Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

Jaki był ten dzień

"Jaki był ten dzień,
co darował, co wziął?
Czy mnie wyniósł pod niebo,
czy zrzucił na dno?
Jaki był ten dzień,
czy coś zmienił, czy nie?
Czy był tylko nadzieją
na dobre i złe?"

niedziela, 23 lipca 2023

1653. "Żeby choć papież spojrzał na mnie przez białe swe palce...", J. Twardowski, "Wielkanocny pacierz"

- A widziałaś z bliska papieża? - zapytał mnie w tamten środowy wieczór tata, kiedy do niego zadzwoniłam.
- No tak. Właściwie to bliżej niż dziesięć lat temu...

Nie mogłam mu przecież powiedzieć co się stało, bo jeszcze by dostał zawału serca z wrażenia. Wystarczyło, że mi powoli puszczały emocje po tym dniu. A dając mu taką odpowiedź wcale nie byłam daleko od prawdy. Czasami w naszym życiu dzieją się takie rzeczy, o których nawet nawet nam się nie śniło, które wydają nam się nierealne. A jednak są rzeczywistością odmieniającą nasze szare życie i nadającą najpiękniejszych kolorów naszym dniom.

Tradycją jest, że w środowe przedpołudnia w Watykanie mają miejsce audiencje generalne, na które mogą przyjść wszyscy chętni wierni. Konstruując plan naszej wizyty studyjnej niemal od razu wiedzieliśmy, że koniecznie musi się w nim znaleźć środowa audiencja generalna z papieżem. I tak też się stało, a zwiedzanie Wiecznego Miasta w tym dniu musiało być dostosowane do tego punktu. 
Środowa audiencja generalna rozpoczyna się o godzinie 9:00 rano, jednak aby wejść na Plac św. Piotra, trzeba przybyć na miejsce o wiele wcześniej. Dlatego poprzedniego dnia ksiądz, który będzie błogosławionym prosił wszystkich, aby się nie spóźnili, bo "zabije". Na pocieszenie jednak dodał, że wcześniej rozgrzeszy. Taki z niego łaskawca i żartowniś. Ale z drugiej strony na godzinę 7:15 zaplanowany był wyjazd do Watykanu, tak aby na pewno zdążyć na czas.
W środę wstałam dosyć wcześnie. Założyłam specjalnie przygotowane na ten dzień ubranie - granatowe spodnie, białą koszulę, kamizelkę, a nawet lepsze buty. Na takiej wizycie warto wyglądać trochę lepiej, w końcu było się w gościnie u samej głowy Kościoła Katolickiego. Potem poszłyśmy na śniadanie, a następnie jeszcze na chwilę wróciliśmy do pokoju - ja po mój plecak, a Wisia po to, aby się ogarnąć. W zasadzie już po chwili mogłam zejść na dół. Akurat pierwsza tura naszej grupy pakowała się do dwóch vanów. Pani wykładowczyni, widząc mnie, zamachała abym wsiadła do ich auta. Z jednej strony mieli już komplet, ale z drugiej jednak jestem osobą dosyć niewielkich rozmiarów, dzięki temu można mnie zmieścić tu i ówdzie. Wylądowałam więc na tylnym siedzeniu, między księdzem który będzie błogosławionym, a wewnętrznym obiciem samochodu. Siedziała nas tam czwórka, podróż jednak nie trwała zbyt długo (jakieś 10 minut), można było więc znieść wszelkie niewygody. Po drodze ksiądz wręczył mi wejściówkę i prosił abym w miarę możliwości trzymała się blisko niego.
Nie wiem jak on to zrobił, ale postarał się dla całej grupy o miejscówkę tuż przy podium, z którego przemawiał papież. O tym jednak dowiedziałam się dopiero na miejscu (cały czas byłam przekonana, że będziemy na głównym placu, a nie przyszło mi do głowy, byśmy byli gdzie indziej). Nawet się ucieszyłam, że z bliska zobaczę papieża. Dlatego tak bardzo prosił wszystkich o punktualność - na ten poziom wpuszczają tylko do określonej godziny - później zostaje już tylko Plac św. Piotra. Skutki spóźnienia odczułam już dekadę temu, kiedy mieliśmy załatwione specjalne wejściówki dla osób niepełnosprawnych. Nie dojechaliśmy na czas, toteż nie wpuszczono nas na sektor i musieliśmy zostać na Placu. Na szczęście teraz byliśmy bardziej zdyscyplinowani.
Na miejscu trochę musieliśmy się nachodzić, aby znaleźć wejście, do którego była najmniejsza kolejka. Tym bardziej, że po wejściu na teren Watykanu musieliśmy jeszcze dojść do wejścia prowadzącego na nasz sektor. Trochę zaskoczyła mnie kontrola na bramkach - pozwolili mi wnieść na teren spotkania butelkę z wodą mineralną. Wiem, że częściej każą się pozbyć wszelkich napoi. Z drugiej strony tego dnia było dosyć ciepło, więc może dlatego wszelkie destrukcje w tym względzie zostały zmniejszone?  Właściwie dopiero wtedy dotarło do mnie gdzie będziemy siedzieć. Nawet się ucieszyłam - tak blisko jeszcze nie widziałam papieża.
Ksiądz zostawił naszą grupę na miejscu, po czym poszedł po tych, którzy przyjechali drugą turą. Wkrótce wszyscy już siedzieliśmy w sektorze i z niecierpliwością czekaliśmy, aż nadejdzie godzina 9:00, a wraz z nim pojawi się papież Franciszek. Jakoś tak mechanicznie pomyślałam wtedy o księdzu niosącym światło, że szkoda, że go tutaj nie ma. Może jakby był to by mu się polepszyło? Przed godziną 9:00 z głośników rozległ się głos spikera, który podawał ostatnie informacje na temat spotkania, a także przedstawił oficjalne grupy biorące udział w audiencji. Wśród nich znalazł się też nasz Uniwersytet. 
W końcu nadeszła tak bardzo wyczekiwana godzina i na podium pojawił się Ojciec Święty Franciszek. Wierni przywitali go gorącymi oklaskami. Chwilę potem wszystkich pobłogosławił na początek spotkania i życzył nam Pokoju Pańskiego. Następnie został odczytany w różnych językach fragment Ewangelii wg św. Mateusza opowiadający o tym, jak Jezus pouczał uczniów, że nie powinni go przewyższać, a być jak on. Że to co usłyszą powinni powtórzyć z wiarą. Co ciekawe, zakonnica odczytująca tekst po polsku pomyliła się i zamiast "Ewangelii wg św. Mateusza" przeczytała "Księga proroka Izajasza" (sam tekst lekcji się jednak zgadzał). Ze zdziwieniem spojrzałam na księdza, który tylko złapał się za głowę. No cóż, wyszło na to, że prorok Izajasz przewidział również to, co za kilka wieków padnie z ust Jezusa Chrystusa.
To zdjęcie wykonał jeden z naszych wykładowców, który siedział w trochę innym miejscu niż ja
Po przeczytaniu Ewangelii (w języku polskim była jako ostatnia) głos zabrał papież. Kazanie wygłoszone zostało co prawda po włosku, jednak wykładowcy tłumaczyli nam je na bieżąco przez radyjko na język polski. Tego dnia przemówienie dotyczyło pierwszego koreańskiego świętego, księdza Andrzeja Kim-Tae. Był on zarazem pierwszym katolickim księdzem w tym kraju (żył 200 lat temu). Wcześniej jednak Dobra Nowina była głoszona przez świeckich misjonarzy. Zarówno oni, jak i św. Andrzej, niejednokrotnie byli odrzucani. Poprzez ten przykład papież pokazał, jak ważna jest gorliwość w byciu apostołem oraz podkreślił, że każdy ma prawo do upadku. Upadek nie przekreśla naszej szansy na zbawienie, a uczy nas pokory i cierpliwości względem samych siebie (pełny tekst przemówienia możecie przeczytać >>tutaj<<). Następnie katecheza została streszczona w różnych językach, w tym po polsku. Na koniec tego streszczenia papież Franciszek pozdrowił Polaków w języku włoskim, nawiązując do przypadającego tego dnia wspomnienia Maryi Wspomożenia Wiernych. Poprosił też o to, byśmy żyli tak, aby inni mogli rozpoznać w nas uczniów Chrystusa. Spotkanie zakończyło się odśpiewaniem modlitwy "Ojcze nasz" po łacinie oraz końcowym papieskim błogosławieństwem.
Myślałam, że na tym już koniec, kiedy usłyszałam ciche wołanie księdza, który będzie błogosławionym. Odwróciłam głowę w jego stronę i zauważyłam, jak kiwa ręką w moją stronę. Nie domyślając się o co mu chodzi, spełniłam jego prośbę. "Niech pani pójdzie ze mną" - powiedział nachylając się do mojego ucha i wskazując ręką barierki. "To się nie uda, nie ma szans!" - odparłam podążając za jego tokiem myślenia. "Zobaczymy" - odparł eskortując mnie na sam przód sektora. Tutaj poprzesuwał krzesła, tam z kimś zamienił słowo lub dwa. Ostatecznie znalazłam się tuż przy barierkach oddzielających plac od sektora. Wkrótce dopchali się do mnie klerycy z katowickiego seminarium duchownego, również uczestnicy wyjazdu, a także pani rektor naszego Uniwersytetu. 
Błogosławiona między przyszłym duchowieństwem i kadrą uniwersytecką
"Jak będzie przejeżdżał obok pani papież, to niech pani wyciągnie rękę" - poinformował mnie ksiądz. Z przejęcia tylko pokiwałam głową. Tymczasem papieżowi wcale się do nas nie spieszyło i kursował między sektorem dla osób niepełnosprawnych, a grupami gromadzącymi się na schodach przed bazyliki w celu zrobienia sobie zdjęcia z głową Kościoła. W końcu straciłam nadzieję. Pomyślałam, że widać zobaczenie papieża z tak bliska powinno mi wystarczyć. Kilka razy odwróciłam się w stronę księdza, którego wzrok dodawał mi nieco otuchy.
I nagle okazało się, że papież jedzie właśnie w kierunku naszego sektora. Już był na jego początku, już był niedaleko. I wtedy zupełnie nieoczekiwanie zadzwoniła komórka papieża. Myślicie, że ma jakiś ekstra najnowszy model? Gdzie tam, to by było do niego niepodobne. Zwykła stara motorola z klapką zupełnie mu wystarcza. Widziałam to zaskoczenie na twarzach zgromadzonych. Ale widać taki minimalizm w zupełności mu odpowiada. Po zakończeniu rozmowy oddał komórkę jednemu ze swoich ochroniarzy, a drugi pchał jego wózek wolno do przodu. 
W końcu pojawił się tuż przede mną. Nieśmiało wyciągnęłam do niego rękę, a on ją złapał. Stojący obok mnie Paul zdążył jeszcze powiedzieć mu po angielsku, że jesteśmy grupą studentów z Wydziału Teologicznego Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach.
To była chwila, moment, dla mnie jednak trwała całą wieczność. Wiele rzeczy mogłabym sobie wyobrazić, ale nie to, że dotknę papieża. Nie byłam tego godna. Pomyślałam, że na moim miejscu powinni być ci wszyscy chorzy i cierpiący. A może po prostu przyszło mi wystąpić w ich imieniu? Poczułam też, że ktoś taki jak ja, którego drugi człowiek może nie zauważyłby na ulicy, a nawet jakby zauważył, to popatrzyłby na mnie z odrazą, ktoś niewiele znaczący dla innych, niezauważalny, pomijany, okazał się na tych kilka sekund najważniejszą osobą dla Ojca Świętego.
Papież pojechał dalej, ludzie zaczęli się rozchodzić. Odwróciłam się w kierunku księdza, który będzie błogosławionym. "Udało się" - szepnęłam. "Wiedziałem, że się uda" - oznajmił mi, kiedy przechodziliśmy między krzesłami. Wzięliśmy nasze rzeczy i ruszyliśmy w kierunku wyjścia. Po drodze jeszcze raz dane mi było zobaczyć papieża Franciszka, tym razem jadącego papamobile między sektorami z ludźmi.
Po skończonej audiencji zgromadziliśmy się przy jednej z fontann na Placu św. Piotra. Niemal od razu odnalazłyśmy się z Wisią, z którą rozdzieliłyśmy się na czas audiencji. Nie musiałam jej mówić co się stało. Sama przyznała, że wiedziała, iż ksiądz zrobi wszystko, abym dotknęła papieża. Miałyśmy przed sobą trochę wolnego czasu (do godziny 13:00), a więc najpierw pokręciłyśmy się po Watykanie, a następnie poszłyśmy coś zjeść.
Słynna kolumnada z jedynym polskim świętym - świętym Jackiem
O godzinie 13:00 spotkaliśmy się grupą w umówionym miejscu, po czym ruszyliśmy w kierunku jednej z czterech bazylik większych w Rzymie - Bazyliki Matki Bożej Śnieżnej. Została ona wybudowana w miejscu, gdzie w nocy z 4 na 5 sierpnia 352 roku spadł śnieg. Zdarzenie to było wcześniej zapowiedziane we śnie papieżowi Liberiuszowi oraz rzymianinowi Janowi przez samą Matkę Bożą. Na pamiątkę tej historii każdego roku w dniu 5 sierpnia z dachu bazyliki zrzucane są płatki róż. Pod ołtarzem głównym znajdują się relikwie żłóbka Pana Jezusa. Inna ciekawostka to taka, że od 2016 roku archiprezbiterem bazyliki jest polski kardynał - Stanisław Ryłko, natomiast na fresku w zakrystii można wypatrzeć podobiznę zamku krzyżackiego w Malborku.
Na godzinę 15:30 mieliśmy zaplanowaną Mszę świętą w sanktuarium Matki Bożej Nieustającej Pomocy, w którym posługują polscy księża. Po drodze ksiądz zapytał mnie, czy nie chciałabym przeczytać na niej Pierwszego Czytania. Byłam trochę zaskoczona jego propozycją, ale skoro sam wyszedł z taką inicjatywą, to nie było sensu protestować. Wszak w rodzinnej parafii raczej by to nie przeszło.
Sanktuarium wybudowano na Wzgórzu Eskwilwińskim pomiędzy Bazylikami Matki Bożej Większej (Matki Bożej Śnieżnej) i św. Jana na Lateranie. Jest jednym z nielicznych przykładów neogotyku w Rzymie. Wybudowano go w połowie XIX wieku. Według tradycji podczas wykopów fundamentów znaleziono złotą monetę wenecką z wizerunkiem Odkupiciela, co było znakiem szczególnego powodzenia. Świątynią opiekują się księża redemptoryści.
Po Mszy świętej i pamiątkowym zdjęciu udaliśmy się w kierunku innej Bazyliki Większej - bazyliki św. Jana na Lateranie. Nie wiem jak to się stało, ale po drodze część grupy po prostu się zgubiła. Wydaje mi się jednak, że ksiądz-Ptasiarz specjalnie się tym nie przejął. Owszem, czekał na wszystkich pod budowlą, ale nie wydawał się jakoś zdenerwowany tym stanem rzeczy. Ja zaś patrzyłam na teren wokół świątyni i wyobrażałam sobie tą rzeszę młodych ludzi, którzy zgromadzili się na placu przed nią podczas XV ŚDMu w Rzymie w 2000 roku.
Obelisk przed Bazyliką
Laterańską
Podzieliłam się moim spostrzeżeniem z księżmi, którzy przyznali, że jeszcze nie patrzyli na ten teren z tej perspektywy. To musiał być imponujący widok. Tymczasem zguby powoli się odnajdywały. Kiedy już wszyscy się odnaleźli, weszliśmy do środka świątyni. 
Bazylika ta była siedzibą papieży od 313 roku. W 1308 roku Lateran został spalony i ograbiony. Papieże od jakiegoś czasu mieli już swoją rezydencję w Awinionie. Wracający z wygnania papież Grzegorz IX przeniósł siedzibę na Watykan. 
Pewnym zaskoczeniem może być to, że to właśnie Bazylika św. Jana na Lateranie uznawany jest za najważniejszą katolicką świątynię na świecie. Nic dziwnego, skoro nosi tytuł Matki i Głowy kościołów całego Miasta i Świata.
Historia świątyni związana jest z uznaniem przez Konstantyna chrześcijaństwa jako pełnoprawnej religii. Wtedy też Lateran został podarowany papieżowi. Wybudowano na nim kościół, zaś samo wzgórze stało się siedzibą papieży na kolejnych tysiąc lat. To na nim odbyło się pięć powszechnych soborów oraz mieszkało ponad 150 papieży (23 z nich pochowanych jest w bazylice).
Z pierwotnej bazyliki Konstantyna pozostało niewiele. Trzęsienia ziemi, pożary oraz ogólne przebudowy wpłynęły na ogólny wygląd kościoła. Nie mniej do dzisiaj można podziwiać oryginalne baptysterium, gdzie papież miał ochrzcić cesarza (sam budynek został przebudowany w V i XVII wieku). W kaplicy św. Jana Ewangelisty można obejrzeć mozaiki z V wieku. Sama bazylika jest pięcionawowa, zbudowana na planie łacińskiego krzyża. Na piętrze fasady znajduje się galeria, z której papież błogosławi pielgrzymów podczas święta Wniebowstąpienia Pańskiego. W centrum bazyliki znajduje się ołtarz, przy którym Mszę świętą może  sprawować tylko papież. 
Naprzeciwko Bazyliki na Lateranie znajduje się kaplica, w której zostały umieszczone schody, na których biczowano Pana Jezusa. Wierni pokonują je na kolanach, co przywodzi mi na myśl święte gradusy w mojej ukochanej Kalwarii Zebrzydowskiej. Niestety, tego dnia były one zamknięte, a więc nie mogliśmy ich przejść, ani nawet zobaczyć. Jako alternatywę wybraliśmy nawiedzenie grobu siedmioletniej Służebnicy Bożej Antonietty Meo (znanej też jako Nennoliny), która od szóstego roku życia pisała listy do Pana Boga. Wykazała się przy tym niezwykłą wiedzą teologiczną, która do dzisiaj zachwyca każdego naukowca w tej dziedzinie.
Po tak ekscytującym i pełnym wrażeń dniu wróciliśmy na nocleg, przed którym siostry  zakonne przygotowały nam smaczny obiad. Pierwotny plan zakładał, że wykładowcy pójdą na obiad z kolegami i koleżankami z tutejszych uczelni, a my zjemy coś na mieście. Jednak tuż przed audiencją do księdza, który będzie błogosławiony, zadzwoniła jedna z zakonnic z zapytaniem, na którą ma być przygotowany obiad. Nie wiem jak to się stało, że się nie dogadali co do tego dnia. W każdym razie, żeby już nie robić zamieszania, nauczyciele odwołali swój obiad oraz poinformowali nas, że jednak jemy w Domu Pielgrzyma. Nawet jeżeli ktoś z nas był zły z tego powodu, to przeszło mu po podaniu posiłku, a zwłaszcza deseru. Jedliście kiedyś jabłecznik z kulką lodów śmietankowych? Coś pysznego!
Na koniec zrobiłyśmy sobie z dziewczynami z magisterki babski wieczór. Jedna z nich wzięła ze sobą maseczki na twarz, które postanowiłyśmy wykorzystać. Efekt naszej zabawy był mniej więcej taki:
Dla odmiany wykładowcy robili sobie seans psychoanalizy... Przynajmniej tak wynikało z ich rozmowy. No cóż, każdy ma swój sposób na odreagowanie dnia. Wieczorem, po kolacji, zapytałam księdza, który będzie błogosławionym, dlaczego to zrobił, dlaczego tak bardzo zależało mu, żebym "spotkała się" z papieżem. Przecież oprócz mnie na tym wyjeździe było prawie 30 osób, każdego mógł doprowadzić przed te barierki (inna sprawa, że wielu to się udało bez jego pomocy). Ksiądz poprawił tylko okulary i stwierdził, że i tak ma wyrzuty sumienia, że za bardzo obciążył mnie tą wycieczką pod względem organizacyjnym i chciał mi to wynagrodzić w inny sposób, niż finansowy (nie dość, że pojechałam za free, to jeszcze dostałam niewielką zapłatę za to wszystko). I jeszcze powiedział mi jedną istotną rzecz - ale to już zachowam dla siebie. W każdym razie myślę, że on od początku miał to gdzieś z tyłu głowy. Że musi zrobić wszystko, abym mogła przynajmniej wymienić spojrzenie z Franciszkiem.
Tak mniej więcej wyglądał nasz studyjny wyjazd do Rzymu. Trochę nauki, trochę zwiedzania, trochę niespodzianek, trochę wygłupów. Jedyne czego żałuję to tego, że nie porobiłam zbyt dużo zdjęć. Ale wiecie, nowy aparat fotograficzny, który w dodatku nie chciał "zaskoczyć" z kartą pamięci, nie wiedziałam, jak to będzie. Kiedy po przyjeździe do Polski podłączyłam go do komputera i zobaczyłam, że tych kilka zdjęć jednak zapisało się na niej, to z jednej strony się ucieszyłam, ale z drugiej poczułam złość, że tylko tyle. No nic, będzie trzeba jeszcze kiedyś pojechać do Rzymu. Mam tylko nadzieję, że stanie się to szybciej, niż za 10 lat.

37 komentarzy:

  1. Wspaniała pamiątka. Gratulacje!

    OdpowiedzUsuń
  2. No Karolino, niechaj to zdarzenie przyniesie Ci szczęście, albo już przyniosło?
    jotka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, czy przyniesie mi to szczęście, w każdym razie było dla mnie niesamowitym i na pewno niezapomnianym przeżyciem. Pozdrawiam

      Usuń
  3. Gratuluje, udało się, pamiątka na całe życie, przepięknie spędzony czas i duchowo i wzrokowo, pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, udało się. Chociaż sama do końca nie wierzyłam, że to się stanie. Do dzisiaj, po dwóch miesiącach, mam łzy w oczach na samo jego wspomnienie. Pozdrawiam

      Usuń
  4. Wspaniałe wydarzenie, aż się wzruszyłam. Wszelkiego dobra Karolino.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niezapomniane. Mam nadzieję, że nigdy go nie zapomnę. Że ta chwila na zawsze pozostanie w moim sercu i pamięci. Pozdrawiam

      Usuń
  5. Gratuluję! Dotknięcie dłoni przez papieża to wielki zaszczyt i wyróżnienie.
    Jestem pewna, że było to nieprzypadkowe.
    Serdecznie pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak myślisz? Bo ja w dalszym ciągu mam wrażenie, że nie byłam tego godna... Pozdrawiam

      Usuń
  6. Karolinko ♥
    wspaniały post, pełen radości i chwil szczęśliwości ..Watykan to wyjątkowe przepiękne miejsce 💛
    przeżyłaś cudowne zdarzenia, zdjęcia znakomite i wrażenia, które zostaną w Twoim sercu na zawsze 💗

    - pozdrawiam najcieplej i ściskam najserdeczniej 💝💙💖

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W zasadzie to chyba nie da się słowami opisać tego wszystkiego, co wtedy się przeżyło. Bogactwo językowe przybiera tutaj jednak formę ubóstwa. Pozdrawiam najserdeczniej

      Usuń
  7. Przeczytałam z wypiekami na twarzy. Karolinko, napiszę jak mawia moja koleżanka, dla takich chwil warto żyć.
    Ściskam Cię mocno:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, dla takich chwil warto żyć. Warto mieć wokół siebie też osoby, które przyczynią się do tego, by takie chwile miały miejsce w naszym życiu. Pozdrawiam

      Usuń
  8. Wspaniała przygoda i przeżycie, ale Wzgórze Eskwilińskie (od nazwy Eskwilin), chyba w pośpiechu poprzestawiało się i zginęła sylaba

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktycznie, pośpiech i dość późna pora pisania wpisu zrobiły swoje. Dziękuję za zwrócenie uwagi i melduję, że już wszystko zostało skorygowane :). A przeżycie jak najbardziej niesamowite, bo w zasadzie niespodziewane. Pozdrawiam

      Usuń
  9. Witaj, Karolino.

