Konrad zaczynał żałować, że wybrali się na tą eskapadę. Nie dość, że całą noc trzeba było spędzić pod gołym niebem, to jeszcze teraz ta ulewa. O szóstej rano z nieba runęły kaskady wody. Zrobiło się groźnie- wiał porywisty wiatr, który zniszczył część ołtarza, przy którym wkrótce Jan Paweł II miał odprawić Mszę świętą. Czy papież w ogóle tutaj dotrze?
- Jak się czujesz? - zapytał Paulinę. Wyglądała bardzo źle. Pozbawioną włosów głowę okrywała chustka. Była blada, a ręce posiniały jej z zimna. "To było szaleństwo przyjeżdżać tutaj" - pomyślał.
Uśmiechnęła się z wysiłkiem.
- Dziękuję, że mnie przywieźliście - powiedziała.
Był to ostatni dzień Światowego Dnia Młodzieży w Toronto w Kanadzie. Paulina od dawna marzyła by uczestniczyć w tym spotkaniu. Rodzina i przyjaciele postanowili spełnić to marzenie, tym bardziej, że mogło to być jedno z ostatnich pragnień jej życia. Dziewczyna była chora na raka węzłów chłonnych, przeszła już chemioterapię a poprawa nie następowała. Poprzedniego dnia przyjechali na teren dawnego lotniska wojskowego Downsview, przy pięknej pogodzie uczestniczyli w wieczornym czuwaniu z papieżem, a potem położyli się spać pod gołym niebem. O świcie zbudziło ich oberwanie chmury. Lało, i nic nie wskazywało na to, aby miało przestać.
- Jan Paweł II leci już do nas - oznajmił głos z megafonów. Ledwo się przebił przez hałas deszczu i wiatru.
***
- Ojcze Święty, trzeba jakiejś Bożej interwencji, żeby to wszystko ucichło - arcybiskup Stanisław
Dziwisz usłyszał, jak jedna z osób z papieskiej świty zwraca się do Jana Pawła II. Papież po wyjściu ze śmigłowca stanął na niewielkiej platformie zaopatrzonej w kółka. Popychało ją kilkoro młodych ludzi. O własnych siłach poruszał się z najwyższym trudem - choroba nie oszczędzała go, samodzielnie mógł zrobić kilka kroków.
![]() |
| Jan Paweł II w Kanadzie(źródło zdjęcia) |
Wiatr uderzał z wielką siłą.
- Ojcze Święty, tak mi przykro za tą pogodę - powiedział ksiądz Tom Rosica, główny koordynator Światowych Dni Młodzieży.
Jan Paweł II uśmiechnął się.
- Don't worry - odparł. - Nie martw się.
Wyciągnął rękę w kierunku ciemnych chmur i pobłogosławił je.
Konrad patrzył z niedowierzaniem w niebo. Wichura nie zelżała, ale pod jej ogromnym naporem chmury zaczęły ustępować. Deszcz słabł z minuty na minutę. Słońce? Na niebie pojawiły się blade promienie, za chwilę grzało już całkiem solidnie. Paulina spojrzała na niego z jakimś błyskiem w oczach. Usłyszeli papieża:
- Lluvia-viento-sol - powiedział Ojciec Święty po hiszpańsku. - Deszcz-wiatr-słońce.
Od Anioła Stróża: Moc w słabości się doskonali. Tak mówił święty Paweł i o tym przypomniał Jan Paweł II. Kiedy w lipcu 2002 roku przyleciał do Toronto był tak słaby i schorowany, że z trudem mógł zejść po schodach z samolotu na płytę lotniska. Trzeba było widzieć, z jakim wysiłkiem pokonywał każdy stopień. Był już przy jednym z ostatnich schodków, gdy jeden z księży chciał mu pomóc, ale on energicznie uderzył laską o podłogę i pokazał, że da radę sam. Wiele go to kosztowało, chciał jednak to zrobić, aby przynajmniej w ten sposób okazać swoją solidarność z organizatorami Światowego Dnia Młodzieży, którzy napotkali ogromne trudności w czasie przygotowań do tej uroczystości. Już to zdziwiło Kanadyjczyków witających papieża. A niedzielna przygoda z burzą i jej nagłym uciszeniem? Tutaj w całej pełni objawiła się moc, tym większa im większa słabość człowieka.
- Konrad, czyż to nie wspaniałe? - zapytała Paulina. - Zupełnie jak uciszenie burzy na jeziorze Genezaret.
- Daj spokój, ale dobrze, że już przestało padać.
- Ale dobrze się czuję.
"To przez te emocje" - pomyślał.
Papież mówił:
- Chociaż przeżyłem wiele ciemności i surowych reżimów totalitarnych, to jednak ujrzałem wystarczająco wiele dowodów, aby być niezachwianie przekonanym, że żadna trudność i żaden lęk, jakkolwiek wielkie by one były, nie są w stanie całkowicie stłumić nadziei, która rodzi się wiecznie w sercach młodych ludzi. Nie pozwólcie umrzeć tej nadziei. Postawcie swoje życie na niej. Nie jesteśmy sumą naszych słabości i upadków. Jesteśmy sumą miłości Ojca do nas, naszej prawdziwej zdolności stawania się obrazem Jego Syna, Jezusa.
Od Anioła Stróża: Głos Karola drżał. Ja jednak słyszałem tego samego człowieka, który pięćdziesiąt lat wcześniej pocieszał pobitego Staszka Wyporka w Niegowici i który w czasie wycieczki do Zakopanego został "Wujkiem". 22 października 1978 roku w dniu inauguracji pontyfikatu powiedział do młodych ludzi na Placu Świętego Piotra:
- Wy jesteście nadzieją Kościoła, jesteście moją nadzieją.
