W zasadzie miałam nie iść na Mszę świętą w Pierwszy Dzień Świąt. Byłam na Pasterce, więc z czystym sercem mogłam sobie odpuścić tą Mszę o 10:00. Chciałam się wyspać, zwłaszcza, że z Pasterki wróciłam na chwilę przed 2 w nocy. A jednak wstałam rano przed 9:00, ubrałam się i poszłam do kościoła. W nocy spadł śnieg, który teraz przyjemnie trzeszczał pod nogami. Wsunęłam ręce do kieszeni i szłam przed siebie.
Po chwili weszłam do dobrze znanej mi świątyni i we
udałam się schodami na chór. Usiadłam w stałej ławce dla scholi i czekałam na rozwój wydarzeń. Wiedziałam, że schola śpiewa na tej Mszy świętej i że ma przydzielone różne czytania. Nie wiedziałam, czy będę, dlatego nie deklarowałam swojej obecności. A tymczasem nie dość, że pojawiłam się, to jeszcze dostałam do przeczytania w zastępstwie komentarz wstępny do nabożeństwa. W sumie sama byłam zaskoczona, kiedy podeszła do mnie pani B. z kartką i pytaniem, czy dam radę to przeczytać. Rzuciłam okiem na tekst, w a że nie było tego ażtak dużo stwierdziłam, że poradzę sobie.
udałam się schodami na chór. Usiadłam w stałej ławce dla scholi i czekałam na rozwój wydarzeń. Wiedziałam, że schola śpiewa na tej Mszy świętej i że ma przydzielone różne czytania. Nie wiedziałam, czy będę, dlatego nie deklarowałam swojej obecności. A tymczasem nie dość, że pojawiłam się, to jeszcze dostałam do przeczytania w zastępstwie komentarz wstępny do nabożeństwa. W sumie sama byłam zaskoczona, kiedy podeszła do mnie pani B. z kartką i pytaniem, czy dam radę to przeczytać. Rzuciłam okiem na tekst, w a że nie było tego ażtak dużo stwierdziłam, że poradzę sobie.
Organista zaczął coś grać, a ja przez całą przygrywkę zastanawiałam się, co to za kolęda. Dopiero przy pierwszych słowach zorientowałam się, że jest to "Wśród nocnej ciszy". W życiu bym nie powiedziała, że to jest to. Na drugiej zwrotce spełzłam na dół, aby poczekać na odpowiednią chwilę wejścia na ambonę i przeczytania tego, co się dostało. Jednak organista jak na złość nie chciał zbyt szybko skończyć swojego występu. Ok., tylko że ja z każdym jego uderzeniem palca o klawisz denerwowałam się coraz bardziej. Choinka, kilkanaście razy już czytałam coś, ale chyba nigdy aż przed taką publicznością.
Wreszcie zabrzmiał ostatni akord i ksiądz zaintonował "W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. Łaska Pana Jezusa...". Mogłam już wejść na ambonę i dać popis swoich możliwości. Ze stresu pomyliłam się w dwóch miejscach, ale poza tym - dałam radę. Jeszcze bałam się, że strącę bombkę z rachitycznych gałązek, na szczęście nie udało mi się tego dokonać. A uwierzcie mi, mam różne talenty.
Potem spokojnie wróciłam na górę, bo przecież sprawiłam swoją powinność. Odłożyłam podkładkę z tekstem na bok i stanęłam z innymi przy mikrofonach. W sumie uważam się za normalną osobę i robię wszystko, aby mnie tak traktowano. I nawet mi się to udaje. A tym czytaniem zaskoczyli mnie niesamowicie.
Takie zaskoczenia hartują i nabywasz pewności siebie, brawo TY :-)
OdpowiedzUsuńDokładnie, chociaż mimo wszystko wolałabym o tym wcześniej wiedzieć
Usuńbrawo, cieszę się z Tobą :)
OdpowiedzUsuńokularnicawkapciach.wordpress.com
Dziękuję Lenko, to bardzo miłe
Usuńnajważniejsze, że stres Cię nie zjadł do końca :) następnym razem będzie lepiej, bo najgorzej jest pierwszy raz wyjść ze swojej strefy komfortu. buziaki Wielka Kobieto :)
OdpowiedzUsuńW sumie to nie był mój pierwszy raz, ale na pewno jeszcze nie czytałam przed tak dużą publicznością
UsuńKarolinko najważniejsze, że dobrze się skończyło i opanowałaś tremę.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie:).
Łatwo nie było, ale się udało :)
UsuńKażdy miałby lekki stres przed takim wystąpieniem ... wiem ,co piszę i wiem, o czym Ty piszesz ;) też kiedyś czytywałam na mszach komentarze i czytania, i inne ... niby ludzie i tak nie pamiętają, o czym ten komentarz był, ale zawsze chce się wypaść bardzo dobrze.
OdpowiedzUsuńA Ty dajesz radę :)
Organista Wasz musi być niezłym artystą, żeby tak grać ;))
Wiem, że nie będą pamiętać, o czym czytałam, więc może to i lepiej :). Z drugiej strony, gdybym była tak bardzo beznadziejna w tym czytaniu, to raczej by mi nikt nic nie dał, więc chyba nie jest tak źle :).
UsuńO tak, organistę mamy nie do podrobienia, chociaż oni zmieniają się na tym stanowisku jak w kalejdoskopie. Tego jeszcze wcześniej nie widziałam...