Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

czwartek, 7 lipca 2016

Młodzież u stóp Częstochowskiej Panienki z zagadką w tle...

Częstochowa i klasztor braci paulinów na Jasnej Górze skrywają w sobie równie piękną odwieczną tradycję pielgrzymowania jak położone tysiące kilometrów na zachód Santiago de Compostela. To tutaj przybywały rzesze Polaków w najcięższych dla nich czasach, to tutaj, przed obliczem Czarnej Madonny, modliło się wiele władców przed ważnymi bitwami i wydarzeniami. Co roku, w okresie wakacyjnym, niezliczona ilość pątników zmierza do Jasnogórskiej Pani, aby powierzyć jej swoje sprawy, podziękować za otrzymane łaski. Tradycji tej nie przerwały ani rozbiory Polski, ani dwie wojny światowe, ani władza komunistyczna. I oto, w 1991 roku, dwa lata po prawdziwym odzyskaniu przez Polskę niepodległości, masa młodych pielgrzymów, podobnie jak dwa lata wcześniej, przybyła w pieszych pielgrzymkach z różnych stron Europy w to niezwykłe miejsce, aby uczestniczyć w VI Światowym Dniu Młodzieży przypadających w 10 - 15 sierpnia 1991 roku.
Szpic jasnogórskiego klasztoru wyraźnie widać z daleka. Wielu pielgrzymów, pomimo zmęczenia, przyspieszyło kroku. Ci, dla których piesza wędrówka okazała się za daleka, dotarła na miejsce spotkania autokarami, pociągami. Ze stacji kolejowej do klasztoru jest zaledwie 500 metrów. W sumie 1,6 miliona ludzi wstawiło się w tych dniach w wyznaczonym miejscu. Wśród nich, nota bene, 100 tysięcy ludzi zza wschodniej granicy. I to nie tylko młodzieży, ale nawet srogich żołnierzy. Po rozpadzie ZSRR stało się coś, co wcześniej było tylko marzeniem. Wśród nich był młody, zaledwie piętnastoletni chłopak urodzony na Syberii. Jasna Góra, a szczególnie spotkanie z papieżem, zrobiło na nim piorunujące wrażenie. Został tutaj, zrobił karierę. Po piętnastu latach, w jednym z popularnych programów telewizyjnych powie:
- Przyjechałem do Polski w 91 roku i pierwsze swoje kroki skierowałem do Częstochowy. I tam po raz pierwszy zobaczyłem właśnie papieża, Jana Pawła II.
Zagadka brzmi - kto mógł powiedzieć te słowa w "Tańcu z Gwiazdami"?
Po wizycie w rodzinnych Wadowicach papież przybył do Częstochowy. Jadąc papamobile przez pełną ludzi Aleję Najświętszej Maryi Panny spoglądał to na zebraną młodzież, to na wieżę bazyliki. Zewsząd dobiegało go śpiewanie radosnego hymnu tegorocznego spotkania:
Ojciec Jan Góra czuł, jak serce biło mu coraz mocniej. Wszak on sam był autorem słów do niej. Wracając pewnego razu pociągiem do Poznania z kolejnego spotkania odnośnie organizacji ŚDM w Częstochowie, uświadomił sobie, że przecież nie ma jeszcze hymnu. Wyciągnął więc zeszyt, słowa jakoś same przechodziły przez jego pióro. Słowa nawiązywały do końca ery PRL-u, kiedy to Najwyższy wyzwolił wszystkich Polaków z kajdan tego dziwnego systemu, jak również z samych siebie, kiedy to komunistyczne myślenie siedziało głęboko w naszym narodzie. Gotowy tekst dał jednemu podopiecznemu z Duszpasterstwa Akademickiego, które prowadził, aby dopisał odpowiednią melodię. Dominikanin bardzo chciał, aby to młodzież świecka prowadziła śpiew, modlitwy, była konferansjerami, a nie jak dotychczas duchowieństwo. Zebrał więc chętną młodzież i zaczął z nimi ćwiczyć w ośrodku młodzieżowym na Jamnej. Coś jednak im nie szło. Dopiero kiedy ojciec Góra zaproponował, aby cały 700 osobowy zespół chwycił się za ręce ponad swoimi głowami, tworząc w ten sposób jedność. Pieśń i ruch rąk stworzyły uzupełniającą się całość.
W ten niezwykły sposób powitano papieża, kiedy około wpół do osiemnastej wjeżdżał na Jasną Górę. Pieśń została zaintonowana przez młodzież stojącą na pokrytym żółtym suknem podium przy papieskim tronie. Niektórzy z nich zdjęli buty, nie chcąc pobrudzić wykładziny. Ten kto miał w swojej dłoni kij od sztandaru z logo VI Światowego Dnia Młodzieży, powiewał nim na prawo i lewo:
