Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

Jaki był ten dzień

"Jaki był ten dzień,
co darował, co wziął?
Czy mnie wyniósł pod niebo,
czy zrzucił na dno?
Jaki był ten dzień,
czy coś zmienił, czy nie?
Czy był tylko nadzieją
na dobre i złe?"

sobota, 15 czerwca 2024

1956. "Tobie hołdy nieść pospiesza, męczenników orszak biały"

Zawsze wzruszało mnie uroczyście śpiewane "Te Deum", znane w naszym kraju pod nazwą "Ciebie Boga wysławiamy". W jednej ze zwrotek można usłyszeć taką frazę "Tobie hołdy nieść pospiesza, męczenników orszak biały". Biały, czyli pełen wewnętrznej czystości i niewinności. Bo nawet kiedy jest się grzesznikiem, to męczeńska krew potrafi zmyć każdy właściwie grzech, niczym woda święcona podczas chrztu. Męczennicy za wiarę obecni są w historii chrześcijaństwa niemal od samego jego początku, zaczynając od św. Szczepana, poprzez apostołów i kolejnych tych, którzy zmarli w imię Boga na przestrzeni wieków. Również ubiegłe stulecie przyniosło nam wielu męczenników za wiarę. Byli oni obecni podczas obydwóch wojen światowych i w okresie komunizmu. Zabijani za wyznawane wartości, powoli wracają na karty naszej historii.
Wczoraj w krakowskim sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Łagiewnikach odbyła się uroczysta beatyfikacja Sługi Bożego, księdza Michała Rapacza. Wcześniej był on mi nieznaną postacią, jednak z każdym przeczytanym artykułem na jego temat stawał mi się coraz bliższy. Ksiądz Michał Rapacz uznawany jest za ofiarę polityki komunistycznej, a beatyfikowany został za to, że zginął śmiercią męczeńską w dużej mierze za wyznawaną wiarę i to, że opierał na niej swoje kazania negujące działania współczesnej mu władzy. Był jej solą w oku, dlatego postanowiono się go pozbyć, jak zresztą wielu księży z tamtego okresu. Miał zostać zapomniany przez społeczeństwo, a tymczasem stało się coś zupełnie odwrotnego - wzniósł się w wiecznej chwale.
Ale jaki tak właściwie był ksiądz Michał i jak wyglądało jego w zasadzie niezbyt długie, liczące 44 lata, życie? Michał Rapacz przyszedł na świat 16 września 1904 r.* we wsi Lubień znajdującym się na obszarze parafii Lubień. Był synem Jana oraz Marianny, którzy prowadzili gospodarstwo rolne i zajmowali się uprawą ziemi. W rodzinnym Tenczynie ukończył dwie klasy szkoły elementarnej, kolejne dwie klasy zaliczył w Lubniu, a następnie uczył się w ośmioletnim Gimnazjum Tadeusza Kościuszki znajdującym się w nieodległych Myślenicach. Jesienią 1926 roku wstąpił do krakowskiego Wyższego Seminarium Duchownego. Tam dał się poznać jako koleżeński, pilny, stanowczy, odpowiedzialny oraz życzliwy dla innych kleryk. Te cechy były widoczne w całej jego posłudze kapłańskiej. W dniu 1 lutego 1931 r. otrzymał święcenia kapłańskie z rąk kardynała Adama Sapiehy. Działo się to w kolegiacie św. Anny w Krakowie.
W tym samym roku trafił do parafii w Płokach koło Trzebini. Tam jako wikariusz uczył religii oraz odwiedzał chorych. W Płokach spędził dwa lata, a następnie przeniesiono go do położonej na Żywiecczyźnie Rajczy. Na nowej placówce założył Katolickie Stowarzyszenie Młodzieży Męskiej i amatorski zespół teatralny, ponadto organizował pielgrzymki i wycieczki, a nawet zawody. Trzeba dodać, że młodzież z Rajczy pod opieką księdza Rapacza zdobywała najwyższe miejsca w "Konkursie obowiązkowości" (obejmował on m.in. osiągnięcia w dziedzinie sportu, ale też rolnictwa). Miejscowi górale traktowali go jak swojego, ponieważ mogli z nim pogawędzić w ich gwarze. Bliskie relacje z parafianami z Rajczy miał potwierdzać list skierowany do kard. Sapiehy w 1937 r., w którym prosili go o pozostawienie księdza Michała Rapacza w parafii. Dotarł on jednak zbyt późno do adresata - kiedy to się stało, ksiądz Rapacz pełnił już obowiązki w parafii, w której rozpoczynał swoją posługę duszpasterską.
