Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

Jaki był ten dzień

"Jaki był ten dzień,
co darował, co wziął?
Czy mnie wyniósł pod niebo,
czy zrzucił na dno?
Jaki był ten dzień,
czy coś zmienił, czy nie?
Czy był tylko nadzieją
na dobre i złe?"

piątek, 1 maja 2020

1150. Paweł Zuchniewicz "Pamiętnik papieskiego anioła", część 11/Majówka?

JUREK I LOLEK


 - "Niemożliwe, to nie może być on" - pomyślał Jerzy Kluger. Wśród nazwisk uczestników Soboru Watykańskiego II wymienianych przez radiowego spikera wyraźnie usłyszał "Wojtyla". Oczywiście dla Włochów nie istniała polska litera "ł", ale zbieżność brzmienia i tak była uderzająca. Jurek siedział na fotelu dentystycznym, lekarz akurat przerwał borowanie, bo w przeciwnym razie pewnie nic by nie usłyszał. 
Ostatni raz widział Lolka ćwierć wieku temu. Przez ten czas zdążył się ożenić, przeprowadzić do Rzymu i pochować ojca. Z Polską żadnej więzi nie utrzymywał. Wspomnienie zamordowanych matki, babci, siostry było zbyt bolesne i nie chciał do tego wracać. 
Jerzy Kluger z Janem Pawłem II(źródło zdjęcia)
Prosto od dentysty pojechał do domu i sięgnął po książkę telefoniczną. Po krótkich poszukiwaniach dowiedział się, gdzie mieszka arcybiskup Wojtyła. Zadzwonił tam, lecz go nie zastał. Zostawił swój numer telefonu. Czyżby to naprawdę był jego przyjaciel? Jak żywe stanęły mu przed oczami sceny z dzieciństwa i młodości. Oto biegnie do kościoła, by służącemu do Mszy Lolkowi powiedzieć, że zostali obaj przyjęci do gimnazjum. Wszedł do katolickiej świątyni, mimo że był Żydem. Jakaś kobieta zwróciła mu nawet z tego powodu uwagę. Gdy potem powiedział o tym Lolkowi, ten zapytał po prostu: "Co w tym złego? Przecież wszyscy jesteśmy dziećmi jednego Boga.". Oto Lolek ze swoim tatą przychodzą do wadowickiej synagogi, aby posłuchać wspaniałego popisu pieśni żydowskich, słynnego kantora, Mosze Kusawickiego. I wreszcie matura. Siedział za Lolkiem i chyba tylko dzięki temu udało mu się zdać łacinę. Karol nigdy nie dawał ściągać, lecz gdy przechylił się w pewnym momencie w bok, Jurek zobaczył prawidłową odpowiedź na jego kartce.
Zadzwonił telefon.
 - Pronto(słucham) - powiedział Jerzy podnosząc słuchawkę.
 - Jurek, to ty? - usłyszał pytanie po drugiej stronie.
 - Tak, to ja. Gdzie jesteś?
 - W domu. Mieszkam w Rzymie.
 - Przyjdź do mnie jak najszybciej!

Od Anioła Stróża: Po latach przyjaciele padli sobie w objęcia. Być może nigdy by się nie odnaleźli, gdyby nie to, że Karol stał się w ciągu kilku lat bardzo ważną osobą. Po śmierci arcybiskupa Baziaka zarządzał archidiecezją krakowską, a następnie papież Paweł VI mianował go arcybiskupem. W tym czasie rozpoczął się również Sobór Watykański II - spotkanie biskupów całego świata w Watykanie. 
Sobór został zwołany przez poprzednika Pawła VI, papieża Jana XXIII, aby przygotować Kościół do nadchodzących czasów. Karol brał w nim udział od początku, to znaczy od 1962 roku. Szybko doceniono jego wkład, także podczas ostatniej sesji w 1965 roku. Jego nazwisko było już bardzo znane. Dlatego Jerzy usłyszał je w radiu i dlatego się spotkali. Odnowioną w ten sposób przyjaźń podtrzymywali przez następne lata. 

