Niezbyt lubię chodzenie po supermarketach i najczęściej idę do nich z czystej konieczności. Np. kiedy jest duży proszek w całkiem przyzwoitej cenie, albo potrzebuję jakiegoś specyficznego produktu. W większości przypadków omijam je jednak z daleka. Za dużo w nich ludzi i hałasu, a za mało swobody. Dużo bardziej wolę osiedlowy bazarek, gdzie właściwie kupuję wszystkie potrzebne mi produkty żywnościowe. Ostatnio wykalkulowałam sobie, że kupno 10 kopert w jednej z sieci jest bardziej opłacalne niż na poczcie. A skoro jest opłacalnie to czemu nie wykorzystać okazji?
Weszłam do sklepu i od razu przygniotło mnie "Last Christmas" wydobywające się z zawieszonych u sufitu głośników. Przeklęłam w duchu, bo jakoś tuż po Bożym Narodzeniu cała ta sklepowa otoczka świąt gdzieś znika. Ale rozumiem, trzeba przypomnieć klientom o świątecznych prezentach. Stoiska przytłaczają wyborem prezentów. Idę pomiędzy nimi jak zahipnotyzowana i automatycznie uśmiecham się do pluszowych misiów, bo wydają mi się najbardziej przyjazne. Same zdają się zachęcać do pogłaskania ich delikatnych tkanin. Po chwili do moich nozdrzy dociera przyjemny zapach piernika, a w ustach czuję jego specyficzny smak. Ludzie dookoła mnie gdzieś się spieszą, a ja na chwilkę przystaję, aby się nim delektować. Automatycznie przypominam sobie, że na szafie w pudełku mam schowane pierniczki, które dostałam od jednej z rodzin obdarowanych podczas finału "Szlachetnej Paczki". Na szczęście kolejnymi półkami były już te z artykułami papierniczymi. Bez problemu odnalazłam koperty, a przy okazji kupiłam mały zeszyt w kratkę, aby zapisać w nim zgromadzone adresy do Was.
Potem już tylko musiałam odstać swoje w kasie, a 1,58 zł, które wydałam na zakupy musiało trochę żałośnie wyglądać przy setkach zostawianych przez innych klientów. Ale z drugiej strony każdy kupuje to co potrzebuje, prawda?
A swoją drogą taka wyprawa do hipermarketu przed świętami bardzo dobrze odzwierciedliła to, co kilka lat temu wyczytałam w jednym z czasopism popularnonaukowych*. Zresztą podzielę się z Wami uzyskaną wtedy wiedzą na temat tego, jakie bodźce i zmysły są uruchamiane w tego typu sklepie w celu zwiększenia ilości zakupionych rzeczy i produktów.
- Węch - Zapachy budzą w nas wspomnienia. Wszystko zależy od tego, czy są one pozytywne, czy też nie. Jeżeli dobrze się nam kojarzą, to jest wysoce prawdopodobne, że kupimy daną rzecz. Odpowiada za to układ limbiczny. Reguluje on zachowania emocjonalne i wspomnienia. To w nim lądują bodźce zapachowe, które są automatycznie przypisane określonym emocjom.
- Dotyk - W naszych dłoniach znajduje się ponad 10 tysięcy maleńkich receptorów. Czekają one na sygnały, które w zaledwie kilka mikrosekund są przetwarzane w mózgu na informacje o produkcie. Badania wykazały, że im mniejsza wydaje się skóra sofy, tym wyższa jest ocena jakości mebla, pilot obsługujący sprzęt RTV musi zaś mieć odpowiedni ciężar, aby sprawić wrażenie porządnie wykonanego. Dla przedsiębiorstw zmysł dotyku jest niesłychanie ważnym kanałem komunikacyjnym. Dlatego koncerny motoryzacyjne testują w laboratoriach jaka w dotyku jest tapicerka dla potencjalnych klientów. Także producenci kosmetyków i ubrań coraz częściej stawiają na związany z dotykiem neuromarketing haptyczny.
- Słuch - Prowadzone testy dowiodły, że muzyka, w której słychać 72 basowe uderzenia na minutę, podnosi sprzedaż produktów nawet o 20%. Dlaczego się tak dzieje? 72 uderzenia na minutę odpowiada liczbie uderzeń serca człowieka, który jest zrelaksowany. Rejestrowana muzyka podświadomie skłania nas do zwolnienia kroku i dłuższego zatrzymania się przy danym regale. Nawet odgłos łamania chipsów może sprawić wybór tych, a nie innych. Wykazano bowiem, że im wyższa częstotliwość dźwięku podczas ich przełamywania, tym większą popularnością cieszą się podczas konsumenckich testów.
