Jezus, chociaż był Synem Bożym, przyszedł na świat w ludzkiej rodzinie. Poznawał przez to codzienne życie zwyczajnych ludzi. Tak jak oni był najpierw niemowlęciem, potem chłopcem, nastolatkiem i w końcu dorosłym mężczyzną. Mieszkał w domu w Nazarecie otoczony miłością mamy Maryi i taty Józefa. Jako małe dziecko ufnie wyciągał swoje rączki w ich stronę i tulił się, kiedy mu było źle. Jako nastolatek gorliwie uczył się fachu stolarskiego od Józefa, jako dorosły okazywał szacunek swojej matce.
Dom Świętej rodziny w Nazarecie, chociaż z całą pewnością nie należał do bogatych, był pełen miłości i akceptacji. Nawet jeżeli zdarzały się w nim kłótnie, to ostatecznie zwyciężał pokój i dobro. Maryja, jak każda dobra gospodyni, dbała o niego najlepiej jak umiała. To do niej należało przygotowanie posiłków, do których siadała cała rodzina, to ona dbała o ład i porządek w jego obejściu, to do niej należało tkanie i pranie ubrań całej trójki. W końcu to ona dbała o rozwój i wychowanie dziecka, które tak właściwie nawet nie należało do niej. A jednak to do niej z ufnością przychodził mały Jezus i to jej wyznawał swoją wielką dziecięcą miłość. Maryja jednak wiedziała, że to dom i rodzina są tymi pierwszymi miejscami, w których dziecko uczy się prawidłowych reakcji międzyludzkich. Wiedziała też, że to, czego Jezus nauczy się za młodu, będzie procentowało na przyszłość.
My też wzrastamy w rodzinach. W niektórych jest dość pieniędzy i dzieciom nie brakuje niczego, w innych dzieci często chodzą głodne, bo rodzice nie mają co do garnków włożyć. Niektóre są pełne, w innych jest tylko mama, czy też tata. Jednak na nic zdadzą się bogactwa i biedota, jeżeli w rodzinach zabraknie miłości, pokory, ustępsttw i zrozumienia. Zdrowych reakcji i emocji, przygotowujących jej najmłodszych członków do życia w świecie dorosłych. Oczywiście zdarzają się rodzinyy dysfunkcyjne, w których zdarzają się zachowania patologiczne. Takim rodzicom należy jak najbardziej pomagagć, chociażby poprzez pokazywanie prawidłowych wzorców czy też pomoc systemową, w postaci pracowników socjalnych oraz asystentów rodziny. Nigdy nie zrozumiem tłumaczenia, że na to nie ma pieniędzy. Święta rodzina nie była bogata, ale silna swoją miłością. Niech nasze rodziny też takie będą.
Teologiczne rozważanie -
"Królowo ognisk rodzinnych, przyjdź i drogę wskaż."
Pozdrawiam serdecznie, dziękuję za odwiedziny...
OdpowiedzUsuńZaglądam, ale nie komentuję, bo to nie mój temat...
OdpowiedzUsuńPieśń "Matko, która nas znasz" pamiętam z dawnych pielgrzymek do Częstochowy. To wtedy ją poznałam. Słowa i melodia dobre na drogę. W słowach wielu pieśni zawierają się głębokie treści teologiczne, biblijne nawiązania. Zdumiewa mnie nieraz tekst dawnej pieśni, takiej sprzed stu i więcej lat, gdy odkrywam, jak głęboko teologiczna jest treść. Ta pieśń, "Matko, która nas znasz", jest znacznie nowsza, lata 80-te ubiegłego wieku, współczesna i tutaj raczej nie odczuwam aż takiej głębi.
OdpowiedzUsuńBardzo poruszające rozważania o sile rodziny, która tkwi w miłości i codziennych gestach, a nie w bogactwie. Zgadzam się, że wspieranie innych i pokazywanie dobrych wzorców to nasza wspólna odpowiedzialność, dlatego niech prośba Królowo ognisk rodzinnych, przyjdź i drogę wskaż
OdpowiedzUsuńMyślę, że bez względu na wyznanie , stan majątkowy najważniejsza jest miłość i szacunek w rodzinie.
OdpowiedzUsuńJa również tak uważam.
UsuńZ bogactwem to jest tak jak z nożem. Noża można użyć do ukrojenia chleba i do podcięcia komuś gardła.
OdpowiedzUsuńDo młodych ludzi na pewno nie przemówi wzorzec rodziny sprzed 2 tys. lat. Mlodzi chcą budować swoje wzorce, bo takie jest prawo młodości, czyli rozwoju .
Ale każdy, niezależnie czy młody, czy stary, chce być kochany i szanowany.
Rodzina siłą jest. U nas zawsze w pierwszy czwartek miesiąca jest msza za rodziny . Pozdrawiam serdecznie Karolinko ♥️♥️
OdpowiedzUsuń„w innych dzieci często chodzą głodne, bo rodzice nie mają co do garnków włożyć.”
OdpowiedzUsuńTo samo w Kanadzie. I co najgorsze — zdarza się, że dzieci naprawdę nie mają co jeść, a jednocześnie rodzice znajdują pieniądze na tatuaże, papierosy, alkohol czy narkotyki. Tego się nie da usprawiedliwić. Niektóre osoby po prostu nie powinny mieć dzieci, bo z góry skazują je na trudne, często dysfunkcyjne życie.
„Takim rodzicom należy jak najbardziej pomagać, chociażby poprzez pokazywanie prawidłowych wzorców…”
Czasami jest to po prostu niemożliwe. Widziałem kiedyś program o „edukowaniu” takich ludzi — i byłem w szoku, że nawet najbardziej podstawowe zasady normalnego funkcjonowania trzeba im tłumaczyć jak przedszkolakom. A potem ci sami ludzie wychowują dzieci… Trudno nie mieć poważnych obaw, co z tego wyniknie.
„Niektóre są pełne, w innych jest tylko mama, czy też tata. Jednak na nic zdadzą się bogactwa i biedota, jeżeli w rodzinach zabraknie miłości…”
To akurat stuprocentowa prawda. Pieniądze są ważne, ale same w sobie niczego nie załatwią. Bez rozsądku i odpowiedzialności mogą wręcz pogorszyć sytuację. Silna, normalna rodzina to absolutna podstawa — bez tego wszystko inne się sypie.