Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

niedziela, 16 lipca 2017

Film dający nadzieję na lepszy los

Już dawno chciałam obejrzeć ten film. Kiedy po zarejestrowaniu się na portalu filmweb i ocenieniu odpowiedniej ilości obejrzanych filmów zerknęłam na zakładkę rekomendacje, to właśnie ten tytuł wyskoczył mi na pierwszym miejscu - "Wielki Mike". Zaznaczyłam jako "do obejrzenia" i cierpliwie czekałam, aż na którymś z pięciu odbieranych przez mój odbiornik telewizyjny kanałów, zdecydują się go puścić. Mogłam oczywiście włączyć go sobie na cda, ale jakoś podświadomie wiedziałam, że odbiór na 24' ekranie będzie dla mnie dużo bardziej atrakcyjniejszy niż na 14 lub 19' monitorze komputerowym.
Dosyć często wchodzę na filmwebie na zakładkę "Chcę zobaczyć" aby sprawdzić, czy w najbliższym czasie któryś ze znajdujących się tam filmów nie leci w telewizji. Co prawda w większości przypadków okazuje się, że owszem, lecą, ale na którejś ze stacji, których nie ma w moim pakiecie "AZAR". Jakież więc było moje zaskoczenie, kiedy zobaczyłam, że "Wielki Mike" idzie nie tylko w najbliższą sobotę(tzn. wczoraj), ale nawet na posiadanym przeze mnie TVNie. Nie, takiej okazji nie mogłam przegapić.
Film przedstawia historię czarnoskórego nastolatka Michaela(Quinton Aaron), który przez swoje potężne gabaryty nazywany jest przez wszystkich Wielkim Mike. Odebrany w dzieciństwie samotnie wychowującej go matce narkomance, tuła się po rodzinach zastępczych. Ojca nigdy nie poznał, po latach dowiedział się, że zginął w tragicznych okolicznościach. Jeden z jego opiekunów zapisuje go, pomimo niskiego ilorazu inteligencji, do prestiżowej, katolickiej szkoły, gdzie Mike poznaje pochodzącego z bogatej rodziny S.J.(w tej roli genialny Jae Head). Tak się akurat składa, że jakiś czas później jadąca samochodem rodzina S.J.-a zauważa Mika idącego brzegiem ulicy z reklamówką. Zainteresowana losem chłopaka mama S.J.-a, Leigh(rolę tą powierzono Sandrze Bullock), postanawia wysiąść i porozmawiać z milczącym przechodniem. Szybko zdobywa jego zaufanie, a także zabiera do swojego domu, który w końcu staje się też domem Mika. Z czasem wraz z mężem Seanem(Tim McGraw) stają się prawnymi opiekunami Michaela i dają mu to, czego nigdy dotąd w życiu nie zaznał - miłość i poczucie bezpieczeństwa. Obdarzony podstawowymi potrzebami chłopak nie tylko nadrabia zaległości w szkole i dostaje się na studia na prestiżową uczelnię, ale też staje się gwiazdą futbolu amerykańskiego. Dzięki obcej rodzinie dochodzi do etapu, do którego nigdy by nie doszedł, gdyby nie wyrwał się z otoczenia, w którym dorastał i gdyby nie zdecydował się na zamieszkanie z Tuohy(naprawdę nie wiem jak odmienić to nazwisko).
Ktoś by mógł powiedzieć, że jest to tylko pięknie napisany scenariusz filmowy. Tym czasem został on zainspirowany prawdziwą historią amerykańskiego czarnoskórego chłopaka, Michaela Oher'a, który dzięki dobroci zamożnej rodziny odmienił całkowicie swoje dotychczasowe życie. Zamiast stoczyć się na dno w ubogiej dzielnicy, ukończył collage i do dzisiaj jest jedną z najważniejszych gwiazd futbolu amerykańskiego. Porusza też bardzo ważny jak dla mnie temat, który jak na razie zaliczany jest do tematu tabu, czyli adopcji tzw. ludzi gorszej kategorii. Nie oszukujmy się, niewiele osób jest chętnych do adopcji niepełnosprawnych, czarnoskórych dzieci, czy też tych, którzy mieli rodziców alkoholików, narkomanów, wychowywały się w nieciekawej okolicy, czy też są np. zakażone wirusem HIV. Ale to też dzieci, które zasługują na taki sam pokład miłości, jak każde inne dziecko. A czasami mogą z nich wyrosnąć prawdziwe perełki dające radość i powód do dumy swoim adopcyjnym rodzicom. Właśnie tak, jak tytułowy Wielki Mike, którego tytuł tłumaczę sobie na dwa sposoby: wielki z powodu swojej postury i Wielki z powodu tego, co osiągnął.
Film mogę polecić każdemu, wszak jestem wybredna i nie każdemu daję 10/10 gwiazdek. Ale "Wielki Mike" w moich oczach z całą pewnością na to zasługuje.

10 komentarzy:

  1. Dobrze wychować dzieci to sztuka i samo urodzenie nie nadaje sztuki macierzyństwa, niestety :/ Urodzić a wychować to dwie różne rzeczy często bardzo odległe od siebie :) Film piękny, chyba miałam okazję go widzieć a przynajmniej jego fragment, coś mi się wydaje.
    pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Karolinko, koniecznie muszę zobaczyć ten film.
    Buziaczki.

    OdpowiedzUsuń
  3. Uwielbiam ten film. Oglądałam już dwa razy i pewnie jeszcze nie raz obejrzę. :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Chętnie zobaczę ten film:)
    Pozdrawiam!:))

    xxBasia

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie oglądałam tego filmu ! Zapowiada się na naprawdę ciekawy film, lubię Sandre ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Zaciekawiłaś mnie... Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie słyszałam w ogóle o tym filmie. Mam nadzieję, że uda mi się go obejrzeć, bo mnie zaciekawiłaś.

    OdpowiedzUsuń
  8. Wow. Naprawdę ciekawy film, i z przesłaniem, a takich nie ma wiele. Z chęcią się z nim zapoznam. Pozdrawiam :).

    OdpowiedzUsuń
  9. mam na liście do obejrzenia, może niedługo zobaczę?
    https://sweetcruel.wordpress.com/

    OdpowiedzUsuń
  10. Jeszcze raz gorąco zachęcam wszystkich, kto jeszcze nie oglądali tego filmu do nadrobienia zaległości, bo naprawdę warto! Pozdrawiam Was wakacyjnie

    OdpowiedzUsuń