Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

Jaki był ten dzień

"Jaki był ten dzień,
co darował, co wziął?
Czy mnie wyniósł pod niebo,
czy zrzucił na dno?
Jaki był ten dzień,
czy coś zmienił, czy nie?
Czy był tylko nadzieją
na dobre i złe?"

poniedziałek, 12 lutego 2024

1857. O miłości dla zakochanych i poszukujących drugiej połówki

Nie da się ukryć, że Walentynki podbijają naszą polską ziemię. Nie jestem w stanie powiedzieć, kiedy dokładnie, kiedy wkroczyły na naszą arenę, bo dla mnie były właściwie od zawsze. Świętować je można na różne sposoby. My, członkowie Duszpasterstwa Akademickiego mieliśmy w związku z nimi spotkanie z parą małżonków, którzy opowiadali nam o swoim codziennym doświadczaniu miłości oraz z księdzem Jarosławem Ogrodniczakiem, ich przewodnikiem duchowym. Wydarzenie było zareklamowane na fb w następujący sposób.
Ponieważ przez wolontariat podczas Biegu Hercklekutów nie mogłam uczestniczyć w niedzielnej Mszy świętej w mojej parafii, wiedziałam że niemal na pewno udam się na spotkanie w DA, a następnie na odbywającą się po nim Mszę. No, chyba żebym dostała temperatury, albo gdybym czuła się na tyle źle, że nie byłabym w stanie już jeszcze raz dojechać do Kato. Wiecie, ja bardzo chciałabym być na tej porannej Mszy świętej u mnie, ale się nie rozdwoję. A szkoda, bo podejrzewam jakie to będzie miało dla mnie konsekwencje...
Do Kato udało mi się dojechać w miarę wcześnie. W każdym razie na tyle, że mogłam spokojnie dojść na nogach do ośrodka Duszpasterstwa Akademickiego "Centrum" znajdującego się niedaleko Wydziału Teologicznego, na którym studiuję Nauki o Rodzinie. Właściwie "ośrodek" to chyba za duże słowo - to zaledwie trzy (no dobra, z toaleto-spiżarnią cztery) niewielkie pomieszczenia mieszczące się w piwnicy jednej z kamienic w centrum Kato (czyżby stąd wzięła się nazwa DA?). Za to urządzone z pomysłem i zawierające wszystko, czego może potrzebować wspólnota. 
Do ośrodka dotarłam w miarę wcześnie, bo jeszcze znalazły się miejsca do siedzenia. Ku zaskoczeniu samego księdza Krzysztofa na zaproszenie odpowiedziało tyle ludzi, że w głównej sali zabrakło miejsca i część z nas musiała zadowolić się tzw. przedpokojem. Przybyło też wiele nowych osób, co oczywiście ucieszyło naszego duszpasterza - to doskonały znak tego, że wspólnota się rozrasta. Mi zaś przypomniały się lata świetności naszego parafialnego Oratorium, pełnego młodzieży. Czy one jeszcze wrócą? Mam nadzieję. I wiem, co na pewno musiałoby się stać, żeby tak się stało. Nie chcę tego mówić na głos, ale Ci z Was, którzy czytają mojego bloga, mogą się domyśleć, co mam na myśli.
Samo spotkanie odbywało się w dosyć przyjaznej i sympatycznej atmosferze. Państwo Brauhoffowie okazali się bardzo sympatyczni i otwarci, z chęcią opowiadali o swoim życiu i miłości, jaką siebie darzą. Chwilami miało się wrażenie, że wyszli z jakiejś bajki, że to ich życie jest tak niezwykłe, że aż nierealne. Tymczasem przecież oni są takimi samymi ludźmi jak my, tylko trochę bardziej starszymi i doświadczonymi. 
Ja wiem, że raczej nigdy nie założę rodziny, chociaż jest osoba, którą widzę kilka razy do roku, a przy której naprawdę szybciej bije mi serce. Ale co tak naprawdę może jej ofiarować taka osoba jak ja? I czy w ogóle ktoś może być ze mną szczęśliwy? Pan Dariusz twierdził, że wystarczy tylko modlić się do Boga i stawiać mu konkretne wymagania. Ja jednak uważam, że to nie wystarczy, że czasami po prostu trzeba wyjść do ludzi. A o to trudno, jeżeli z natury jest się bardziej nieśmiałym niż spontanicznym. Ale wśród nas były i małżeństwa, i narzeczeństwa i zakochani. I myślę, że to dla nich przede wszystkim skierowane były ich słowa.
Po skończonym spotkaniu udaliśmy się na Mszę świętą w kaplicy Wydziału Teologicznego. Wcześniej jednak zrobiliśmy sobie pamiątkowe zdjęcie z zaproszonymi gośćmi. Początkowo mieliśmy je zrobić w siedzibie Duszpasterstwa, ale było nas tak dużo, że nie mogliśmy znaleźć na nie odpowiedniego miejsca w budynku. Za to na Wydziale mieliśmy do dyspozycji cały korytarz, który w niedzielny wieczór był wyjątkowo pusty. Swoją drogą to śmiałyśmy się z Madziołkiem, że środek przerwy międzysemestralnej, a my i tak jesteśmy na naszym Wydziale. W zasadzie to gdyby nie remont krypty pod Archikatedrą to Msza święta odbywałaby się właśnie tam. A tak na razie jesteśmy gościnnie na naszej kochanej (nie ma w tym ani krzty sarkazmu czy też ironii, bo ja naprawdę kocham moje studia) uczelni.
Wbrew pozorom nasza wydziałowa kaplica okazała się za mała, aby pomieścić nas wszystkich, toteż dla części z nas zostały wystawione krzesła poza nią. Trochę to przypominało sytuację z naszej Wigilii z początku stycznia, kiedy na Mszy świętej prymicyjnej ojca Antoniego też było tyle osób, że nie zmieścili się w pomieszczeniu.
Nie do końca wypaliło nagłośnienie, które raczej było prowizoryczne, ale kto by się tym przejmował? Ważny był sam fakt uczestniczenia w Mszy. Mszy niecodziennej, bo małżonkowie skupieni w duszpasterstwie odnowili swoje przysięgi małżeńskie. A na zakończenie każda kobieta otrzymała tulipan lub różę. I znowu przypomniało mi się, jak kiedyś na Oratorium dostałam różę z okazji Dnia Kobiet. Pamiętam jeszcze kiedy to było - 8 marca 2011 roku.

