Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

Jaki był ten dzień

"Jaki był ten dzień,
co darował, co wziął?
Czy mnie wyniósł pod niebo,
czy zrzucił na dno?
Jaki był ten dzień,
czy coś zmienił, czy nie?
Czy był tylko nadzieją
na dobre i złe?"

czwartek, 14 maja 2020

1163. Paweł Zuchniewicz, "Pamiętnik papieskiego anioła", część 24

LISA


Przygnębienie. Ze wszystkich stron ogarniała ją ciemność. Trwało to od Bożego Narodzenia. Były to najsmutniejsze święta w jej życiu. Nie mogła zasnąć, leżała z otwartymi oczami, a serce wyło w niej jakąś potworną tęsknotą, której nie potrafiła nazwać. "Boże, czy istniejesz? Jezu, czy naprawdę istniejesz? Czy po prostu umrę i to będzie mój koniec?"
Jeszcze kilka lat wcześniej życie Lisy Burns z Manchesteru w Wielkiej Brytanii nie różniło się niczym od życia wielu jej rówieśniczek. Chodziła do szkoły(była to zresztą szkoła katolicka), z wielką radością i entuzjazmem przyjmowała pierwsze sakramenty. Ale gdy doszła do wieku 12 lat, cała wiara z niej wyparowała. Była dobrą uczennicą i zachowywała się dobrze, co sprawiało, że stała się łatwym celem dla innych. Dogryzali jej i naśmiewali się - stawało się to coraz trudniejsze do zniesienia. Pewnego dnia zobaczyła, że przed siedzącą obok niej koleżanką leży otwarta książka z zaklęciami. Wzrok Lisy padł na zdanie, które bardzo ją zainteresowało: "Zaklęcie, które sprawi, że pokonasz prześladowców i uczynisz się popularniejszą". Tak zaczęła się jej podróż w świat okultyzmu. Odkryła, że w księgarniach jest cała masa pozycji na ten temat. Pierwszą nauką, którą z nich wyniosła, było twierdzenie, że szatan jest mitem wymyślonym przez zabobonnych katolików. Tak naprawdę - czytała - jest on aniołem światła-Lucyferem.
Stosowała zaklęcia i rytuały, jednak jakoś nie zauważyła, żeby działały. Najpierw pociągała ją nowość tych praktyk, lecz z czasem ją to znużyło. Życie stawało się coraz bardziej bezcelową egzystencją. Stwierdziła, że najważniejsze to czuć się dobrze. I jeśli to nikogo nie krzywdzi, to trzeba po prostu robić tak, żeby być w takim stanie. 
Jednak poczucie odrętwienia postępowało. Boże Narodzenie 2004 roku było straszliwe. Znalazła się na skraju depresji. 

DZISIAJ W BETLEJEM

Jan Paweł II w Betlejem(źródło zdjęcia)
Od Anioła Stróża: Tamtej nocy w Betlejem było nas wielu. Towarzyszyliśmy naszemu Panu, który z schronienia w łonie Matki wychodził na świat. Pokazaliśmy się pasterzom, którzy bardzo się przestraszyli. "Nie bójcie się!" - wołaliśmy. Maryja i Józef znaleźli schronienie w stajni, bo nie było dla nich miejsca w gospodzie. Od tego czasu dla ludzi na ziemi zaczęła się liczyć nowa era. Lata zamieniały się w wieki, wieki w tysiąclecia. Po pierwszym tysiącu lat Pan był znany w Europie, w drugim tysiącleciu misjonarze zanieśli Go na inne kontynenty. Gdy dobiegało ono końca, Najwyższy upatrzył sobie człowieka, dzięki któremu ci, którzy zapomnieli o Bogu - przypomną sobie, a ci, którzy nie wierzą - poznają go. Betlejem miało zamieszkać w sercach niezliczonej rzeszy ludzi. Tak, by cały świat stał się jak grota, w której Jezus przyszedł na świat. 
Na konklawe 16 października 1978 roku prymas Stefan Wyszyński powiedział Karolowi: "Masz wprowadzić Kościół w trzecie tysiąclecie". Papież z Polski miał 22 lata, aby pracować nad przygotowaniem jubileuszu 2000 lat od narodzenia Pana. Podczas uroczystej inauguracji pontyfikatu wypowiedział słynne słowa: "Nie lękajcie się otworzyć drzwi Chrystusowi!". Dla mnie brzmiały znajomo, bo jak nasze wołanie do pasterzy. Jan Paweł II bardzo pragnął zacząć swoją misję następcy świętego Piotra w Betlejem, w Bazylice Narodzenia, przy miejscu gdzie nasz Pan przyszedł na świat i gdzie został złożony w żłóbku. Wówczas nie było to możliwe. 
Karol nie rezygnował z tej podróży. Była to prawdziwa próba cierpliwości. Trwała ona tyle, ile przygotowanie do Wielkiego Jubileuszu - 22 lata. Dopiero w roku 2000 mógł udać się do Ziemi Świętej. 22 marca odprawił Mszę świętą na Placu Żłóbka. "Betlejem jest sercem mojej jubileuszowej pielgrzymki - powiedział wówczas. - Drogi, którymi szedłem przywiodły mnie do tego miejsca i do tajemnicy narodzin, które ono ogłasza".

