Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

Jaki był ten dzień

"Jaki był ten dzień,
co darował, co wziął?
Czy mnie wyniósł pod niebo,
czy zrzucił na dno?
Jaki był ten dzień,
czy coś zmienił, czy nie?
Czy był tylko nadzieją
na dobre i złe?"

piątek, 15 maja 2020

1164. Paweł Zuchniewicz, "Pamiętnik papieskiego anioła", część 25

"PÓJDŹ ZA MNĄ"


Pogrzeb Jana Pawła II(źródło zdjęcia)
Wiatr uspokoił się nieco, deszcz na szczęście nie padał, choć nad Placem Świętego Piotra zalegały ciemne chmury. Kardynał Joseph Ratzinger spojrzał na trumnę stojącą przed ołtarzem. Zgodnie z życzeniem Jana Pawła II nie było katafalku. Postawiono ją na ziemi, a na wieku położono księgę Ewangelii. Pod wpływem huraganowych porywów wiatru księga ożyła. Wyglądało to tak, jakby niewidzialna ręka przewracała kartki. Ten sam wiatr omal nie pozrywał mitr i piusek kardynałów wychodzących z bazyliki na koncelebrowaną Mszę pogrzebową Ojca Świętego. Z powiewającymi na wszystkie strony szatami wyglądali jak wielkie ptaki rozkładające skrzydła do lotu. 
Sięgnął po kartki z homilią. Postanowił, że tekst kazania oprze na słowach zmartwychwstałego Jezusa skierowanych do Piotra nad Jeziorem Genezaret. Pan powiedział do pierwszego papieża "Pójdź za mną" i trzykrotnie powtórzył to wezwanie. Życie Jana Pawła II również miało wyraźnie trzy etapy, na progu każdego z nich słyszał wołanie i szedł za nim. Najpierw było to wołanie do kapłaństwa przyjęte w mrocznych czasach okupacji. Następnie został biskupem w niezwykle trudnych warunkach ateistycznego komunizmu. I wreszcie trzecie "Pójdź za mną" owego październikowego popołudnia 1978 roku. 
Był mu wierny przez te wszystkie lata. Jak wiele dzięki temu się zmieniło! Chrześcijanie odzyskali dumę z tego, kim są, upadły ustroje gnębiące człowieka, tak wielu ludzi odzyskało nadzieję. To wszystko dzięki prostemu "Tak" w odpowiedzi na wołanie Pana.
 - Możemy być pewni, że nasz umiłowany Ojciec Święty stoi dzisiaj w oknie domu Ojca, patrzy na nas i błogosławi nas - powiedział. - Tak, błogosław nam, Ojcze Święty.

W DOMU NAJLEPIEJ
Lisa wpatrywała się w telewizor jak zaczarowana. Kiedy kardynał Ratzinger powierzył duszę papieża Najświętszej Maryi Pannie, poczuła, jakby jej serce przeszyła strzała wystrzelona przez Boga. Zobaczyła prawdę. Zobaczyła ją jasno i wyraźnie. Chwyciła różaniec i szlochając, zaczęła całować krucyfiks. Kochała Jezusa i tęskniła za Nim, a  teraz pojęła, że to właśnie Jego szukała przez cały ten czas - a On był ciągle obok niej. 
Operatorzy transmisji skierowali kamerę na trumnę z ciałem Ojca Świętego. Wiatr znowu zaczął wiać i przewracać kartki - to w jedną, to w drugą stronę. Czyż nie jest to obraz życia człowieka? Każdy dzień jest nową niezapisaną kartką, wyciągniętą ręką Pana, który daje kolejne szanse - często niewykorzystane, czasem wręcz odrzucane. 
Wiatr ustalił swój kierunek i przewracał kartki jedna po drugiej. W końcu uniósł i okładkę. Było to dziwne, bo kartka łatwo się unosiła, ale ciężka okładka stawiała opór. Księga została zamknięta.
Następnego dnia rano Lisa poszła do spowiedzi. Po raz pierwszy od wielu lat. Jej serce wypełniał żal. Przez łzy opowiadała, jak była głupia i jak odrzucała Prawdę - samego Chrystusa. Ksiądz powiedział jej, że otrzymała specjalną łaskę z nieba. Kiedy wyszła z konfesjonału, poczuła, jakby z ramion zdjęto jej wielki ciężar. Spojrzała na tabernakulum. Miała wrażenie, że słyszy słowa: "Lisa, wróciłaś do domu".
Następnego dnia była na pierwszej po latach Mszy Świętej. Ewangelia mówiła o Dobrym Pasterzu, który wychodzi szukać zaginionej owcy. Była pełna radości. Znikła ciemność, która spowijała ją przed śmiercią Jana Pawła II. Wkroczyła do krainy światła!

3 komentarze:

  1. To prawda to co wiatr robił z księgą na trumnie Ojca Świętego było niesamowite. Nie zapomnę tego pogrzebu, to w ogóle był zupełnie inny, trudny ale niesamowity czas. Czas żałoby, ale i pojednań, wyciszenia, spokoju.
    Zapraszam tez w odwiedziny do mnie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten wiatr jak powiew Ducha Świętego utkwił mi mocno w pamięci.
    Uściski, Karolinko.

    OdpowiedzUsuń
  3. Fantastycznie się to czyta - zaczęłam się tylko zastanawiać, czy autor wyraził zgodę na taki przedruk swojego dzieła. No bo publikowanie tak obszernych fragmentów daleko już wykracza poza prawo cytatu wynikające z prawa autorskiego. Może gdzieś o tym pisałaś, a ja przeoczyłam tę informację.

    OdpowiedzUsuń