Siedem lat później zaczęły się Światowe Dni Młodzieży - wędrówka przez ziemię pod wodzą papieża. Zaczęli od Rzymu (1985 rok), potem było Buenos Aires (Argentyna 1997), Santiago de Compostela (Hiszpania 1989), Częstochowa (Polska 1991), Denver (USA 1993), Manilia (Filipiny 1995), Paryż (Francja 1997), Rzym (2000) no i Toronto (Kanada 2002).
A Paulina? Kilka dni po wyjeździe papieża z Kanady poszła do lekarza. Okazało się, że rak zniknął.
-----------------------------------------------------------------------
Pamiętam dobrze tamto lato - jak przez mgłę kojarzę artykuł w "Tinie" poświęcony cudowi, jaki się dokonał za sprawą Ojca Pio i który "przesądził" o jego ziemskiej kanonizacji. Samej uroczystości nie pamiętam. Być może byłam wtedy jeszcze na "zielonej szkole"(w naszej szkole była możliwość jeżdżenia na nią co roku, nie tylko w trzeciej klasie), być może nie była transmitowana w publicznej telewizji, a może była, a my jakąś ją przegapiliśmy? Potem było zakończenie roku szkolnego - gorący dzień, po akademii i otrzymaniu świadectw poszliśmy z rodzicami na lody i zaczęły się wyczekiwane wakacje. Ponieważ na początku sierpnia zaplanowany miałam obóz harcerski, lipiec spędziłam z kuzynostwem w Wadowicach.
Pewnego dnia na rynku pojawił się duży telebim, wyrósł dosłownie na naszych oczach(swego czasu była tam też fontanna, przy której uwielbialiśmy spędzać czas jako dzieci, niestety usunięto ją podczas modernizacji na początku minionego dziesięciolecia i zastąpiono inną, bardziej nowoczesną). Tego samego dnia, późnym wieczorem, udałam się wraz z kuzynami na owy rynek. I wtedy zrozumiałam po co stawiali telebim - zaplanowany był tzw. telemost pomiędzy młodzieżą zgromadzoną w położonym na drugim krańcu globu Toronto, a tą w niewielkich Wadowicach. Jak dla mnie było to istną magią, tym bardziej, że na ekranie pojawiła się postać Jana Pawła II, która przemówiła. Oczywiście wiedziałam co to są telebimy, ale jeszcze nie docierało do mnie, że mogą transmitować dźwięk i obraz na tak dużą odległość.
Wtedy, w 2002 roku, jako niespełna dwunastolatka nie śmiałam nawet marzyć, że kiedyś będzie mi dane osobiście wziąć udział w tego typu wydarzeniu. Pewnie gdzieś z tyłu głowy pojawiła się myśl, że byłoby wspaniale, gdyby to się udało, ale wydawało mi się to równie niemożliwe jak lot w kosmos. Bóg miał jednak wobec mnie swój plan i nie dość, że tak pokierował tym wszystkim, że w 2016 roku Światowe Dni Młodzieży odbyły się w Krakowie(i nawet udało się mi dostać na wolontariat, co już było samo w sobie niezwykłe) to jeszcze udało mi się polecieć do Panamy na kolejną edycję.
Zaś po moim powrocie z obozu w Rabce, niemal na drugi(trzeci?) dzień, pojechaliśmy z rodzicami na krakowskie Błonia(a następnego dnia do Kalwarii Zebrzydowskiej), aby uczestniczyć we Mszy świętej i spotkaniu z papieżem. Niestety, był to jego ostatni pobyt w Ojczyźnie, chociaż w 2004 roku planowano kolejną wizytę na 2005 albo 2006 rok. Dlatego bardzo się cieszę, że mimo zmęczenia mogłam jeszcze raz zobaczyć i usłyszeć Jana Pawła II na żywo.

Fajnie Karolinko. Dużo już mogłaś przeżyć w swym młodym życiu.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam cieplutko:)
Masz wspaniałe wspomnienia, super, że udało Ci się usłyszeć i zobaczyć Jana Pawła II na żywo.
OdpowiedzUsuńSporo widziałaś i mogłaś uczestniczyć w wielu wydarzeniach - masz co wspominać.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie.
pięknie,że masz tyle wspomnień, to bardzo budujące!
OdpowiedzUsuńokularnicawkapciach.wordpress.com
Ja miałam to szczęście widzieć "na żywo" Jana Pawła II dwukrotnie: raz w Watykanie na środowej audiencji, drugi raz w Poznaniu. Przezycie nie do opisania.
OdpowiedzUsuńRównież blisko byłam( na wyciągnięcie ręki) obok Benedykta XVI - też bardzo ciepłego świętego Człowieka.
Miłego dnia :)
Kochana
OdpowiedzUsuńCudnych wspomnień nikt nam na szczęście nie zabierze🤗🧡
Pozdrawiam serdecznie na miły dzień i udany cały nowy tydzień 🌤️🌼🍓☕🙋
A ja nigdy nie miałam okazji widzieć na żywo Jana Pawła II:(
OdpowiedzUsuńUściski, Karolinko.
Za każdym pobytem Karola Wojtyły w kraju były tłumy i dobre wibracje w narodzie, szkoda, że tak krótko trwały...
OdpowiedzUsuńWiara - nadzieja - miłość i wszystko jest możliwe ...Miłe masz wspomnienia nie wszystkim one są dane Karolinko :)
OdpowiedzUsuńpozdrawiam
Cudowny jest twój cykl postów o naszym papieżu. Przepiękny :D
OdpowiedzUsuńMoc uścisków przesyłam :)