DZIEL I RZĄDŹ
 - Doskonały pomysł, towarzyszu! - Władysław Gomułka pochwalił swojego najbliższego współpracownika, Zenona Kliszkę. - Twórczo zastosowaliście zasadę starożytnych Rzymian: "Dziel i rządź". 
Rządzącym w Polsce komunistom zależało na skłóceniu dwóch najważniejszych ludzi w polskim Kościele: prymasa Stefana Wyszyńskiego i arcybiskupa Karola Wojtyły. Obaj mieli jechać do Rzymu na specjalne zgromadzenie biskupów. Komuniści umyślili, że pozwolą na wyjazd Wojtyle, a Wyszyńskiego zatrzymają w Polsce.
 - Prymas się wścieknie! - Kliszka zacierał ręce z zadowolenia. - I dobrze to zapamięta. A Wojtyła
Kardynał Karol Wojtyła i prymas Stefan Wyszyński
(źródło zdjęcia)
będzie tańczył tak, jak mu zagramy! Najpierw dostanie paszport, potem skusimy go pozwoleniem na budowę paru kościołów i będzie nasz!
Kilka miesięcy wcześniej papież Paweł VI mianował krakowskiego arcybiskupa kardynałem i w ten sposób wszedł on do wąskiego grona najbliższych współpracowników Ojca Świętego. Do tej pory jedynym polskim kardynałem był prymas.
 - A jeśli Wojtyła nie pojedzie? - zaniepokoił się Gomułka. 
 - Przecież został zaproszony przez papieża. A on jest ważniejszy od prymasa.

Od Anioła Stróża: Była to przemyślana pułapka. Komuniści liczyli na to, że niedoświadczony ich zdaniem Karol złapie się na ten haczyk. Jego wyjazd oznaczał by, że milcząco zgadza się z niesprawiedliwością, która dotyka kardynała Wyszyńskiego. To musiałoby nadszarpnąć zaufania, jakim do tej pory się darzyli. A przeszli już razem bardzo wiele. Stali się wypróbowanymi przyjaciółmi. Wspierali się nad wzajem, gdy komuniści na różne sposoby atakowali Kościół. 
Tak było po opublikowaniu słynnego listu biskupów Polskich do niemieckich: "Przebaczamy i prosimy o przebaczenie". Tak było również podczas obchodów tysiąclecia Chrztu Polski. W ważnych sytuacjach i w ważnych miejscach pokazywali się zawsze razem, aby ludzie widzieli ich solidarność. Było to bardzo ważne, bo najłatwiej pokonać tych, którzy się ze sobą kłócą. 
Karol poznał się na podstępie. Nie skorzystał z pozwolenia na wyjazd i został w Polsce, jeszcze bardziej okazując swoje oddanie Prymasowi Wyszyńskiemu. 
Kiedyś pewien obcokrajowiec, będący pod wrażeniem narciarskich umiejętności mojego podopiecznego zapytał ilu kardynałów jeździ w Polsce na nartach. 
 - 40% - odparł Karol.
 - Jak to, przecież jest tylko dwóch - zapytał rozmówca.
 - Tak, ale Wyszyński liczy się za 60%
Prymas chciał, aby Karol został jego następcą. Komuniści byli przerażeni tym pomysłem. Nie spodziewali się, że stanie się coś jeszcze dla nich gorszego... 
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Jak się dzisiaj czujecie? Bo mi trudno uwierzyć w to, że nadszedł już maj. A skoro jest maj, to powinny być i nabożeństwa majowe. I w sumie są - tylko w zupełnie innej formie niż bym się tego spodziewała. Zamiast w kościele, to przed monitorem komputera. No, ale jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma. Pogoda za oknem też w kratkę. Czasami świeci słońce, innym razem pada deszcz.
Nastrój mi trochę poprawiło poranne obejrzenie filmu "Madeline". Pamiętam z dzieciństwa taką wieczorynkę. Przezabawna historia dziewczynki wychowującej się we francuskiej szkole dla dziewcząt. I wiecie co, znowu zaczęłam się zastanawiać dlaczego dziewczęta mówiły do zakonnicy prowadzącej pensję "Panno Clawer", a nie np. "Siostro Clawer). Pamiętam, że w dzieciństwie miałam ten sam dylemat.
Paradoksalnie zaczyna brakować mi ostatnio czasu, czego dowodzi ostatnia notatka. Sama w to nie wierzę. To nie tak, że nie umiem się zorganizować, po prostu trochę na mnie spadło. Ale mam nadzieję, że za kilka dni odrobię się ze wszystkim i wszystko wróci przynajmniej do częściowej normy. Muszę się tylko zmobilizować.
A poza tym mieliśmy dzisiaj małe święto - szóste urodziny Pusiastej. Sama nie wiem kiedy to minęło...

11 komentarzy:

  1. Mnie też zaskoczyło, że to już maj. Okropnie szybko mija mi czas i to nie wiadomo na czym.

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytam wszystkie ostatnie Twoje posty i bardzo mi się podobają:))))Pozdrawiam serdecznie:))

    OdpowiedzUsuń




















































  3. Fajnie, że mogłam czytać dalej tę fascynującą opowieść. Ja bywam na majówkach w kościele, mieścimy się w liczbie 50 dla naszego kościoła. Pozdrawiam Karolinko.

    OdpowiedzUsuń
  4. Dziwna ta majówka, na szczęście brzydka pogoda nie wywołuje wyrzutów sumienia, że można gdzieś wyjechać, a nie bardzo jest gdzie.
    Kochałam tę wieczorynkę o mojej imiennicze :)
    okularnicawkapciach.wordpress.com

    OdpowiedzUsuń
  5. O, to sto lat dla Pusiastej!
    Uściski, Karolinko.

    OdpowiedzUsuń
  6. Maj mój miesiąc... wyczekany przyszedł i daje tak wieke piękna :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Teraz wiele rzeczy nas dziwi, nawet maj jakby inny...

    OdpowiedzUsuń
  8. Pamiętam tę animację o Madeline. Może tłumacz coś zepsuł, że w taki sposób bohaterki zwracają się do swojej opiekunki. A może ona pozwoliła im tak do siebie mówić. Nie znam się na francuskich zasadach zwracania się do starszych, może z nich coś wynika więcej. Bo z tego co pamiętam z ,,Dzieci z Bullerbyn" w Skandynawii do starszych dzieci zwracają się wujku i ciociu, nawet jak nie ma więzów krwi między nimi. To taka zagwozdka mniej więcej jak z problemem dlaczego rodzice Muminka nie mają imion. Chociaż sam Muminek też go nie ma, bo to jakby określenie grupy stworków, dopasowane jako imię.

    U mnie od ostatniego deszczu tylko sporadycznie kropi.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  9. W tym roku zapowiada się inny maj, ale mam nadzieję, że nie gorszy, tylko po prostu inny. Zamiast pojechać nad morze będę sadzić ziemniaki i siać kilka innych roślin. Jako projekt zaplanowałam zrobienie piaskownicy. A co do reszty planów - co się odwlecze to nie uciecze.
    Życzę zdrówka i pogody ducha :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Przeżyliśmy "inne" święta to i maj przeżyjemy. Może z modlitwą przed ekranem ale na pewno w sercu.
    Serdeczności Karolinko.

    OdpowiedzUsuń
  11. Sto lat dla Pusiastej! Niech się panna Pusianta dobrze chowa, będzie zdrowa i nie wybrzydza :)

    OdpowiedzUsuń