- Wzrok - Słodkie, kwaśne, słone, gorzkie, umami - naukowcy przez całe dziesięciolecia zakładali, że smaki rozpoznawalne są wyłącznie poprzez receptory smakowe. Dzisiaj już wiadomo, że na smak bezpośrednio wpływa to co widzimy. Jaskrawa pomarańcza przed oczyma mówi mózgowi: "Uwaga, jestem kwaśna!" bez względu na to, jak smakuje na prawdę.
Strach się bać. Myślę, że powinniśmy być świadomi powyższych czterech punktów, kiedy będziemy szli robić zakupy w hipermarkecie, aby nie wpaść w pułapkę zakupów.
* źródło: Świat Wiedzy 2/2011; str 62-64
Ja nawet lubię takie sklepy ale troszkę mniejsze inne to tak wielkie ze się gubię w nich .Bardzo rzadko chodzę do takich sklepów. Jak się więcej trochę kupi to buu trzeba to spory kawał do domu przytaszczyć To już lepiej blisko z osiedlowego sklepu
OdpowiedzUsuńWłaśnie ja nie za bardzo, chyba też z tego powodu, że również się w nich gubię... Zdecydowanie preferuję małe, osiedlowe sklepiki. Buziaki
Usuńja na szczęście jestem opanowana w zakupach:)
OdpowiedzUsuńokularnicawkapciach.wordpress.com
Ja też, i dlatego nie bankrutuję tak szybko
UsuńTym razem to ja sobie pospacerowałam z Tobą po sklepie. Z tym dźwiękiem to eksperci muszą uważać, ja zaliczam się do tej grupy, którą zbyt głośne dźwięki w pomieszczeniu odstraszają. To jest zupełnie inny odbiór dźwięku, inaczej się rozchodzi, mam od razu ból głowy i wychodzę, Tak jak to miało miejsce ostatnio własnie w hipermarkecie. Weszłam przez bramkę i zaraz wyszłam.
OdpowiedzUsuńbuziaki :D
Mam nadzieję, że to był przyjemny spacer.
UsuńTeż nie lubię głośnej muzyki w supermarketu, ale chyba ogólnie mam w tym względzie jakieś zaburzenia. Na szczęście w czasie mojej wizyty w sklepie muzyka była raczej stonowana.
Pozdrawiam
Karolinko, na szczęście jestem dość odporna na wszelkie manipulacje, a poza tym nie znoszę wielkich hipermarketów i galerii o robię tam zakupy, gdy już ostatecznie sytuacja mocno mnie zmusi.
OdpowiedzUsuńBuziaczki serdeczne posyłam.
Też nie znoszę supermarketów, a do galerii chodzę co najwyżej do kina lub empiku. Za dużo tam ludzi i hałasu.
UsuńŚciskam mocno
W hipermarketach zawsze czuję się przytłoczona nadmiarem wszystkiego i wcale się nie dziwię, że ludzie kupują mnóstwo niepotrzebnych rzeczy. Czasem wybieramy się do jakiejś galerii ale w okresie przedświątecznym to prawdziwy koszmar. Wolę robić zakupy w miejscach znanych i sprawdzonych.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam Cię Karolinko bardzo ciepło :)
Mam tak samo i doskonale Cię rozumiem.
UsuńBuziaczki
Kiedy jestem w Tesco wchodzę po coś i wychodzę zazwyczaj tylko z tym po co przyszłam, ale kiedy wybieram się do Kauflanda to zawsze mam dużo więcej rzeczy nakupowane niż nawet na liście miałam! Ja po prostu powinnam omijać tego typu sklepy! He, he :)
OdpowiedzUsuńHa, ha, ha. Ja na szczęście zawsze trzymam się listy. Ale przy niskim budżecie inaczej się nie da. Całuski
UsuńJestem raczej odporna na takie sugestie. Zarówno ostre światło jak i głośniejsza muzyka mi szkodzą. Nie lubię jak jest w markecie tłok. Wchodzę z listą i raczej się jej trzymam. Pozdrawiam Karolinko.:)
OdpowiedzUsuńRównież pozdrawiam
Usuń