Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

czwartek, 12 lutego 2015

Jeść, aż do bólu brzucha

Na początku zaznaczam, że nie jestem obżartuchem, wręcz przeciwnie, z powodu refluksu przełykowo - żołądkowego połączonego z alergią pokarmową raczej powinnam się ograniczać z jedzeniem tłustych i niezdrowych potraw. Dzisiaj jednak postanowiłam sobie pofolgować, chociaż do urodzin zostało mi jeszcze ponad pół roku(ogólnie to po moich znajomych krąży anegdota - po czym poznać, że Lolek ma urodziny? -Po tym, że je kolejnego "Grześka" - taka aluzja do tego, że mam uczulenie na czekoladę). Wszak za tydzień wchodzę w fazę w ciągu roku zwaną Wielkim Postem, co jest u mnie jednoznaczne z tym, że nakładam na siebie jakieś "ograniczenie". Najczęściej dotyczy to Internetu(gdybym nie była zależna od notowania wykładów na laptopie, to pewnie byłby to też komputer), lub telewizora.. Na razie jednak tym nie zawracam sobie głowy. Jeszcze wczoraj wyniosłam z mojego rodzinnego domu kilka pączków domowej roboty. A raczej dwa, bo tyle jest w stanie przyjąć mój biedny żołądek. Za to jestem prawdziwym miłośnikiem faworków, toteż wczoraj wieczorem zajęłam się ich wypiekiem. Kucharka tam ze mnie marna, jednak akurat przepis na chrust jest jednym z łatwiejszych, jakie miałam przyjemność wypróbować. Tutaj mogę zdradzić ciekawostkę, że po dodaniu alkoholu do ciasta jest ono bardziej kruche. Potem tylko posypać cukrem pudrem - mmm, pyszotka! Od rana podjadam i ciągle nie mam dość. Inna sprawa, że chrust jem tylko raz w roku, więc mogę sobie pozwolić na małą rozpustę. Pączki też były. Oprócz wspomnianych tych dwóch, to załapałam się jeszcze na nie w Uczelnianym Studium Językowym, uwaga, uwaga, w dziekanacie (uwierzylibyście w to?) oraz u A., która była u mnie na Sylwestrze. Dzisiaj przyszła pora na rewizytę u niej w domu. Trochę byłam zła, że zaprosiła mnie w ostatniej chwili, wszak nie siedzę cały dzień w domu, na szczęście udało mi się załatwić wszystkie sprawy i podskoczyć do niej na godzinkę. Posiedziałabym oczywiście dłużej, gdyby nie nasza trzecia koleżanka, która musiała już iść do domu, a nie wiedziała którędy (autobus nie podjeżdża pod dom i człowiek się gubi). Pięć pączków z marmoladą z róży, jedynym tolerowanym przez mój organizm nadzieniem, przynajmniej w części umożliwiającym jego skonsumowanie, to zdecydowanie za dużo jak na jednego Lolka. Przynajmniej wiem w praktyce co znaczy grzech nieumiarkowania w jedzeniu i piciu - bolący brzuch. Na szczęście to tylko jeden dzień w roku.
A jak u Was wygląda sprawa z pączkami? Dużo zjedliście?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz