Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

Jaki był ten dzień

"Jaki był ten dzień,
co darował, co wziął?
Czy mnie wyniósł pod niebo,
czy zrzucił na dno?
Jaki był ten dzień,
czy coś zmienił, czy nie?
Czy był tylko nadzieją
na dobre i złe?"

czwartek, 20 czerwca 2024

1961. Gorzej niż w świetlicy środowiskowej, o przedszkolu nie mówiąc

Ech, człowiek to jest jednak istota dosyć naiwna. Jest przekonany, że z niektórych zachowań wyrasta się wraz z wiekiem, a tymczasem jedna, druga, trzecia sytuacja i mamy przysłowiowy klops. Ja już się przyzwyczaiłam do wiecznych przysłowiowych gorzkich żali moich podopiecznych ze świetlicy, czy też Oratorium, że nikt ich nie kocha, nie lubi, że nauczyciele się na nich uwzięli i w ogóle. Siadamy wtedy osobno od grupy i wspólnie zastanawiamy się co jest tego przyczyną i jak można to zmienić. Bardzo często okazuje się wtedy, że problem leży w samych dzieciakach i to one najczęściej muszą zmienić swoje zachowanie. Czy tak się dzieje? Chcę wierzyć, że tak, chociaż logika podsuwa mi zupełnie inną odpowiedź.
Takie zachowanie wśród dzieciaków i młodzieży jeszcze jestem w stanie zrozumieć. Nie mają one jeszcze ukształtowanej tożsamości, często nie znają zasad panujących w grupie, a ich socjalizacja nie zawsze przebiega w oczekiwany sposób. Ale jak wytłumaczyć podobne zachowanie u osoby, która jest jeszcze starsza, niż ja? A to tylko wierzchołek góry lodowej.
O konflikcie ze Starościną pisałam już nie raz, nawet jeszcze wtedy, gdy byliśmy na licencjacie. Jeżeli kogoś nie lubi jedna, czy tam dwie osoby w grupie, to jeszcze jest to w miarę zrozumiałe. Ale jeżeli tej osoby nie lubi cała grupa, to chyba coś z nią jest nie tak. Nas z licencjatu zrażała swoją "wyższością" i "lekceważeniem". Kurde, ukończyłam niby więcej kierunków niż ona, w przeciwieństwie do niej uzyskałam tytuł magistra, ale się tym nie chwalę (w przeciwieństwie do niej, która z kolei nie ma tego tytułu, ale używa go na prawo i lewo), a jakoś staram nie stawiać siebie wyżej od innych. Nie potrafię tego i już. Czara goryczy przelała się, kiedy poszła naskarżyć o jakąś głupotę na jedną z naszych koleżanek z czego zrobiła się afera na cały Wydział. Wszyscy solidarnie nie tylko poczuliśmy do niej jeszcze większą niechęć, ale też straciliśmy zaufanie.
Na magisterce ponownie została Starostą grupy. Co ważne - samozwańczą Starościną, bo nikt jej nie wybrał. A dodatkowo, o zgrozo, moją asystentką, do której zadań należy tylko i aż wysyłanie mi notatek. Też samozwańczą, a ja mam za miękki tyłek, aby się temu sprzeciwić. Jednocześnie wiedziała, że u nas nie ma szans z odzyskaniem szacunku, więc próbowała zdobyć go u nowych, najczęściej oczerniając nas, które przyszłyśmy z licencjatu. Zresztą mi też mówiła wiele złych rzeczy na temat innych dziewczyn, ale ja po prostu te jej słowa wkładam między bajki. Jednocześnie podkreślała, jaka to ona jest wspaniała i zaradna, jak jej się udaje łączyć wiele rzeczy (ale na kolokwia prawie nigdy nie przychodzi w pierwszym terminie, bo zawsze jej coś wypada). Nawet jednej dziewczynie wmówiła, że pracuje w poradni małżeńskiej i załatwi jej zaświadczenie o odbyciu nauk przedmałżeńskich. Tylko, że tamte dziewczyny też szybko odkryły, że to co ona mówi nie ma ze sobą żadnego związku. Poza tym nie sprawdziła się jako Starosta, bardziej nam utrudniała, niż pomagała. Zresztą mi też wszystko wysyła dzień, dwa przed zaliczeniem i gdyby nie inne dziewczyny z grupy, to byłoby cienko. W ostatnim czasie doszły nawet groźby z jej strony.
Wszystko to doszło do uszu pani Gessler, która postanowiła interweniować. Co jak co, ale groźby są już poważną rzeczą i nie ukrywajmy - są karalne. Zresztą Gessler, która jest psychologiem, już na licencjacie stwierdziła, że ze Starościną jest coś nie tak i że powinna się leczyć. Zwłaszcza, że boją się jej nie tylko studenci, ale i wykładowcy. W poniedziałek grupa, poza mną, bo zdawałam to wcześniej, a poza tym miałam zaliczenie na pedagogice, i Starościną, bo znowu jej coś wypadło, miała egzamin u Gessler. A potem wszyscy siedli u niej w gabinecie i zaczęli zastanawiać się, jak rozwiązać tą patową sytuację. Tym bardziej, że lista uwag co do tej kobiety jest całkiem spora. Ktoś też zaznaczył, że wcale mi nie pomaga, chociaż dostaje za to wynagrodzenie. Stanęło na tym, że ja zmieniam asystenta (co przedyskutowałam z Gessler na innym zaliczeniu. Wiecie, boję się, że wywinie mi jakiś numer na ostatnim roku studiów, ale Gessler ponownie całym sercem jest ze mną), grupa zmienia starostę, a ze Starościną rozmawia Kierownik Kierunku, dając jej ultimatum, głównie co do grożenia innym. 
Pewnie jej się to nie spodoba, pewnie znowu będzie jęczeć, że nikt jej nie lubi i wszyscy są przeciwko niej, ale... Ale raczej sama sobie na to zasłużyła. Pewnych reguł powinno się przestrzegać. A jak nie, to ponosić tego konsekwencję. A ja może przestanę się czuć, jakbym była w pracy, ale z zupełnie inną grupą wiekową.

