Wczoraj we wpisie wspominałam o filmie "Dwóch papieży" i o tym, że chyba będę musiała w końcu go obejrzeć. Zaintrygował mnie fragment, który został przywołany w kazaniu. A ponieważ coś wyrwane z kontekstu jest odebrane zupełnie inaczej niż w odniesieniu do całości, postanowiłam w najbliższym czasie spróbować obejrzeć ten film. Ku mojej radości okazało się, że można go obejrzeć nie tylko na Neflixie, ale i na CDA. I to w wolnym dostępie. Grzech byłoby nie skorzystać z tej okazji, tym bardziej, że na tym portalu raz film jest, a na drugi dzień już go nie ma. Dlatego dzisiejszy poranek, wolny od zajęć na uczelni (i pomyśleć, że zahaczyłam jeszcze o ostatni rok, kiedy na zajęcia na studiach wracało się tuż po nowym roku) postanowiłam wykorzystać na zapoznanie się z tą intrygującą produkcją.
"Dwóch papieży" ukazuje fikcyjną rozmowę papieża Benedykta XVI z kardynałem z Argentyny, Jose Bergoglio, swoim następcą, jaka miała mieć miejsce w Watykanie w 2012 roku. Bergoglio przybywa do Wiecznego Miasta, aby prosić Ojca Świętego o zwolnienie go ze sprawowanego urzędu ze względu na wiek (miał wtedy 76 lat) oraz choroby (jak wiadomo, Bergoglio ma usunięty fragment płuca). Benedykt XVI nie chce jednak nawet o tym słyszeć. Kiedy Argentyńczyk ma już wracać do swojej ojczyzny, Ojciec Święty wzywa go do siebie. Odbywają szczerą rozmowę nie tylko na temat problemów z jakimi zmaga się współczesny Kościół, ale i dotyczących ich samych, ich zmartwień, bolączek, ale i radości. Wszystko to wygląda tak, jakby Benedykt XVI chciał przygotować Bergoglia do funkcji, jaką niebawem ma pełnić.
Film jest jakby zderzeniem dwóch światów, dwóch spojrzeń na dany problem. Z jednej strony mamy spokojnego, zdystansowanego miłośnika muzyki poważnej - Benedykta XVI, a z drugiej nieco szalonego (przynajmniej na filmie), liberalnego kardynała z położonej w Ameryce Łacińskiej Argentyny. Godną uznania jest tutaj gra aktorska Anthonego Hopkinsa (jako papieża Benedykta XVI) oraz Jonathana Pryce'a (wcielającego się w rolę kardynała Jorge Bergogria). Obydwoje tak realistycznie odegrali swoje role, że chwilami miało się wrażenie, że to po prostu autentyczny zapis rozmowy, która faktycznie miała miejsce. Zaskoczeniem dla mnie było też to, w jaki sposób humor przeplata się w tym filmie z poważnymi tematami. A także to, że obydwie postacie zostali przedstawieni jako zwyczajny ludzie, tacy którzy nie tylko mają swoje wady, lecz także tak samo jak inni jedzą pizzę z pizzerii popijając ją "Fantą" z butelki, oglądają w telewizji wydarzenia sportowe, a nawet... seriale. Lecz to może dzięki brakowi takiego swoistego patosu film nie był po prostu nudny i monotonny?
W filmie poruszono wiele ważnych spraw, z jakimi zmaga się Kościół, m.in. postępującą ateizację społeczeństwa, pedofilia wśród duchownych, czy też kryzys powołań. Już samo to powinno wywołać pomiędzy nimi poważny spór, czy też "wojnę", ponieważ każdy z nich miał zupełnie odmienne zdanie na ten temat. Tymczasem oni prowadzili rzeczowe dyskusje nie polegające na udowodnieniu, który z nich ma rację, a raczej na wysłuchaniu argumentacji tej drugiej strony i rozsądnym odniesieniu się do niej. W produkcji nie zabrakło też nawiązania do przeszłości jednego i drugiego bohatera, a zwłaszcza jej ciemnych kart. I znowu, co wydaje mi się niezwykle ważne, ta druga, słuchająca strona nie ocenia swojego rozmówcy, a raczej stara się wydobyć jakiś morał z tego, co w jego życiu nie poszło po niczyjej myśli.
Im dłużej się zastanawiam nad treścią "Dwóch papieży", tym bardziej odkrywam przesłanie, jakie za sobą niosą. Nie ukrywają ani grzechów, ani słabości obydwóch papieży, czy też samego Kościoła, ale nie to jest według mnie główną puentą całości. Lekcją, jaką z całą pewnością odebrałam podczas oglądania historii, jest to, że nawet przy najbardziej różnorodnych temperamentach, jest możliwość odbycia spokojnego, a zarazem konstruktywnego dialogu. Takiego, który sieje pokój, a nie wznieca wojny. Nawet, jeżeli kibicuje się dwóm różnym drużynom piłkarskim podczas wspólnego meczu piłki nożnej, kiedy jedna z nich wygrywa go (to odniesienie do finałowej sceny filmu).





Zgadzam się, papież Benedykt był bardzo poważną i stateczną osobą a papież Franciszek jest żywiołowy ale chyba to wynika z miejsca pochodzenia, pozdrawiam cieplutko.
OdpowiedzUsuńTo prawda, ludzie inteligentni i otwarci zawsze potrafią się dogadać, nawet jeśli wiele ich różni. Szkoda, że nasi politycy to raczej odwrotnie...:)
OdpowiedzUsuńUściski.
Tak dużo mówi się o błędach i grzechach księży, a co się dzieje w żeńskich zakonach? Tam też wiele dobrych sióstr zaznaje ogromnych cierpień z powodu nadużyć, przemocy i zboczeń innych zakonnic. Dlaczego nikt się o nie nie upomni, dlaczego nikt nie zajmie się "porządkowaniem" spraw zakonnic?
OdpowiedzUsuńA ile z nich odeszło, uciekło i nadal boi się mówić!
Usuńjotka
Sztuka konstruktywnego i owocnego dialogu, to jedna z cenniejszych sztuk. Szkoda, że jest tak rzadko spotykana...
OdpowiedzUsuńFajnie że miałaś okazje obejrzeć ten film. Niestety rzadko oglądam TV ale i film bym z ciekowością obejrzała.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
Oglądałam ten film i był ciekawy :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie.
Widziałam kilka lat wstecz, dla mnie świetny, a finałowa scena meczu-genialna!
OdpowiedzUsuńZaczyna czuć zainteresowanie tym filmem. Problemy Kościoła są i będą, na pewno nie na wszystkie znajdą się rady, ale umiejętność rozmowy to coś, czego powinien się nauczyć każdy człowiek niezależnie od wyznania.
OdpowiedzUsuń