10 komentarzy:

  1. Pytasz, co komuś może dać taka osoba jak Ty... Każdy, kto ma poukładane w głowie, ma co dawać i brać od innych osób. Wiele osób możesz obdarować swoim przykładem : siłą, charakterem, uporem i wytrwałością.
    Najgorsze są dysfunkcje, które nie rzucają się od razu w oczy. Do takich na pewno zalicza się pustka w głowie i ogólnie pojęte buractwo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dobrze i pięknie napisane! Na świecie jest miliard dużo gorszych ułomności, zwłaszcza niebędących następstwem żadnych chorób tylko cechami charakteru.

      Usuń
  2. Fajnie ten czas spędziłaś. I fajnie że mogłaś w tym wydarzeniu uczestniczyć.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Ci małżomkowie muszą być bardzo odważni i otwarti, że zdecydowali się na takie publiczne wyznania. Miłego dnia Karolinko. Serdecznie pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  4. Karolinko dlaczego tak o sobie myślisz? Jesteś wartościową osobą, kochasz ludzi i właśnie miłość i mądrość możesz ofiarować drugiej osobie. Więcej nie trzeba. Ciekawe spotkanie . Pozdrawiam serdecznie!!!

    OdpowiedzUsuń
  5. Karolinko, jesteś wspaniałą,pełną życią osobą. Rzadko kiedy takie się spotyka. Możesz dać innym naprawdę wiele!
    https://okularnicawkapciach.wordpress.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. A ja szczerze wierzę w to, że gdzieś czeka na Ciebie wielka, prawdziwa miłość i życzę Ci jej z całego serca. Jesteś dobrą, sympatyczną, pracowitą, zdolną, mądrą i ambitną osobą, nie wierzę w to, że nie znajdzie się ktoś kto tego nie doceni.

    OdpowiedzUsuń
  7. Jesteś opiekuńcza, odpowiedzialna, jak się w coś angażujesz, to na poważnie, jesteś też po prostu dobrą osobą - to nie jest takie nic.
    Ale z koniecznością wyjścia do ludzi się zgodzę, bez tego i bez otwarcia się na potencjalne znajomości to raczej ciężko. Tylko że chyba jednak trochę wśród ludzi bywasz.

    OdpowiedzUsuń
  8. Karolinko, myślę, że możesz ofiarować drugiej osobie bardzo wiele i uczynić ją szczęśliwą.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  9. Przyjemne wydarzenie kochana:)

    OdpowiedzUsuń