Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

Jaki był ten dzień

"Jaki był ten dzień,
co darował, co wziął?
Czy mnie wyniósł pod niebo,
czy zrzucił na dno?
Jaki był ten dzień,
czy coś zmienił, czy nie?
Czy był tylko nadzieją
na dobre i złe?"

niedziela, 25 lutego 2024

1870. Codzienny rachunek sumienia

Zrób rachunek sumienia
Zrób rachunek sumienia z "dziką" szczerością, czyli odwagą: taką samą, z jaką patrzysz w lustro, żeby sprawdzić, gdzie się skaleczyłeś czy ubrudziłeś albo gdzie są twoje braki, które musisz usunąć.

Jeszcze nie tak dawno rachunek sumienia kojarzył mi się z jednym z warunków, które muszą zaistnieć, aby sakrament Spowiedzi Świętej był ważny. I chociaż każdego wieczoru zastanawiałam się, co danego dnia mi wyszło, a co nie, to jakoś specjalnie w to nie wchodziłam. Podejrzewam, że podobnie jak większość ludzi, nawet wierzących. Ten średnio jeden raz na miesiąc w zupełności mi wystarczał.
Do czasu, aż w moim życiu nie pojawiły się dwie rzeczy: codzienny (lub prawie codzienny, bo czasem zmęczenie bierze górę) różaniec wraz z księdzem Teodorem na kanale teobańkologii na youtubie oraz trafienie do Duszpasterstwa Akademickiego (sama się siebie pytam - dlaczego tak późno!). 
Ci, którzy rozszerzają modlitwę różańcową z księdzem Teodorem o część, która następuje po niej pewnie kojarzą moment, w którym ma miejsce czterominutowy rachunek sumienia. To dobry czas, aby zastanowić się nie tylko nad błędami i upadkami, które popełniliśmy w danym dniu, ale i nad wzlotami, które się dokonały. Bo przecież nasze życie nie składa się z samych porażek, znajdziemy w nim także dobre i szczęśliwe chwile, takie które z pewnością wywołują uśmiech na naszej, i nie tylko naszej, twarzy. Podobną naukę przekazuje nam ksiądz Krzysztof podczas spotkań w duszpasterstwie. Czasami zdarza się nam odmówić na nich kompletę, w której skład wchodzi krótki rachunek sumienia. I znowu słyszymy, aby starać się znaleźć w minionym dniu zarówno to co było dobre, jak i to, co było złe. Tak, aby pielęgnować w sobie pozytywy, a starać się "walczyć" z tym co negatywne. 
Za każdym takim rachunkiem sumienia przychodzi mi do głowy refren pewnej harcersko - oazowej piosenki, który zresztą znajduje się nawet na tym blogu: "Jaki był ten dzień, co darował, co wziął, czy mnie wyniósł pod niebo, czy zrzucił na dno". Taki rachunek sumienia trochę odbiega od tego tradycyjnego, który skupia się głównie na tym, co takiego złego popełniliśmy w życiu, stawiając nas w obliczu nie tylko negatywnego postępowania, ale i pozytywnych i dobrych, przynajmniej w naszym odczuciu, czynów. To od nas zależy, która szala na tej wadze naszego sumienia, będzie cięższa. Być może nawet możemy w ten sposób usprawiedliwiać niektóre nasze czyny, ale któż to może wiedzieć, że właśnie to co dobre nie przyćmi tego, co w nas złe i niegodziwe.
Mój dzisiejszy rachunek sumienia miał miejsce w kościele. Był trochę przyspieszony, bo jednak po wieczornej Mszy świętej, a nie ok. godziny 22, jak zazwyczaj, ale nie zrobiony po przysłowiowych łebkach. I myślę, że to powinno się liczyć. Nawet nie wiem, czy trwał on cztery minuty, ale też nie chodzi w nim o to, aby robić szczegółową listę tego, co się zrobiło, albo nie zrobiło, w ciągu dnia. Dodatkowo poszerzyłam go o dotychczasowe kazania pasyjne usłyszane podczas Gorzkich Żali. Na razie dotyczyły one pychy i chciwości (hmm..., ciekawe jak Ksiądz Niosący Światło zmieści wszystkie 7 grzechów głównych w 6 niedzielach), ale i tak dają dużo do myślenia, przynajmniej mi. W zasadzie aż strach pomyśleć co będzie z moim sumieniem, kiedy dojdzie do gniewu. Chociaż podobno chwilowy gniew nie jest grzechem. Tak jak pisałam w jednym z ostatnich wpisów - właściwie to już nie czuję złości na mojego proboszcza czy też panią Dyrygent za to, co się stało. Raczej rozczarowanie. Czyli zła emocja zmniejszyła swoją intensywność. A jak jeszcze słyszę skierowane do mnie słowa powitania Księdza Niosącego Światło, czy też czuję pewny uścisk mojej dłoni przez księdza Krzysia, to nawet jestem w stanie się z tego ucieszyć. Zawsze będzie ktoś, komu będziemy przeszkodą, i ktoś, kogo nasz widok będzie po prostu cieszył. Przynajmniej tak mi się wydaje.
Na koniec zostaje pytanie, czy rachunek sumienia jest tylko dla wierzących. Jeżeli mogę wyrazić swoje zdanie w tym temacie, i nikt mnie za to nie zlinczuje, to wydaje mi się, że w tej konkretnej formie jest on dobry dla wszystkich. Przecież wielu niewierzących może chcieć zmienić coś w swoim życiu na lepsze, a taka forma jest bardzo uniwersalna. Założę się, że wielu z nich raz na jakiś czas zastanawia się, co w ich życiu jest dobre, a co nie. Człowiek jest istotą o skłonnościach filozoficznych, mającą tendencję do analizowania. Taka jest nasza natura i wiara, czy też nie-wiara nie ma z tym nic do czynienia. Bardziej etos, który każdy z nas ma w jakiś sposób wykształcony.

6 komentarzy:

  1. W przypadku niewierzących nie nazwałabym tego rachunkiem sumienia, to raczej wejrzenie w siebie i próba analizy, czy jestem zadowolony z życia i zmian, które w nim zachodzą. Rachunek sumienia jednak jest związany ściśle ze spowiedzią, z tego co pamiętam.
    jotka

    OdpowiedzUsuń
  2. Całkowicie zgadzam się z Jotką. Mało tego, uważam, że nie da się tego zrobić szczerze przez cztery minuty. Każde nasze działanie wynika z czegoś i dojrzałe dojście do odpowiednich wniosków, przetrawienie ich, to dłuższy czas.

    OdpowiedzUsuń
  3. Moja koleżanka też brała udział w tych różańcach z księdzem Teodorem. Nazywała się Ania Kalinowska, niestety już nie żyje. Kojarzysz ją może Karolciu? Nadal jestem w szoku, odeszła tak niespodziewanie. Będzie mi jej bardzo brakowało :(

    OdpowiedzUsuń
  4. Moja koleżanka też brała udział w tych różańcach z księdzem Teodorem. Nazywała się Ania Kalinowska, niestety już nie żyje. Kojarzysz ją może Karolciu? Nadal jestem w szoku, odeszła tak niespodziewanie. Będzie mi jej bardzo brakowało :(

    OdpowiedzUsuń
  5. Oj, mam w tym zakresie braki...

    OdpowiedzUsuń
  6. Praktykę codziennego rachunku sumienia wyniosłam z rekolekcji ignacjańskich, tam nazywa się on "kwadransem szczerości - bardzo trafnie.
    Pozdrawiam, Karolinko.

    OdpowiedzUsuń