Ostatnio pisałam o przebojach, jakie cała nasza grupa przechodzi z Starościną. Tak się teraz zastanawiam, czy ona w ogóle zdaje sobie sprawę z tego, jak jej zachowanie wpływa na funkcjonowanie grupy, jak je dezorganizuje. Weźmy chociażby takie egzaminy i ustalenie kolejności zdawania. Niekiedy mam tak, że wypadają mi dwa egzaminy w jednym czasie. Nauczona doświadczeniem na zdawanie umawiam się bezpośrednio z wykładowcami. Pamiętam bowiem, jak na licencjacie wielokrotnie prosiłam ją o to, aby zdawać coś jako pierwsza, bo potem muszę jechać na pedagogikę, albo raz też miałam tuż po jednym egzaminie drugi, z języka obcego. Mogłam sobie mówić, nic nie zrobiła, tylko tradycyjnie ustawiła mnie na koniec. W rezultacie zdawałam jako ostatnia i nie zdążyłam na niemiecki. Na szczęście pani Gessler uratowała sytuację i mogłam zdawać jeszcze w pierwszym terminie. Co ciekawe, sama Starościna przesunęła sobie zaliczenie. Kiedy zapytałam ją dlaczego nie uwzględniła mojej prośby usłyszałam, że to inne osoby same wpakowały się wcześniej. Tylko ja wiem, że to nie jest prawdą... Teraz już sama umawiam się na zaliczenia i nikt nie ma kłopotów z tym, że zdaję coś wcześniej czy później niż inni. No, może z wyjątkiem Starościny, która zdaje się chcieć wszystko kontrolować. Ale to już jej problem.
Trzeba przyznać, że mimo wszystko na NoRkach tworzymy zgraną, wspierającą się grupę. To ważne, kiedy ma się aż tak toksyczną w niej osobę. Pomaga nam przetrwać, daje też poczucie, że nie jest się samemu w tym problemie. Jeżeli poproszę kogoś o notatki, to zawsze je dostaję, nie raz od kilku osób na raz. Starościna nie musi o tym wiedzieć. Wsparcie płynie też od wielu wykładowców. Nie tylko od wspomnianej wcześniej pani Gessler, ale też od księdza odpowiedzialnego za nasze praktyki, mojego aktualnego promotora, który w archiwum sprawdził, że na pewno nie obroniła się ona na naszej teologii (chociaż ona twierdzi inaczej), a także wykładowczyni, z którą mieliśmy zajęcia z dydaktyki WDŻ w szkołach ponadpodstawowej. Z tą ostatnią mieliśmy cały czas zajęcia on-line, ale na ostatnie zajęcia przyjechała do nas z Cieszyna. Teoretycznie powinny być one zaliczeniowe, ale zaliczenie zrobiliśmy na ostatnich zdalnych. Poszliśmy więc na kawę i ciastko do kawiarni. Ta wykładowczyni sama stwierdziła, że z tą Starościną musi być coś nie tak, i że komu jak komu, ale jej nie powierzyłaby pracy z dziećmi, bo według jej ona jedyna z nas nie nadaje się do tego (co ciekawe, Starościna mówi wszystkim, że od lat uczy religii w szkole). Zapytałam ją, czy widzi mnie w teoretycznej roli nauczyciela. Wykładowczyni powiedziała mi, że jak najbardziej, a zarazem poradziła mi, abym szukała zatrudnienia w szkołach prywatnych, społecznych, katolickich, ewentualnie wiejskich, gdzie dzieci jest automatycznie mniej. Hmm... skoro tak twierdzi, to chyba wie, co mówi.
Wstyd się przyznać, ale jak cieszyłam się na te studia, tak nie mogę doczekać się ich końca. I to nie ze względu na przeładowanie materiałem, czy też brak czasu, ale na tą jedną jedyną osobę. Pierwszy raz mi się to zdarzyło, a więc dotąd, chociaż moje stosunki z innymi były różne, jeszcze nikt aż tak nie uprzykrzył mi tego czasu. Na szczęście przede mną trzy miesiące wakacji. A potem już tylko ostatni rok. Po prostu trzeba zagryźć zęby i jakoś to przetrwać.
Zaliczenia na pedagogice zamknięte, wszystko zdane, teraz tylko obrona. Będzie dobrze.
Na zakończenie roku szkolnego zorganizowaliśmy dzieciakom ze świetlicy zabawę taneczną. Dzieciaki w pełni na nią zasłużyły, nawet jeżeli niektóre z nich mają w sierpniu jakieś poprawki. Ku mojemu zaskoczeniu prym wiodła piosenka, którą podpatrzyłam na tegorocznej edycji Górskiego Biegu Frassatiego.
Dobrze, że został Ci już tylko rok, jakoś wytrzymasz :) Powodzenia, Karolinko...
OdpowiedzUsuńAle powiem Ci, że to chyba będzie najbardziej obciążający psychicznie rok w całej mojej historii studiowania. Pozdrawiam
UsuńWytrzymasz, został ci tylko rok. Tak trzymaj Karolinko.
OdpowiedzUsuńDziękuję. Dla mnie pocieszające jest to, że za rok o tej porze wszyscy już pójdziemy w swoją własną stronę. Z jednymi ciężko mi się będzie rozstawać, ale z innymi już nie. Pozdrawiam
UsuńPozdrawiam serdecznie i miłego wypoczynku wakacyjnego życzę:)))
OdpowiedzUsuńDziękuję i również życzę udanego wypoczynku
UsuńCałe dorosłe życie spotykamy trudnych ludzi...
OdpowiedzUsuńjotka
Nie tylko dorosłe, bo w dzieciństwie też...
UsuńOj bywają niestety tacy ludzie, tacy co podcinają skrzydła, rzucają kłody pod nogi...
OdpowiedzUsuńDużo wytrwałości Ci życzę 💗
No właśnie my mamy teorię, że ona tak się zachowuje, ponieważ boi się, że ktoś okaże się lepszy od niej. Co znowu mi wydaje się dziwne, bo każdy uczy się raczej dla siebie. Pozdrawiam
Usuń