Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

Jaki był ten dzień

"Jaki był ten dzień,
co darował, co wziął?
Czy mnie wyniósł pod niebo,
czy zrzucił na dno?
Jaki był ten dzień,
czy coś zmienił, czy nie?
Czy był tylko nadzieją
na dobre i złe?"

poniedziałek, 4 maja 2020

1153. Paweł Zuchniewicz " Pamiętnik papieskiego anioła", część 14/Poszukiwany, poszukiwana

SARA


 - I co my zrobimy? - Luciana spoglądała bezradnie to na Sarę, to na męża. - Jak mam się nią zajmować, jeśli będę miała na głowie tyle dzieci?
 - Daj spokój, dasz sobie radę - pocieszał ją mąż.
Luciana była katechetką parafii Lariano, położonej nieopodal Rzymu. W najbliższą środę miała jechać z dziećmi pierwszokomunijnymi na audiencję generalną Jana Pawła II. W ostatniej chwili okazało się, że nie ma z kim zostawić córeczki, półtorarocznej Sary.
Papież bierze na ręce małą Sarę(źródło zdjęcia)
 - Wiesz co, byłoby wspaniale, gdyby zrobić jej zdjęcie z papieżem - powiedział ojciec. - Poproszę proboszcza, żeby mu ją podał.
 - Chyba żartujesz!
 - Zobaczysz, musi się udać.
Wziął proboszcza na rozmowę. Księdzu pomysł przypadł do gustu. Postanowili, że trzeba ustawić się od strony Spiżowej Bramy. Jan Paweł II kochał dzieci i już nieraz brał je na ręce, jeżdżąc po Placu Świętego Piotra.
W środowe popołudnie, 13 maja 1981 roku, Luciana z Sarą, księdzem i gromadką dzieci dotarła do
Watykanu. Mieli szczęście - przy barierkach znaleźli wolne miejsce.
 - Papież wyjedzie stamtąd - proboszcz pokazał bramę położoną po drugiej stronie placu. - Widzisz dzwony? Wiszą nad nią. Dlatego nazywa się Bramą Dzwonów.
Rozległy się oklaski. Z daleka zobaczyli białego jeepa, w którym stał Ojciec Święty.
Samochód objechał plac i zaczął zbliżać się w ich kierunku. Proboszcz wziął Sarę. Trochę przeszkadzał mu niebieski balon, który trzymała w rączce. Ale co tam balon, papież był już bardzo blisko. 
 - Ojcze Święty! - krzyknął. Ich oczy spotkały się. Papież rozpromienił się na widok dziecka. Wyciągnął ręce, chwycił ją i na moment przygarnął, po czym oddał księdzu. Samochód ruszył wolno dalej.
Wtedy usłyszeli huk.

Zamach na papieża (źródło zdjęcia)
Od Anioła Stróża: Kula opuściła lufę pistoletu i zmierzała prosto w Ojca Świętego. Zahaczyła o palec (co nieznacznie zmieniło tor jej lotu - dzięki temu ominęła aortę), przebiła powłoki brzuszne, przeszyła na wylot całe ciało i upadła na podłogę samochodu. Był jeszcze drugi strzał - pocisk trafił w łokieć i ześlizgnął się po kości, nie uszkadzając żadnych organów wewnętrznych.
Mimo pięknego słonecznego popołudnia czułem obecność zła, gdy papież wjechał na plac. Ale wiedziałem też, że Matka jest blisko. Zabójca celował w głowę, wtedy miałby stuprocentową pewność, że jego ofiara nie przeżyje. Dziecko zasłoniło cel, a potem samochód ruszył. Morderca nie miał wyjścia, nie chciał ryzykować, że spudłuje i wymierzył lufę pistoletu w ciało Jana Pawła II. Nacisnął spust, kula trafiła, ale od tej chwili była we władaniu większej mocy. Matka prowadziła ją tak, że ominęła wszystkie najważniejsze narządy. A Ojciec Święty? Modlił się: "Jezu, Maryjo, Matko moja...".
Kierowca jeepa przycisnął pedał gazu. Pojechali na dziedziniec Belwederu, tam położyli rannego na posadzce, pojawił się lekarz, a zaraz potem karetka. Tę karetkę, stojącą przy Placu św. Piotra na wypadek zasłabnięcia jakiegoś pielgrzyma, papież poświęcił dzień wcześniej mówiąc: "Oby nigdy nie była potrzebna". Włożono go do niej. Jego sutanna była czerwona od krwi. Karetka ruszyła, a ja zająłem się tym, żeby bezpiecznie poprowadzić kierowcę do Polikliniki Gemelli. Chociaż po drodze popsuła się syrena i była godzina wielkich korków, dojechaliśmy w osiem minut. Ojciec Święty trafił na stół operacyjny, chwilę potem pojawił się chirurg, profesor Crucitti, który był poza szpitalem, ale dowiedział się od kogoś o zamachu i natychmiast przyjechał. Jego anioł podesłał mu policjanta, który przeprowadził go przez korki. Operacja udała się i tak spełniła się wola Najwyższego i naszej Matki - Jan Paweł II miał żyć! A zamachowiec, Mehmet Ali Agca, został ujęty. Ojciec Święty przebaczył mu natychmiast, zaś dwa i pół roku później odwiedził go w więzieniu, gdzie samotnie z nim rozmawiał. Agca był przekonany, że między nim a jego ofiarą stanęła potężna siła.
Kiedy pociągnął za spust, nie wiedział, że dokładnie tego dnia, 13 maja, o tej samej godzinie, tylko w 1917 roku, w portugalskiej miejscowości Fatima Nasza Pani objawiła się trojgu dzieciom: Łucji, Hiacyncie i Franciszkowi. Hiacynta i Franciszek w czasie zamachu byli już w niebie, Łucja jeszcze na ziemi.

PODRÓŻ DZIĘKCZYNNA


Wszystko się tu zmieniło. Łąki, na których pasali bydło, pokrył ogromny plac, w miejscu, gdzie rósł skalny dąb, stała kapliczka, Tam ukazała się Biała Pani i tam modlił się teraz Jan Paweł II.
Papież w Fatimie, 1982 r(źródło zdjęcia)
Siostra Łucja Dos Santos odsunęła się od okna, przez które obserwowała wieczorną uroczystość w sanktuarium Matki Bożej w Fatimie. Dokładnie rok po zamachu papież przyjechał tutaj, aby podziękować Matce za cudowne ocalenie.
Kiedy dowiedziała się o zamachu, natychmiast pomyślała o tajemnicy, którą objawiła im Matka Najświętsza. Spisana przez nią przed laty, była znana tylko kilku osobom:
"I zobaczyliśmy w nieogarnionym świetle, którym jest Bóg, "coś podobnego do tego, jak widzi się osoby w zwierciadle, kiedy przechodzi się przed nim". Biskupa odzianego w biel. "Mieliśmy przeczucie, że jest to Ojciec Święty". Wielu innych biskupów, kapłanów, zakonników i zakonnic wchodzących na stromą górę, na której szczycie znajdował się wielki krzyż z nieociosanych belek, jak gdyby z drzewa korkowego pokrytego korą. Ojciec Święty, zanim tam dotarł, przeszedł przez wielkie miasto w połowie zrujnowane i na poły drżący, chwiejnym krokiem, udręczony bólem i cierpieniem, szedł modląc się za dusze martwych ludzi, których ciała napotykał na swojej drodze; doszedłszy do szczytu góry, klęcząc u stóp wielkiego krzyża, został zabity przez grupę żołnierzy, którzy kilka razy ugodziła go pociskami z broni palnej i strzałami z łuku."
Jednak Jan Paweł II przeżył. Wkrótce się spotkają.
------------------------------------------------------------------------------------------
Poczułam się dzisiaj jak w filmie "Poszukiwany, poszukiwana".
Przez okres dwóch tygodni nie mogłam się zalogować na pewną platformę internetową. Informatycy zainterweniowali dopiero po dwóch tygodniach od wysłania im meila z prośbą o pomoc. Co prawda na Internecie był poradnik jak można rozwiązać problem, jednak jak przeczytałam tą instrukcję, to stwierdziłam, że wolę nie mieć aplikacji na "T" niż nie mieć w ogóle komputera. Tym bardziej, że wszystkie serwisy w mojej okolicy są zamknięte na 4 spusty. Mam więc spokojne sumienie, bo zrobiłam co mogłam. A w dodatku zostało to zgłoszone Hadgrid(choińcia, nie wiem kto jej wymyślił taką ksywkę, no ale dobra). Zresztą ostatnio znaleźliśmy alternatywną metodę uczestniczenia w tym wszystkim, co się dzieje wokół mnie. Trochę hardgorową, ale zawsze.
Myślałam, że wszystko jest jasne. Aż tutaj nagle dostaję maila, najpierw od Mary Poppins, a później od Dyrektorki, czy wszystko u mnie w porządku, bo Hargridowa zgłosiła moją przedłużającą się nieobecność. Noszszsz... Przecież wszystko jej napisałam w meilu i odpisała mi, że w porządku. Ale w sumie nawet sympatycznie, że ktoś się interesuje twoim losem. Tylko dlaczego w takich okolicznościach?
Teraz zaczynam się zastanawiać, czy na pewno wszystko będzie w porządku. I czy Hadgidowa nie zrobi mi jakiegoś głupiego numeru... W razie czego mam historię wymiany e-meili z informatykami. Bo na to, że się nie znam na tych sprawach to chyba nie ma większego wpływu. A wszystko przez jeden wirus i brak umiejętności technicznych...
Jak to dobrze, że T. już mi działa.

2 komentarze:

  1. Ach, te zawirowania informatyczne!
    Buziaczki.

    OdpowiedzUsuń
  2. Życzę powodzenia w rozwiązaniu sytuacji :) Bardzo fajne są te Pamiętniki Anioła, miło się je czyta

    OdpowiedzUsuń