Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

poniedziałek, 2 lutego 2015

Zanieść święte światło innym

W kalendarzu świąt liturgicznych Kościół Katolicki obchodzi dzisiaj święto Ofiarowania Pańskiego, potocznie nazywane Matki Boskiej Gromnicznej. Dziwne to święto, na którego nieścisłość większość z nas nie zwraca uwagi. Do czego zmierzam - wedle tradycji żydowskiej, a w takiej przecież wzrastał Jezus Chrystus, pierworodne niemowlę płci męskiej musiało być obrzezane w świątyni w ósmym dniu swojego życia. Było to bardzo ważne - w tamtych czasach bowiem śmiertelność wśród noworodków była bardzo duża, a samo obrzezanie miało podobny charakter jak chrzest święty. Ba, nie każdy z nas wie, że przy ceremonii obrzezania wymagano obecności dwóch świadków. Teraz ten zwyczaj chyba zanikł, jednak jeszcze w średniowieczu był praktykowany. Dlaczego więc jest wspominany 2 lutego, czyli ponad miesiąc po "narodzinach" Jezusa Chrystusa? Tak naprawdę nie wiadomo kiedy narodził się Mesjasz Pan. Nie znamy roku, a co dopiero mówić o dokładnej dacie jego przyjścia na świat. Jest jednak inny, istotniejszy powód - tak naprawdę w ciągu 365 dni w roku Kościół Katolicki musi zawrzeć 33 lata Mesjasza. Owszem, dwadzieścia kilka lat jest "pustych", jednak i tak bardzo trudno jest w ciągu tych 12 miesięcy zawrzeć całą jego działalność. Dlatego wyróżniamy Rok A, Rok B i Rok C, które różnią się czytaniami w poszczególnych dniach, z pominięciem dni świątecznych. Jest jeszcze jedno takie "przekłamanie", chyba nawet w całym chrześcijaństwie, ale o nim napiszę w odpowiednim momencie.
Zgodnie z tradycją zaniosłam dzisiaj świecę z mojej Pierwszej Komunii Świętej do Kościoła, aby poświęcić zarówno ją, jak i zapalony na niej knot. Co prawda powinna to być gromnica, i nawet mam taką, jednak jej gabaryty nieco przerosły moje możliwości manualne. A taką komunijną świecę łatwiej przystroić. Tylko czasami żal serce ściska, że z roku na rok jest coraz mniejsza... Za rok biorę gromnicę, choćbym miała cały dzień ją przygotowywać. Sama Msza Święta zaczęła się z dziesięciominutowym opóźnieniem. Nasza parafia jest dosyć rozwleczona, toteż jeszcze trwa wizyta duszpasterska. Ostatnio obstawialiśmy w scholi, czy wyrobią się do Wielkiego Postu. Wiem, wiem, paskudy jesteśmy. Ale to jeden z nielicznych sposobów aby nie zwariować w życiu. A propos scholi, nie wiem jak to się stało, ale na Mszy nie śpiewał żaden zespół parafialny. Ba, nawet organista się chyba pogniewał i nie przyszedł. Biedny proboszcz musiał osobiście zaintonować śpiewanie kolęd. Jak dla mnie było zdecydowanie za oficjalnie. Ech, przyzwyczai się człowiek raz i potem ma kłopot z przestawieniem się. W dodatku siedzące za mną babcie podniosły mi ciśnienie: nie dość że przychodzą na ostatnią chwilę(ja bym tak nie potrafiła, osobiście muszę wejść do kościoła minimum 20 minut przed nabożeństwem, aby się wyciszyć i przygotować), to jeszcze wtrącają się we wszystko, łącznie z zapaloną świecą podczas Mszy świętej. Tylko, że proboszcz wyraźnie powiedział, że "można", a nie "trzeba" zgasić ogień. W końcu moja świeca paliła się całą Mszę, a później, zgodnie z prośbą, ogień został zaniesiony tym, którzy nie mogli osobiście go przynieść do domu - kilku moim zniedołężniałym (nie lubię tego słowa, ale nie potrafię znaleźć innego określenia) sąsiadką. Przecież to nic nie kosztuje, a daje radość innym. Co prawda trochę się namęczyłam, aby w ogóle donieść zapaloną świecę do domu*, bo przecież prawą dłonią nie osłonię płomienia od zgaszenia, ale z Bożą Pomocą kolejny raz mi się to udało.

* Gdyby zgasła to też by się liczyła - wszak zostaje świeca, którą też poświęcono

2 komentarze:

  1. A wiesz, nigdy nie zastanawiałam się nad tym, że święto Ofiarowania Pańskiego obchodzone jest trochę później, niż powinno. Ciekawe czym jeszcze mnie zaskoczysz?

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja z kolei nie słyszałam, że powinno się zapaloną świecę do domu przynieść. Owszem pali się ją w kościele a potem gasi...ale piękny to obyczaj.

    OdpowiedzUsuń