Obchody VI Światowego Dnia Młodzieży poprzedziło Forum Młodych, podczas którego przedstawiciele poszczególnych krajów biorących udział w wydarzeniu wymieniało się spostrzeżeniami oraz problemami w praktykowaniu wiary w ich środowisku. Wśród osób biorących w nim udział była pochodząca z Sudanu Mary Nadi. Opowiadała ona w Polsce o cierpieniach i prześladowaniach chrześcijan w swoim kraju. Prosi zebranych o modlitwę za Sudan. Jej przemówienie tak "uderzyło" organizatorów, że zaproponowali jej wygłoszenia kilku słów do papieża w imieniu Afrykańczyków. O tym Sudanka nawet nie śniła. Podczas przemówienia stało się coś niezwykłego - dziewczyna nagle zaczęła biec i wpada w objęcia Ojca Świętego. Poprosiła go, aby przyjechał do Sudanu. "Przyjadę" - brzmiała odpowiedź.
Tymczasem na wałach robiło się coraz goręcej. Atmosferę podgrzewał fakt, że pielgrzymi zza wschodniej granicy zajęli sektor zarezerwowany dla grupy z Francji. Francuzi nadzwyczaj dojrzale przyjęli tą wiadomość, postanawiając rozdzielić się i na własną rękę dostać na wały. Na horyzoncie pojawił się Krzyż Roku Jubileuszowego niesiony przez młodzież. Za chwilę rozpoczął się słynny Apel Jasnogórski uzupełniony o papieskie rozważanie. Słynnemu zawołaniu jasnogórskiemu przypisał symbole Światowego Dnia Młodzieży: JESTEM - Krzyż Roku Jubileuszowego, PAMIĘTAM - Pismo Święte, CZUWAM - ikona. A wszystko opatrzone komentarzem. Pod koniec Apelu miał miejsce jeszcze jeden wzruszający incydent - do papieża podszedł kapelan Rodzin Katyńskich, ksiądz Zdzisław Peszkowski i podał mu mały krzyżyk wykonany z korzeni drzewa, które wyrosło na mogiłach polskich żołnierzy w Charkowie.
15 sierpnia, kiedy w Polsce przypada uroczystość Wniebowzięcia, Częstochowa przeżyła największe zagraniczne oblężenie od czasów potopu szwedzkiego. Szczęśliwcom udało się dostać na wały, z których widzieli cały ołtarz, reszcie, która znajdowała się na Alei Najświętszej Maryi Panny i przyległych ulicach, musiały wystarczyć porozstawiane telebimy. Ale nie to było najważniejsze - najważniejsze było usłyszenie przesłania, jakie dla młodych miał Jan Paweł II. Tym bardziej, że hasło VI Światowego Dnia Młodzieży było bardzo intrygujące - "Otrzymaliście Ducha przybrania za synów"(List św. Pawła do Rzymian). Papież przemawiał po polsku, jego słowa były jednak tłumaczone na inne języki i transmitowane za pomocą radia. "Drodzy przyjaciele, wiecie z doświadczenia, że upadek ideologii w krajach Europy Środkowej i Wschodniej pozostawił w wielu waszych kolegach i koleżankach uczucie głębokiej pustki, wrażenie, że zostali oszukani, a także zniechęcenie i lęk przed przyszłością." - zniechęcenie, lęk, pustka, narkotyki - były to po prostu inne formy niewolnictwa. Być może nawet bardziej niebezpieczne niż niewola zewnętrzna, której na własnej skórze doświadczyło tak wielu uczestników tego spotkania. "Również w krajach Europy Zachodniej wielu młodych ludzi zatraciło motywy, dla których warto żyć. Objawem tego głębokiego zagubienia jest zjawisko uciekania się do narkotyków. Brak zainteresowania polityką zdradza u wielu poczucie bezsilności w walce o dobro. "Do tych braci i sióstr jesteście posłani wy, jako zwiastunowie Dobrej Nowiny o zbawieniu. Spotykając Jezusa Chrystusa dzięki waszemu radosnemu świadectwu, spotykając Chrystusa i poznając nasze powołanie do godności synów Bożych, będą mogli odnajdywać sens życia. Cierpienie ich bowiem to pragnienie odkrycia znaczenia ludzkiego życia, a przecież Chrystus jest Prawdą, która człowieka wyzwala! Tych wszystkich, którzy są zawiedzeni ziemskimi zadaniami cywilizacji, zapraszajcie do współpracy w budowie "cywilizacji miłości" - padło w pewnym momencie. Dla 1,6 miliona młodych była to zachęta do głoszenia Ewangelii nawet w najdalszych zakątkach naszego globu.
Po dwóch dniach i dwóch nocach spędzonych na Jasnej Górze, papież odleciał do Krakowa, a następnie na Węgry. Było to dopełnieniem wizyty w Częstochowie - wszak to z Węgier przybyli bracia paulini, którzy opiekują się jasnogórskim sanktuarium od przeszło 600 lat...

Post ten dedykuję wszystkim, którzy w tamtych dniach przebywali na spotkaniu z Ojcem Świętym :)

1 komentarz:

  1. A dziękuję bardzo za dedykację. Byłam. Dwa dni. Spaliśmy w autokarze i żeby cokolwiek zobaczyć wchodziliśmy na dachy domów. Mnóstwo ludzi i ogromne przeżycie.:)

    OdpowiedzUsuń