NIE LĘKAJCIE SIĘ
Pierwsze trzy miesiące 2005 roku były dla Lisy okropne. Nie wierzyła w istnienie miłości, w ludziach widziała tylko zło, nikomu nie ufała i wszystkich nienawidziła. Czuła tylko jedno - gniew. Zaczęła chorować i tracić na wadze. Pewnego dnia włączyła telewizor. 
"Wczoraj wieczorem w Watykanie zmarł papież Jan Paweł II" - powiedział prezenter, a na ekranie ukazał się obraz placu i Bazyliki świętego Piotra. Kamera przesuwała się po poważnych twarzach ludzi, głównie młodych, którzy patrzyli w górę, w stronę okien na trzecim piętrze. - Na placu zgromadziły się tłumy ludzi. Przed godziną 22 podano wiadomość o śmierci papieża.
Ludzie na Placu św. Piotra(źródło zdjęcia)
Lisa zobaczyła zbliżenie twarzy jakiegoś biskupa, który powiedział coś po włosku. Na dole przesunęły się litery z tłumaczeniem - "O godzinie 21:37 nasz umiłowany Ojciec Święty Jan Paweł II odszedł do domu Ojca. Módlmy się...".
Coś nią wstrząsnęło. Zdrętwiała. Nie rozumiała dlaczego, lecz wiedziała na pewno, że jej serce doznało głębokiego wzruszenia. Patrzyła w ekran i słuchała kolejnych wypowiedzi o tym człowieku, który do tej pory był jej zupełnie obojętny. Z setek ujęć, z filmów dokumentalnych i świadectw ludzi układał się w jej głowie obraz kogoś, kto potrafił być zarazem silny i delikatny, zdecydowany i uprzejmy, wierny, a nade wszystko pełen miłości. Zobaczyła jego oczy pełne gniewu, gdy wzywał do nawrócenia członków sycylijskiej mafii, i czułość, z jaką brał na ręce małe dzieci. Widziała, jak przemawia do nieprzeliczonych rzesz i jak przygarnia brazylijskiego robotnika, który skarżył się na los ludzi takich jak on. Patrzyła na papieża przytulającego chłopca chorego na AIDS i modlącego się gorliwie pod krzyżem, gdzieś pośrodku afrykańskiego buszu. Poruszyły nią obrazy z ostatnich lat i ostatnich dni - widok starca, który porusza się i mówi z ogromnym trudem, który stoi w oknie swojej biblioteki i bezradny uderza się dłonią w czoło, nie mogąc wypowiedzieć ani jednego słowa. Uświadomiła sobie, że widzi w nim to wszystko, o czym jako dziewczynka czytała w Ewangelii. Cytowano wiele słów papieża, ale nie tylko to było dla niej ważne. Zobaczyła w nim odbicie Chrystusa, miłość, której ten Polak pozwolił pracować w sobie. Przez kolejne dni nie mogła oderwać się od telewizora. Czuła, że wraca nadzieja, choć nie odzyskała utraconej przed laty wiary.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Nie chcąc marnotrawić podarowanego mi z okazji pandemii czasu, postanowiłam wykorzystać to w miarę produktywnie. Więc chodzę po pokoju i gadam do siebie. I to w dodatku nie po polsku, ale po niemiecku oraz hiszpańsku. Żeby było śmieszniej, czasami pytam siebie o coś w języku hiszpańskim, a odpowiadam w języku polskim, albo niemieckim. Wow, chyba mam jakąś drugą osobowość, albo coś.
Poza tym czytam sobie teksty Wojtyły/Jana Pawła II. Niech żyje internet! Chociaż po niedzieli mają otworzyć już Bibliotekę Śląską, więc będzie można wreszcie coś sobie wypożyczyć. Bo tak sobie pomyślałam, że ludzie cieszą się ze 100 lecia jego urodzin, ale czy tak naprawdę znają jego naukę, nie mówiąc już o wcielaniu jej w życie? Bo wszyscy kojarzą go z kremówkami, w świecie postawione są setki pomników, ale najpiękniejszym pomnikiem są pozostawione przez niego dzieła i przemówienia. Nie wszystkie są proste, jednak myślę, że zapoznanie się z nimi nakreśli nam jakieś syntetyczne wyobrażenie tego, co chciał nam przekazać.
I na koniec taka mała ciekawostka: dzisiaj w kalendarzu liturgicznym obchodzimy wspomnienie św. Korony, do której możemy zwracać się o pomoc w trudnych chwilach. A tych zapewne nie brakuje nie tylko w okresie pandemii.

5 komentarzy:

  1. o super, że nie marnujesz czasu i robisz coś dla siebie:)
    okularnicawkapciach.wordpress.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Miałam gdzieś książki o Janie Pawle II, kiedyś czytałam, ale trzeba będzie je sobie odświeżyć. Póki co niestety wiecznie brak mi czasu, a teraz szczególnie, gdy tyle czasu marnuję na laktator...

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie wszystkie pomniki są do zaakceptowania, powinien ktoś to kontrolować, czasem trudno poznać, że na pomniku Karol Wojtyła...

    OdpowiedzUsuń
  4. Święta Korona to właśnie patronka chroniąca przed epidemią.
    Uściski, Karolinko.

    OdpowiedzUsuń
  5. Witaj Karolinko
    Jutro szczególny dzień. Mam nadzieję, że dane Ci będzie przeżyć go całą sobą
    Ja niestety od 7 rano pracuję :(((
    Pozdrawiam zapachem konwalii

    OdpowiedzUsuń