Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

poniedziałek, 11 kwietnia 2016

Wokół Światowych Dni Młodzieży

Dwa tygodnie temu byłam na międzynarodowej konferencji zatytułowanej "Światowe Dni Młodzieży - źródła i rozwój idei" zorganizowanym przez Uniwersytet Papieski Jana Pawła II wspólnie z Wydziałem Studiów Międzynarodowych i Politycznych na Uniwersytecie Jagiellońskim. Z tej okazji został nawet nakręcony okolicznościowy spot reklamujący to wydarzenie:
Jak to się w ogóle stało, że dowiedziałam się o powyższej konferencji? Otóż dostałam za pośrednictwem wirtualnego dziekanatu informację o spotkaniu informacyjnym w sprawie wolontariatu podczas jego trwania. Niestety, było ono w tym samym czasie, w którym miałam wykład ze szlaków turystycznych i kulturalnych. A że Lolek nie opanował jeszcze umiejętności bilokacji, to siłą rzeczy wybrał wykład. Oczywiście żal mi było, że nawet nie spróbuję wkręcić się w pomoc w organizacji, ale siła wyższa(dopiero na konferencji dowiedziałam się, że spokojnie można było zgłosić się do wolontariatu za pośrednictwem internetu :-/). Nic nie stało natomiast na przeszkodzie, abym mogła uczestniczyć w konferencji jako zwykły słuchacz, wszak miała ona charakter otwarty. Przy okazji po raz pierwszy przekroczyłam progi słynnego UJ-otu. Co prawda trochę zeszło mi szukanie samej uczelni, ale jak to mówią: czasami człowiek na coś patrzy, a tego nie widzi. :).
Konferencja zaczęła się dosyć wcześnie, bo o godzinie 9. Przed wejściem na salę konferencyjną każdy otrzymał teczkę z pakietem informacyjnym, jak również sprzęt, przez który mógł słuchać tłumaczeń. Bo skoro konferencja międzynarodowa miała także referaty międzynarodowe. Bowiem przyjechali do nas goście m.in. z Niemiec, Francji, Hiszpanii, Włoch, a nawet Australii - jednym zdaniem z tych miejsc, w których we wcześniejszych latach organizowano Światowe Dni Młodzieży. Podzielili się z nami cennymi informacjami dotyczącymi samej organizacji przedsięwzięcia. Wcześniej jednak wysłuchaliśmy przemówień m.in. rektora naszego Uniwersytetu, dziekana Wydziału Studiów Międzynarodowych i Politycznych, kardynała Stanisława Dziwisza oraz nuncjusza apostolskiego w Polsce, Celestina Migliore. Ten ostatni odczytał specjalny list prosto z Watykanu, w którym papież Franciszek udzielał swojego błogosławieństwa wszystkim obecnym na konferencji. Szok. Następnie odbyły się trzy sesje - jedna poświęcona była referatom, dwie to panele dyskusyjne. Kto wie, czy te panele nie przemówiły do mnie bardziej niż owe referaty. Tym bardziej, że były spontaniczne, zaproszeni goście nie mieli nawet zbytnio czasu na zastanowienie się, co mają odpowiedzieć. Najciekawszy był ostatni panel, dotyczący już konkretnie lipcowych Światowych Dni Młodzieży. Wszak to one są nam najbliższe. Komunikacja, logistyka, natłok ludzi, a nawet zwykłe butelki z wodą mineralną - z tymi bolączkami przyjdzie się zmierzyć organizatorom. I chociaż wiedzą, że nie wszystko pójdzie tak, jakby chcieli(bo to jest niemożliwe), to będą się starali, aby było jak najlepiej. Już teraz wiedzą, że nie popadną w długi - zgłosiło się tyle osób, że już teraz koszty pakietu pielgrzyma pokryją koszty samej organizacji. Sytuacja z Rio de Janeiro, gdzie miasto do dzisiaj spłaca długi, raczej nam nie grozi :)
Drugiego dnia konferencja ponownie rozpoczęła się o 9. Tym razem wszystkie przemówienia były po polsku i dotyczyły zarówno etapu przygotowań do lipcowego święta młodzieży, jak również samej roli młodzieży w życiu Kościoła. Najbardziej podobał mi się wykład jednego z księży, który zadał sobie pytanie, czy ŚDM można nazwać "karnawalizacją wiary"? Karnawał kojarzy nam się z czymś radosnym. Tymczasem nie możemy tutaj zapominać, że chociaż podczas tych dni właściwie każdy bę pdzie korzystał z szerokiego wachlarza oferty kulturalnej, to jednak punktem kulminacyjnym Światowych  Dni Młodzieży będzie niedzielna Msza Święta przesycona modlitwą. Nie ma więc tutaj miejsca na coś takiego jak połączenie karnawału z wiarą. Podobało mi się też zakończenie całej konferencji, kiedy jeden z prowadzących spojrzał na wiszący na ścianie portret Mikołaja Kopernika i stwierdził: No to po tych dwóch dniach ten tam będzie musiał zmienić tytuł swojego dzieła z "O obrotach sfer NIEBIESKICH" na "O obrotach sfer NIEBIAŃSKICH". Reakcja wszystkich była jednoznaczna - HA, HA, HA!
Wracając z konferencji koleżanka z grupy, która była podczas niej wolontariuszką, zapytała mnie, czy nie chciałabym pomagać przy organizacji sympozjum - "Młodzież nadzieją Kościoła, czy Kościół nadzieją młodzieży" organizowanego nie dość, że przez naszą uczelnię, to jeszcze przez naszego opiekuna roku. Zresztą tego samego, który rok temu organizował TO sympozjum. Nie było więc problemów, aby mnie dokoptować. Ksiądz O. po raz kolejny udowodnił, że jak się chce, to potrafi się zaangażować osoby takie jak ja w różne przedsięwzięcia.
- Umie pani angielski?
- Coś tam umiem...
- Ale wie pani, jak zapytać się o imię?
- Tak, wiem.
- Doskonale, będzie pani na recepcji odhaczać kto jest, a kogo nie ma.
Da się? Da się! Kiedy dwie strony chcą, to musi się dać.
Program konferencji zapowiada się bardzo ciekawie, na pewno wyniesiemy z niego dużo przydatnych informacji, które można będzie przenieść również na codzienne życie. Jedyny szkopuł w tym wszystkim to taki, że sympozjum jest w ciągu zajęć. Niby nie mogą nam nie usprawiedliwić nieobecności, bo będziemy mieli papierek, że byliśmy, ale w czwartek będę musiała pod koniec się zwolnić, bo kolokwium z niemieckiego i szkoda nie iść. Zwłaszcza, że te na pierwszych terminach są łatwiejsze. A i na seminarium magisterskie na AWFie w środę muszę się urwać, i prezentację z Pilotarzu - obsługi grupy w turystyce lądowej zaliczyć tego samego dnia wieczorem zaliczyć... Dobrze, że kolokwium z rosyjskiego mam tuż przed konferencją, przynajmniej tutaj nie będę się stresować, czy zdążę tu i tu, czy też nie.
Mam nadzieję, że w piątek, najdalej w sobotę(muszę wracać w piątek - w weekend mam szkołę policealną) skrobnę coś na ten temat. Więc proszę, trzymajcie kciuki, aby wszystko się udało zgodnie z moimi oczekiwaniami, a zwłaszcza żebym nie poległa w konwersacjach po angielsku(naprawdę, to nie jest mój konik)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz