Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

poniedziałek, 3 listopada 2014

Grunt to się nie denerwować

Ostatnio za dobrze mi się w życiu układało. Zwłaszcza na studiach. Wbiłam się w pewien rytm i nawet pobudki o 4:30 rano były dla mnie do przejścia. Dzisiaj uszczęśliwiona odebrałam mój bilet miesięczny do Krakowa i z powrotem. Mój banan zniknął jednak z ust, kiedy zobaczyłam karteczkę informującą, że od 15 listopada zostają zawieszone niektóre kursy tej linii. No i niestety, wśród nich znalazł się kurs o 5:45(do Krakowa) oraz o 18:35 z Krakowa. Chyba się załamię. Rano jadąc następnym kursem o 6:45 nie mam szans zdążyć na czas na uczelnię na zajęcia rozpoczynające się o 8(próbowałam, nie da się, na dworcu jestem po 8, a zanim dojdę na Franciszkańską mija kolejne 25 minut). Wieczorem co prawda ostatniego kursu o 19:35 nie odwołali, ale jadąc tym busem jestem w domu o 21. Więc też za bardzo nic się nie da zrobić. Klops. Pozostaje problem, którego nie mam pojęcia jak rozwiązać. Co prawda na 8 mam tylko dwa razy, zresztą o tej 21 też bym wracała tylko przez 2 dni, jednak nic mnie to nie zbawia. Najwyżej będę kombinować z dostaniem się z Katowic. Albo się zajadę, albo nie. Ale mam nadzieję, że jakoś dotrwam do następnego roku, kiedy wszystkie kursy wrócą do normy. Nie wiem tylko, czy nie będę musiała dojeżdżać wtedy do Sosnowca, ale z tym już dam sobie radę.

Denerwuje mnie też brak sali na uczelni, w której moglibyśmy mieć geografię. Mamy co prawda jedną przydzieloną, ale nie spełnia ona wymagań prowadzących. Więc przez pół godziny chodzimy w poszukiwaniu odpowiedniej sali. A potem musimy kończyć półtora godziny wcześniej, bo już wchodzi do niej inna grupa. Można i tak, ale straconego czasu nic nam nie wróci. A że z geografii mamy egzamin końcowy, to w domu mam o wiele więcej pracy.

Ostatnio rozwalił mi się plecak. Wytrzymał niecałe 2 lata. Muszę sobie kupić nowy. Tylko nie wiem za co.

Z pozytywnych rzeczy to pluję sobie w brodę, że na AWF nie nosiłam laptopa, tylko nagrywałam wszystko na dyktafon. Teraz noszę komputer i zauważam ile zaoszczędzam czasu. W domu uzupełniam tylko to, czego nie zapisałam. A także rozszyfrowuję swoje własne skróty, które niejednokrotnie wywołują uśmiech na twarzy innych(np. po co pisać chrzest święty, skoro można prościej H2O?). Grunt, że ja wiem o co chodzi. Przynajmniej do czasu wieczornego zasiąścia przed laptopem i napisania pełnych nazw.

Zapisałam się na przyszły rok na turnus rehabilitacyjny organizowany przez jedno z miejskich stowarzyszeń. Chociaż koszt nie jest duży(niecałe 1400 zł), to będę starała się o dofinansowanie z MOPSu. W sumie nigdy nie wnioskowałam o nie, i nawet nie wiem co i jak. Ale dam radę złożyć wszystkie papiery. Zresztą o Aktywny Samorząd też wszystko sama załatwiłam. Ale nawet jak mi nie dadzą pozytywnej decyzji, to ja i tak sama sobie za to zapłacę. Choćbym miała stać w deszczu z ulotkami. Albo sprzątać w biurach. Muszę dawać sobie radę, inaczej skończę w DOSie. Tak sobie myślę kiedy ostatni raz byłam na tego typu wyjeździe. Chyba w lipcu 2001 roku. Czyli ponad 10 lat temu. 

1 komentarz:

  1. No niestety komunikacja coraz bardziej tak wygląda.

    OdpowiedzUsuń