Ksiądz Rapacz spędził drugą wojnę światową będąc proboszczem w Płokach. Z wypowiedzi ks. Ryszarda Świdra, również proboszcza tejże parafii, wynika że kiedy spłonął dom jednej z psarskich rodzin, to ksiądz Rapacz był pierwszym, który udzielał pomocy jego mieszkańcom. W 1942 roku założył "Księgę dusz", w której każda rodzina, także ta niewieżąca, miała swoje miejsce. Po zakończeniu wojny dokument ten pomagał uzyskać parafianom odszkodowania za przymusową pracę na rzecz Trzeciej Rzeszy. Według materiałów sanktuarium Matki Bożej Patronki Rodzin Robotniczych (taką nazwę otrzymał kościół w Płokach w 1982 r.) podczas wojny głosił kazania, które podtrzymywały parafian na duchu.
Rzekomo miał współpracować z Armią Krajową. Niemcy zatrzymali go wraz z kościelnym noszącym nazwisko Kasprzyk, pod zarzutem ukrywania broni na plebani, po jakimś czasie został jednak zwolniony. Po wojnie miał pomagać ukrywającym się przed Urzędem Bezpieczeństwa żołnierzom. Być może to sprawiło, że nowa władza zwróciła na niego swoją uwagę.
Powodów można podać kilka: m.in. głosił kazania, w których sprzeciwiał się powojennym porządkom (Kościół był obiektem represji ze strony komunistycznych władz) i upominał się o miejsce Boga i Kościoła w życiu społecznym). Jego praca z młodzieżą miała budzić sprzeciw mających własne plany wobec młodych działaczy komunistycznych. Do zatargu doszło w kwietniu 1945 r., kiedy ksiądz Rapacz wyraził zdecydowany sprzeciw przejęcia domu parafialnego przez lokalnych działaczy Polskiej Partii Robotniczej na rzecz Związku Walki Młodych. 
O zabójstwie niepokornego kapłana zaczęto dyskutować na spotkaniu lokalnej komórki PPR w Trzebini w kwietniu 1946 r. Ksiądz Rapacz otrzymywał pogróżki już od jakiegoś czasu. Jeden z uczestników spotkania ostrzegł księdza, że chcą się go pozbyć, ktoś inny namawiał go na ucieczkę. Kapłan odmówił argumentując to tym, że sumienie nie pozwala mu opuścić swoich owiec (inne świadectwo mówi o tym, że powiedział, że jest gotowy oddać życie za swoje owce).
Oprawcy przyszli po niego w nocy z 11 na 12 maja, tuż przed północą. Grupa liczyła kilkunastu (do dwudziestu) mężczyzn podających się za "chłopców z lasu". Być może to tłumaczenie było powodem dla którego kapłan otworzył im drzwi. Inna relacja mówi, że nie dał się oszukać w ten sposób, a wtedy mordercy włamali się siłą. Zastraszyli mieszkańców plebanii, w tym siostrę księdza, Katarzynę Kutrybę (która pomagała w prowadzeniu gospodarstwa), i zamknęli w sąsiednim pokoju. Odczytany został wyrok śmierci, na który miał zareagować "o moja Matko Boska". Kiedy przed godziną 1 w nocy, w przypadającej wtedy Niedzieli Dobrego Pasterza, został wyprowadzony z plebani, słyszano jak mówi: "Ojcze, bądź Twoja wola" (albo "Niech się dzieje Twoja wola, Panie").
Ksiądz Michał Rapacz został zaprowadzony do lasu. Od plebani dzieliła go odległość ok. 1 km. Prawdopodobnie po drodze był bity i prowadzony na powrozie. Z drugiej strony obecny przy sekcji zwłok proboszcz z Trzebini, ks. Leon Bzowski, napisał, że na jego ciele nie było żadnych tego typu śladów. W tej samej relacji sporządzonej dla Kurii Metropolitarnej w Krakowie, ks. Bzowski w ten sposób opisał ostatnie chwile życia ks. Rapacza:
"W pół godziny po wyprowadzeniu ks. Michała usłyszano 2 strzały. Były to strzały, które położyły kres życiu ks. Michała. Bandyci zaprowadzili ks. Michała do lasku, zasadzonego ongiś przez ks. Wawrzyńca Wojdyłę i tam na skręcie w kierunku Psar 2 strzałami w głowę wymierzonymi dobili. Postawili go twarzą do sosenki, jeden z bandytów uderzył go stojącego w tył głowy tępym narzędziem, drugi zaś dał strzał w głowę na wysokości oczu z boku. Tak oszołomiony i zraniony ks. Michał runął całym swym korpusem na ziemię na wznak. A że jeszcze żył, dało w głowę strzał drugi z bliska, w samo czoło, tak że czaszka została zgruchotana na kawałki".
Ciało zamordowanego księdza znalezione zostało przez pasterzy, którzy rankiem pędzili bydło na pastwisko. Tuż przy nim leżały dwie łuski - z rosyjskiego rewolweru 6 mm i colta 8 mm. Ci, którzy dokonali odkrycia, zaczęli maczać chusteczki w krwi kapłana, przekonani, że jest to krew świętego. Inni z kolei zabierali ziemię z miejsca, w którym zginął.
