopodobne), to jednak czuję małego kaca moralnego. Bo przecież powinnam wypełnić trzecie Przykazanie Boże, zwłaszcza że natrafiła się ku temu doskonała okazja. Wiem, że zdrowie jest ważniejsze, jednak normy wpojone w rodzinnym domu owocują nadmiernie często w moim samodzielnym życiu. 
Na szczęście trochę mi się polepszyło, nawet kaszel mi zelżał. To dobrze, bo ten tydzień mam nadzwyczaj pracowity - dwie Wigilie, codzienne zajęcia na uczelni, wypada pomału zabrać się za porządki, w weekend jeszcze mam zjazd w obydwóch szkołach policealnych... Uff... trochę tego jest. A żeby to ogarnąć muszę być w miarę zdrowa. Inaczej się wykończę.
Dnia chyba jednak nie zmarnowałam - przeczytałam dwie książki(tzn. dokończyłam czytać jedną, a druga tak mnie wciągnęła, że pochłonęłam całą), napisałam zaległą recenzję do sztukatera, uzupełniłam wpisy w kronice parafialne, uporządkowałam notatki z zajęć(nie wszystkie rzecz jasna, ale zawsze będzie mniej roboty w czasie świąt). Przeraża mnie trochę zbliżająca się sesja, bo to nie będą egzaminy w jednej uczelni, ale w trzech(bo jeszcze dochodzą szkoły policealne). Trochę się boję, że najdą na siebie, ale wtedy już jakoś będę kombinować, aby je pogodzić. Zresztą przeżyłam już tak jakby jedne studia(a że ich nie ukończyłam to inna sprawa), przeżyję i tym razem. 

6 komentarzy:

  1. Chłopak, w którym jestem zakochana bardzo dawno temu śpiewał w scholi

    OdpowiedzUsuń
  2. Ach wiesz kac moralny czasem dobrze robi, byle nie za często :-). A Ty przecież kiedy jedziesz na studia to w tą niedzielę nie musisz iść do kościoła, ja rozumiem sama jestem praktykująca, ale mimo wszystko czasem po prostu nie ma możliwości.
    Ps. Pytałam Ci się kiedyś co tam na OFONie bo nie wiem czy warto wracać?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na uczelnię dojeżdżam w tygodniu - w weekendy zajęcia mam w szkołach policealnych w moim mieście i mam możliwość uczestniczenia w Eucharystii, tylko że nie w mojej parafii (to tak w ramach sprostowania)

      A na OFONie... hm... kilka osób ma modernizację postów, ktoś tam ma czasowy zakaz w ogóle ich pisania, a ogólnie to się zrobiła wojna zwykli userzy - moderatorzy. Czyli nic nowego

      Usuń
  3. Ja też najbardziej lubię uczestniczyć we Mszy św. we własnej parafii. W scholi niestety nigdy nie śpiewałam- na szczęście dla parafii... Za to Wojtek jest zapalonym ministrantem.Mam nadzieje,że już zdrowiejesz na dobre:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też na początku mojej scholowej kariery mówiłam, że wszyscy wierni uciekną z kościoła, jak mnie usłyszą. Efekt jest zupełnie odwrotny - kiedy idę coś przeczytać do ambonki, to na kościele nastaje zupełna cisza, bo każdy chce posłuchać, co Lolek ma do powiedzenia :). Super, że Wojtek jest ministrantem, na pewno nie jedna dziewczyna wzdycha do niego podczas Mszy świętej. A choroba faktycznie już mi przechodzi

      Usuń