Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

wtorek, 24 lutego 2015

Przez peregrynację symboli ŚDM do łóżka

Przez dwa ostatnie tygodnie lutego w naszej diecezji odbywa się peregrynacja symboli Światowych Dni Młodzieży, które już za półtora roku odbędą się w Krakowie - Krzyża poświęconego przez papieża Jana Pawła II i przekazanego młodym ludziom oraz ikony Matki Boskiej. W tą niedzielę oraz poniedziałek symbole te przywędrowały do naszego kościoła dekanatu, o którym pisałam w >>tym<< poście. Początek zaplanowany był na 20:30 w niedzielę, jednak jak to w życiu bywa samochód - kaplica przyjechał z opóźnieniem. Pod bazyliką spotkałam dziewczyny z jednej ze wspólnot w naszej parafii, toteż nie byłam sama. Akurat u nas wszystkie wspólnoty są raczej zintegrowane i wszyscy się w miarę dobrze znają. A przy okazji poznałam katechetę moich koleżanek. Od razu idzie wyczuć, że to ksiądz z powołania. 
Ze zdziwieniem odkryliśmy, że ministrantów z naszej parafii jest jakby więcej niż z bazyliki, co zresztą potwierdził nasz wikary. O Honorowej Służbie Ołtarza już nie wspomnę, a nawet śmiem sądzić, że w bazylice nie znają takiej funkcji. A i sami parafianie nie zawiedli, chociaż nie wszyscy byli młodzi ciałem. Heh, salezjanie górą, jak to powiedziała jedna z moich koleżanek.
Tak jak pisałam przyjazd samochodu nieco się opóźnił. Nie ostudziło to zapału czekających, którzy cierpliwie stali na dziedzińcu kościelnym. Wreszcie samochód z symbolami wjechał na plac przed kościołem. Ksiądz z sąsiedniej parafii uroczyście powitał zarówno krzyż jak i ikonę, aby następnie zostały wniesione przez młodych do wnętrza świątyni. Towarzyszył temu śpiew pieśni "Krzyżu Chrystusa bądźże pochwalony" oraz trzykrotne wezwanie "Oto drzewo Krzyża, na którym zawisło zbawienie świata" wraz z przeczytaniem fragmentów Ewangelii. Kiedy wszyscy znaleźli się w świątyni, nastąpiło przedstawienie planu całej peregrynacji oraz wspólne odmówienie Koronki do Bożego Miłosierdzia. Podniosłą chwilą był moment codziennego zasłonięcia figury Matki Boskiej Anielskiej. Przed wyjściem każdy chętny mógł ucałować relikwie Krzyża Świętego, dotknąć ikony oraz Krzyża.
Następnego dnia uroczystości zaczęły się już o godzinie 9:00 kiedy młodzież przyniosła ze sobą egzemplarze Pisma Świętego i w uroczystym przyrzeczeniu oznajmiła, że będzie z mądrością czytała oraz głosiła Słowo Boże. Osobiście nie mogłam być na tym spotkaniu, ponieważ musiałam jeszcze zdać język rosyjski i odnieść indeks do dziekanatu, jednak z Bożą pomocą zdążyłam dojechać na Mszę świętą o godzinie 11:00 połączoną z sakramentem namaszczenia chorych. A swoją drogą to dostałam takiego poweru, że drogę Grodzka - dworzec PKP w Krakowie pokonałam w 20 minut. Jak dla mnie to rekord. Po Mszy odbyła się Liturgia Słowa z komentarzami oraz Droga Krzyżowa. Oby dwa punkty przygotował wikariusz z naszej parafii, ksiądz J., chociaż w harmonogramie zaznaczony był ksiądz proboszcz. Peregrynację zakończyła Koronka do Miłosierdzia Bożego(akurat była godzina 15) z rozważaniami biskupa pomocniczego naszej diecezji. Na koniec w imieniu wszystkich dzieci w wierszowany sposób podziękowały symbolom Światowych Dni Młodzieży za przybycie do nas.







W sumie wczoraj spędziłam w kościele przeszło 6 godzin, wyłączając krótką przerwę na kanapkę i gorącą herbatę. To drugie było konieczne, choćby ze względu na chłód panujący w świątyni. Ironizowałam, że kiedy większość parafii dogrzewa wnętrza Domów Bożych, tutaj wręcz wyziębiają je. Chociaż prawda jest taka, że bazylika jest duża, to i trudniej ją dogrzać. W dodatku ze względu na to, że musiałam na uczelni wstawić się na 8:00 z domu wyszłam o... 5:25. Miałam nadzieję przespać się w busie, jednak w radiu o niczym innym nie mówili, niż o Oscarze dla polskiego filmu "Ida". Czyli mój zamiar spoczął na niczym. Skutek był tego taki, że po powrocie do domu położyłam się do łóżka i zasnęłam. W ogóle to chyba miałam gorączkę, bo czułam się tak sobie, na szczęście wszystko mi przeszło na tyle, że jestem w stanie normalnie funkcjonować. 
A teraz z jeszcze większą niecierpliwością wyczekuję przyszłorocznych Światowych Dni Młodzieży.

1 komentarz:

  1. Uuu, to nie ciekawie żeś się pochorowała. Mam nadzieję, że wracasz już do zdrowia

    OdpowiedzUsuń