Nigdy bym nie przypuszczała, że codzienne odmawianie różańca świętego aż tak mnie wciągnie. Generalnie chyba jak większość wierzących i praktykujących mniej lub bardziej katolików, dotychczas najwięcej przywiązywałam do niego wagę w miesiącu październiku, kiedy od najmłodszych klas szkoły podstawowej biegałam na nabożeństwa październikowe do parafialnego kościoła. W zasadzie to najprzód prowadzała mnie mama w ramach przygotowania do Pierwszej Komunii Świętej. Potem, wraz z rozwojem mojej wiary, już chodziłam albo sama, albo z młodszą siostrą. O ile oczywiście mogłam, bo czasami było się po prostu chorym, miało się jakiś wyjazd, albo, już na studiach, miało się zajęcia tak długo, że nie miało się najmniejszych szans na to, aby zdążyć na nabożeństwo. Starałam się wtedy odmówić go samodzielnie, ale nie zawsze mi to wychodziło.
Poza październikiem różaniec z reguły odmawiałam w ramach pokuty po Spowiedzi Świętej, albo na jakichś pielgrzymkach, np. podczas pieszej pielgrzymki do Częstochowy. Nie wiem, jakoś z innymi mi było łatwiej niż samemu. Coś w tym jest, że modlitwa i ta indywidualna i ta zbiorowa, ma swoje plusy i minusy, ale też zadania. I tak trudno jednogłośnie która jest lepsza, czy też która z nich ma większą wartość. Prawdopodobnie żadna, bo obie są równoważne. Teraz też czasami udaje mi się zdążyć na różaniec przed wieczorną Mszą świętą w parafii Księdza Niosącego Światło (w mojej niestety nie ma takiej tradycji, chociaż obydwie są niemal równolatkami), ale to muszę mieć szczęście. Prawda jest taka, że najczęściej docieram dopiero na ostatnią tajemnicę. Tutaj jednak niewiele mogę zdziałać, gdyż docieram prosto z pracy w Kato, a na to, co się dzieje na drogach nie mam już wpływu.
Od kiedy jednak trafiłam na kanał ks. Teodora Sawielewicza "Teobankologia" moja regularna modlitwa różańcowa wyszła poza wcześniej określone ramy. W zasadzie teraz stała się częścią moich długich wieczorów. Nie zawsze odtwarzam ją w czasie rzeczywistym, czasami mam nawet godzinne opóźnienie. Ale czy to jest ważne? Ważny jest chyba sam fakt. Dla mnie osobiście ważne jest to, jakkolwiek to nie brzmi, że odmawiam go w jakiejś wspólnocie. Swoją drogą doskonale tutaj widać, jak bardzo zmienia się świat - moje babcie odmawiały różaniec wraz z innymi mieszkańcami wsi to w jednym, to w drugim domu. Teraz cała Polska, a nawet ludzie zza granicy też mogą modlić się na różańcu w jednym miejscu. W samej Teobańkologii bardzo podoba mi się też to, że za każdym razem modlitwa prowadzona jest w innej intencji, a same rozważania poszczególnych tajemnic różańca świętego trafiają w samo sedno problemów współczesnego świata. Nie wiem, czy taka internetowa modlitwa nie jest jakimś nadużyciem, ale skoro zainicjował ją i prowadzi sam kapłan, to myślę, że wie, co robi. A ja się cieszę, że mogę ją odmawiać we wspólnocie.
Co ciekawe, wieczorne nieszpory mogę bez mniejszych problemów odmówić sama (najczęściej zaraz po różańcu). O ile nie zapomnę o nich, albo nie jestem na tyle zmęczona, że po prostu nie mam na nie siły. Wystarczy tylko otworzyć odpowiednią stronę internetową i gotowe. A ich odmawiania nauczyłam się dzięki Duszpasterstwu Akademickiemu, gdzie wspólnie odmawiane są na zakończenie każdego spotkania. Tak, wiem, pewnie jestem dziwna w oczach większości z Was. Nie szkodzi, zawsze byłam dziwna w oczach innych. Przyzwyczaiłam się.
Też bardzo lubię Teobańkologię i różaniec z księdzem Teodorem.
OdpowiedzUsuń