Chrystus, jako człowiek, musiał się urodzić z kobiety. Takie jest odwieczne prawo ustanowione przez Boga. Być może mógł On sprawić, aby Jego Syn pojawił się na świecie w inny sposób. A jednak tego nie zrobił. Nie mogła go jednak urodzić kobieta naznaczona grzechem pierworodnym. To jedyne odstępstwo od reguły, na jakie przystał Najwyższy. Chociaż nie współżyła fizycznie z mężczyzną, została "zapłodniona" przez Ducha Świętego. W przeciwnym razie Jezus nie pochodziłby z nieskalanego łona. Czy ktoś jednak zdawał sobie sprawę z tego, że Maryja została niepokalanie poczęta przez swoich rodziców? Prawdopodobnie ona sama nie wiedziała o tym. Przecież nawet Archanioł Gabriel nic o tym nie powiedział. Apokryfy mówią o tym, że Maryja zachowała dziewictwo pomimo porodu. To z kolei jest niemożliwe z punktu widzenia medycyny - błona dziewicza ostatecznie powinna pęknąć podczas przedostawania się główki na zewnątrz. W przypadku Maryi tak się jednak miało nie stać. To kolejny znak od Boga, że na zostanie Matką Jego Syna zasługuje tylko ktoś, kto żyje wedle prawa ustanowionego przez Jego samego.
Na myśl przychodzi mi tutaj człowiek będący w stanie łaski uświęcającej, który ma przywilej przyjmowania Ciała Pana Jezusa. Jeżeli popełni błąd, staje się tego niegodny. Podobnie było z Maryją, gdyby popełniła choć jeden błąd przeciwko Bogu, to mimo braku skazy pierworodnej, nie zostałaby wybrana do tak wielkiej roli. My też mamy ten przywilej, że możemy odzyskać utraconą łaskę poprzez wypełnienie warunków sakramentu dobrej spowiedzi. Czy Maryja miałaby szansę naprawienia swojego błędu? Na szczęście nie musimy poznawać odpowiedzi na to pytanie.
"Dziewico, Matko Chrystusa - przyjdź i drogę wskaż"