Po śmierci kapłana pochowano w rodzinnej parafii w Lubniu. Miała o tym zdecydować siostra księdza Rapacza "rozżalona na miejscowych parafian". Wersję tą uprawdopodabnia list ks. Andrzeja Mroczka, skierowany w dniu 13 maja 1946 r. do krakowskiej Kurii: "jest przypuszczenie, że zbrodni dokonali zwyrodnialcy z parafii, że posądzali Zmarłego o przechowywanie akowców". W kilku miejscach pisze się też o dużych wpływach socjalizmu w Płokach, zaś powiat chrzanowski był wpływowym ośrodkiem komunistycznym i zapleczem dla PPR i UB w województwie krakowskim. Jak pisał jeden z kapłanów: "Ten tutejszy zakątek jak żaden inny w Diecezji Krakowskiej jest mocno zaczerwieniony".
Pierwsze śledztwo odbyło się już w 1946 r. Zostało jednak zamknięte na skutek niewykrycia sprawców. Marek Oratowski w piśmie ziemi chrzanowskiej "Przełom" w 2006 r. pisał: "Były milicjant z Trzebini - Stefan M., wysłany na miejsce zbrodni, utrzymuje, że sporządził notatkę z miejsca zbrodni i znalezienia łusek broni, ale na czyjeś polecenie ją zniszczono. Warszawa wysłała do zbadania sprawy pochodzącego z Myślachowic Tadeusza Zająca. Jego siostra utrzymuje, że udało mu się wpaść na trop bandytów i ustalić, że byli to miejscowi funkcjonariusze UB i lokalni działacze partyjni. Kiedy >>nieznani sprawcy<< ostrzelali Tadeusza Zająca w domu jego brata, ten wycofał się z prowadzenia śledztwa i do śmierci zachował w tajemnicy poczynione przez siebie ustalenia".
Drugie śledztwo prowadził krakowski oddział IPN. W postanowieniu o jego umorzeniu w 2002 r., które przytoczył Marek Oratowski, prokuratorzy napisali: 
"Z przyjętych i weryfikowanych w tej sprawie kilku wersji śledczych, najbardziej prawdopodobna zakłada, iż zabójstwa księdza Michała Rapacza dokonano między innymi na tle politycznym, a sprawcami były osoby wywodzące się z grona funkcjonariuszy UB lub działające z inspiracji tego organu, w tzw. szwadronach śmierci. Za tą hipotezą śledczą przemawia sposób dokonania napadu, podczas którego sprawcy nie zabrali wartościowych przedmiotów, a skoncentrowali się na osobie księdza. Za politycznym charakterem tej zbrodni przemawia również ustalona w sprawie charakterystyka księdza Michała Rapacza, utrzymującego w czasie okupacji kontakty z oddziałami AK, zaś po wyzwoleniu jawnie krytykującego ówczesną władzę ludową. Ponadto czas, w jakim popełniona została zbrodnia, charakteryzował się chęcią oczyszczenia ówczesnej atmosfery politycznej przed mającym się odbyć referendum. Okres ten cechował się także skrytymi uderzeniami w Kościół, którego siły obawiali się komuniści. Znane są analogiczne zdarzenia z tamtego okresu, w tym zabójstwo przez trzech funkcjonariuszy UB w pobliżu Libiąża w nocy z 6 na 7 września 1946 roku księdza Franciszka Flasińskiego".
W 1980 roku na fali ruchu oporu i powstania Solidarności, podjęto próby rozpoczęcia procesu o męczeństwo proboszcza z Płok. Pierwszym takim ku tego krokiem była ekshumacja i przeniesienie zwłok zamordowanego księdza z Lubnia do Płok, co stało się staraniem ówczesnego proboszcza płockiego kościoła - ks. Stanisława Jałochy. W 1986 r. krakowski biskup pomocniczy Julian Groblicki zbieranie dokumentów i świadectw w jego sprawie. W sumie zeznało 21 naocznych świadków. Postulatorem samego procesu beatyfikacyjnego od 1992 roku był ks. Jerzy Mrówczyński. Rok później Kongregacja Spraw Kanonizacyjnych wydała zgodę na jego rozpoczęcie. Działania wznowiono w 2005 r., kiedy kard. Stanisław Dziwisz ustanowił nowym postulatorem ks. Michała Jagosza.
Papież Franciszek w czasie audiencji udzielonej prefektowi Dykasterii Spraw Kanonizacyjnych w dniu 24 stycznia br. promulgował dekret o męczeńskiej śmierci księdza Michała Rapacza. Decyzja ta umożliwiła, beatyfikację, ponieważ w przypadku męczenników nie ma potrzeby udowadniania zaistnienia cudu za ich wstawiennictwem.