8 komentarzy:

  1. Nareszcie, dobrze że wykładowca też to zauważył, może Starościna potrzebuje pomocy psychicznej ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten dziwny sposób bycia Starościny pani wykładowca zauważyła już na licencjacie. Zresztą tą pomoc psychologiczną pani Gessler sugeruje od dawna, ale do Starościny nie docierają żadne sugestię. Mam wrażenie, że ona uważa, że to my mamy problem, a nie ona. Pozdrawiam.

      Usuń
  2. Być może ma jakiś kryzys , że tak się zachowuje i naprawdę przyda się jej pomoc?
    https://okularnicawkapciach.wordpress.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To musi być wyjątkowo długi kryzys, który trwa latami. A to niszczy nie tylko nas, ale i nią samą. Pozdrawiam

      Usuń
  3. Też myślę, że może ona rzeczywiście potrzebuje pomocy, może ma jakieś zaburzenia, z którymi sobie nie radzi albo których sobie nawet nie uświadamia. Ale to jest jednak dorosła kobieta...
    Jeśli chodzi o przedszkolne afery u dorosłych ludzi, to też kiedyś myślałam, że to się nie zdarza, ale się zdarza jak najbardziej... Kiedy się patrzy z boku, bywa zabawne. Choć w tej Twojej sytuacji akurat zabawne nie jest.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No raczej na pewno nie jest świadoma swoich problemów, bo chyba uważa, że przecież nic takiego się nie dzieje, to my wyolbrzymiamy i jej nie lubimy bez powodu. A w ogóle to jesteśmy w zmowie przeciwko jej... No oszaleć można... To nigdy nie było ani trochę zabawne. Na przykład ja niemal po pierwszym miesiącu się do niej zniechęciłam, więc może sobie sama "pogratulować" tego "sukcesu". Pozdrawiam

      Usuń
  4. Jak można zostać starościną samozwańczą, toż trzeba ją wybrać. Więc musi być kompetentna i miła.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, ona uważa, że skoro jest prezeską Katowickiego Stowarzyszenia Młodzieży na szczeblu diecezji i animatorką Dzieci Maryi, to jest jednocześnie najlepszą osobą na to stanowisko. Ale niestety, ona sobie według nas nie radzi. Zresztą z tym jej prezesowaniem też różnie bywa i dzieciaki raczej też są jej niechętne. Pozdrawiam

      Usuń