Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

niedziela, 24 kwietnia 2016

"Wyprawa do źródeł" wiary

"Wyprawa do źródeł" - pod takim hasłem odbyła się 80 ogólnopolska pielgrzymka świata akademickiego na Jasną Górę. Związana była ściśle z dwoma jubileuszami w tym roku - ogólnopolskimi obchodami 1050 rocznicy chrztu Polski oraz lokalną, 25 rocznicą Światowych Dni Młodzieży, które miały miejsce właśnie u podnóża częstochowskiego klasztoru. Przez dwa dni młodzież akademicka oraz profesorowie uczący na polskich uczelniach. Nie każdy z nas wie, że tak samo jak maturzyści przed maturą pielgrzymują na Jasną Górę, aby pomodlić się przed cudownym wizerunkiem Matki Boskiej Częstochowskiej o pomyślność na egzaminie, tak samo środowisko akademickie raz w roku przyjeżdża na Jasną Górę, aby zawierzyć Matce Boskiej swoje sprawy. Ten piękny zwyczaj zapoczątkowało w 1936 roku Warszawskie Duszpasterstwo Akademickie i trwa nieustannie aż po dziś dzień, jednocząc w sobie studentów wielu polskich uczelni.
Pielgrzymka rozpoczęła się w dniu wczorajszym. Niestety, z pewnych przyczyn nie mogłam na nią wczoraj pojechać, chociaż bardzo chciałam i nawet urwałam się wcześniej z zajęć w szkole policealnej. Zbieg okoliczności sprawił, że nie pobiegłam na stację kolejową, żeby po godzinie spędzonej w pociągu znaleźć się przed najsłynniejszym chyba w naszym kraju sanktuarium maryjnym. Co ciekawe, nawet do końca nie potrafię wytłumaczyć jak to się stało. Na pewno nie zabrakło mi chęci, a raczej czegoś innego - odwagi. O tak, ostatnio brakuje mi jej coraz częściej, chociaż patrząc na pewne okoliczności powinno być odwrotnie.
Jednak jak to mówią niektórzy: "Co się odwlecze, to nie uciecze". Dlatego dzisiaj z samego rana pobiegłam na stację kolejową, aby uczestniczyć chociaż w zakończeni pielgrzymki - wszak na 9:00 przewidziana była Msza święta kończąca całe wydarzenie. Pociąg do Częstochowy miałam o 7:14, na stację przybiegłam dwie minuty przed czasem. Zdążyłam nawet kupić sobie bilet na przejazd. Podróż do Częstochowy trwała godzinę. Poświęciłam ten czas na czytanie bardzo "tematycznej" książki - sienkiewiczowskiego "Potopu". Wstyd się przyznać, ale jeszcze nie przeczytałam jednej z najbardziej polskich powieści. Zanim dotarłam na miejsce przerobiłam 60 stron, czyli średnio strona na minutę.
Na miejsce dotarłam trochę przed czasem. Nie zraziło mnie to, wszak musiałam jeszcze dojść z dworca na teren klasztoru. Ostatnio tą drogę pokonałam podczas pielgrzymki maturzystów, czyli 7 lat temu. Szczerze, nie wspominam mile tego wyjazdu, w którym ważniejszy był McDonald od samego nawiedzenia sanktuarium :-/. Na szczęście teraz było inaczej. Niewątpliwie dużym plusem samodzielnego podróżowania jest to, że można samemu decydować co i kiedy chce się zwiedzi.
Zygmunt Szendzielarz pseudonim "Łupaszka"
W klasztorze pojawiłam się punkt 9. Akurat śpiewali pieśń na wejście - "Błogosławieni miłosierni", czyli hymn tegorocznych Światowych Dni Młodzieży. Ciekawa jestem czy pieśń ta zrobi taką samą karierę jak "Abba Ojcze", którą śpiewa się do dzisiaj, czy może słuch po niej prędzej czy później zaginie? Po wejściu do kościoła zdziwiła mnie mała ilość ludzi, wszak spodziewałam się dużo większej ich liczby. Ale z drugiej strony nie było takiego ścisku jak przed maturą. No i udało mi się dopchać prawie pod sam ołtarz. W całej Mszy świętej zaskoczyło mnie jedno - młodzież siadająca na czas czytań i kazania wprost na posadzce. Z czymś takim jeszcze się nie spotkałam. Ale po chwili i ja siedziałam na płytkach. Kazanie poruszało kwestię co by było, gdyby nie chrzest Polski(zgapili temat z mojej wczorajszej notki, czy jak?). Nie mielibyśmy stabilnego państwa, które przetrwało wieki, mimo wszelkich przeciwności losu. O terytorium sięgającym od morza do morza moglibyśmy tylko pomarzyć. Kultura i tradycja byłaby zgoła inna, bardziej pogańska. Ewentualną religią dominującą mógłby być protestantyzm, a jeszcze bardziej prawdopodobne, że większa część ludzi byłaby ateistami. Jeżeli ktoś wyznawałby już chrześcijaństwo, to byłby za to prześladowany, niczym wyznawcy judaizmu w okresie II wojny światowej. Bez wiary chrześcijańskiej Jagiełło nie pokonałby krzyżaków w Bitwie pod Grunwaldem, nie powstrzymalibyśmy wojsk szwedzkich w 1665 roku, Jan III Sobieski nie odniósłby zwycięstwa w Bitwie pod Wiedniem. Przypomniano nam też, że to wiara w Boga pomagała przetrwać Polakom najcięższe chwile w historii naszego kraju - czasy zaborów, wywózki na Syberię i na Kresy Wschodnie, toczonych wojen, socjalizmu. Bez chrztu naszego kraju nie byłoby królowej Jadwigi, prymasa Wyszyńskiego, Jana Pawła II. Na koniec przedstawiono postać Zygmunta Szendzielarza, tzw. "żołnierza wyklętego", którego w 1951 roku skazano na śmierć za działalność antykomunistyczną. Świadkowie tego wydarzenia zeznali potem, że przed wykonaniem wyroku poprosił o spowiedź, wszystkich zaś współwięźniów pożegnał trzema prostymi słowami - "Z Bogiem Panowie". Chwilę później kat strzelił mu w tył głowy. Czy gdyby nie wiara chrześcijańska odszedłby z tego świata z honorem? Dzisiaj uznawany jest za bohatera, wtedy pokazał jednak swoje drugie oblicze - oblicze człowieka do końca wyznającego podstawowe prawdy Boskie.

CDN...

4 komentarze:

  1. Wspominając o Łupaszce, a co myślisz o masakrze w Dubinkach?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że to była jedna z nieprzemyślanych akcji przeprowadzonych przez Szendzielarza. Należy jednak pamiętać, że trwała wtedy wojna i wiele spraw było poza wszelkimi moraliami. To tylko jedna z tysięcy masakr dokonanych na ludności w tym okresie. Oczywiście zbrodnia, która nie powinna się zdarzyć. Niemniej jednak sądzę, że Łupaszka był kimś ważnym w historii naszego kraju.

      Usuń
  2. To piękna postać, prawdziwy Polak.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polak, który do końca pozostał wierny wyznawanym przez siebie ideą.

      Usuń