10 komentarzy:

  1. Nie znałam, a może nie zapamiętałam tej zacnej osoby.U nas jako "Te Deum "przeważnie śpiewane jest Ciebie Boże Wielbimy.Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zrobiło się o nim głośno w ostatnim czasie za sprawą beatyfikacji. Wcześniej chyba niewiele się o nim mówiło. U Was jest chyba to typowo śląskie "Ciebie Boga Wysławiamy". Pozdrawiam

      Usuń
  2. Wielu jest takich bohaterów, części nie znamy z różnych powodów. Dobrze, że po śmierci choć część z nich może zostać jakoś uhonorowana, upamiętniona i w jakiś sensie przywrócona do świadomości ludzi.

    Pozdrawiam!
    Mozaika Rzeczywistości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ile takich osób zostało zapomnianych, albo leży w bezimiennych mogiłach? Na szczęście historia dopomina się chociaż o część z nich. Pozdrawiam

      Usuń
  3. O księdzu Michale dowiedziałam się podczas mszy beatyfikacyjnej. Dziękuję za notkę Karolino. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak sobie myślę, że wcześniej był on chyba niezbyt znaną w społeczeństwie postacią. Pozdrawiam

      Usuń
  4. I mnie wzrusza tą pieśń.
    Dziękuję za przybliżenie postaci księdza Marka

    OdpowiedzUsuń
  5. Nigdy o ks. Rapaczu przedtem nie czytałem, dziękuję za ten wpis. A swoją drogą, to ciekawy jestem, czy komukolwiek z tych oprawców (nie tylko tego księdza) spadł włos z głowy?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ja dziękuję i cieszę się, że przypadł Ci on do gustu.
      Podejrzewam, że większość zbrodniarzy dożyła kresu swoich dni w względnym spokoju. Co najwyżej mogły ich gryźć wyrzuty sumienia.
      Pozdrawiam

      Usuń