    Piękne wydarzenie:) Życzę Ci, by jak najwięcej takich pozytywnych emocji pojawiało się w Twoim życiu:)

    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. Daj Boże, żeby się spełniło. Pozdrawiam

      Usuń
  10. Piękna relacja, Karolinko,
    Wspaniały i niezapomniany wyjazd i wielkie przeżycie! Promieniejesz!
    Zdjęcia mówią same za siebie. Żałujesz, że nie zrobiłaś więcej zdjęć?! Ależ zrobiłaś! Te najpiękniejsze są w Twoim sercu.
    Twoja relacja nie dość, że piękna, jest szczegółowa, więc mogłam zatrzymać się również przy opisie Bazyliki Matki Bożej Śnieżnej, o której kiedyś sporo czytałam.
    Dziękuję, że podzieliłaś się z nami tymi wspaniałymi wydarzeniami i przeżyciami!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację - najpiękniejsze zdjęcia są odciśnięte na negatywach naszych serc. Zresztą temu tematowi poświęciłam nawet jeden z pierwszych wpisów na tym blogu. A jednak chciałoby się Wam tak wiele pokazać. Chociaż może wtedy zbyt bardzo skupiłabym się na fotografowaniu, a nie na tym, co najważniejsze. Pozdrawiam serdecznie

      Usuń
  11. Karolinko, tak byłam i jestem zajęta swoją Wielką Zmianą Życiową że nie zaglądałam do Ciebie a Twoja wielka ważna pielgrzymka się działa. Byłam tak blisko Naszego Jana Pawła II w 2007 roku i wiem, jakie to Przeżycie niezapomniane.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nic nie szkodzi. Rozumiem sytuację i gorąco kibicuję Ci w tej zmianie. I cieszę się, że mimo wszystko znalazłaś czas, aby do mnie zajrzeć. Zastanawia mnie tylko, czy nie pomyliłaś dat lub papieży, bo w 2007 na papieskim tronie zasiadał Benedykt XVI... Pozdrawiam

      Usuń
  12. Piękny wpis, wzruszyłam się...
    Spełniaj dalej marzenia!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W zasadzie to nawet nie było moje marzenie, bo nigdy nawet nie marzyłam, aby dotknąć papieża. Nie czułam się tego godna. A jednak stało się. Pozdrawiam

      Usuń
  13. Karolinko, cieszę się Twoją radością.
    Małgosia X

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Gosiu. Pomodliłam się tam też za Twoją mamę. Pozdrawiam

      Usuń
  14. Jestem niewierząca a i tak niezmiernie się wzruszyłam tym wyjątkowym spotkaniem i gestem. Cieszę się bardzo, że spotkało to akurat Ciebie bo wiem ile ten krótki moment dla Ciebie znaczy. Jesteś cudowną osobą, w tych trudniejszych momentach codzienności myśl sobie o tym, że "poznałaś" Papieża 🙂. Pięknej środy, niech Ci się wszystko pomyślnie splata.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To miło czytać od Ciebie takie rzeczy. To prawda, tych kilka sekund znaczyło dla mnie niezwykle dużo. Do dziś, kiedy wracam myślami do tamtego dnia, mam łzy w oczach. Papież Franciszek to niezwykły człowiek, dla którego każdy człowiek jest tak samo ważny. Pozdrawiam

      Usuń
  15. Wspaniała przygoda... Gratuluję.

    OdpowiedzUsuń
  16. kochana, piękna relacja! niesamowite spotkanie!
    okularnicawkapciach.wordpress.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję serdecznie. Cieszę się, że Ci się podoba. Pozdrawiam

      Usuń
  17. Jak to nie byłaś godna go dotknąć? W chrześcijaństwie przecież wszyscy są sobie równi. Nie ma wyższych i ważniejszych. Jezus nawoływał do tego, fragment Ci tam przeczytano, który jasno o tym właśnie mówi.
    Poza tym w Biblii jest napisane, że nikogo oprócz Boga, mamy nie nazywać Ojcem Św. Nigdy Cię to nie zastanowiło?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla Boga jesteśmy równi, dla człowieka nie. Doświadczam tego na co dzień, więc dlaczego ktoś taki jak papież miałby mnie nie pominąć.
      Wiem, że wierzysz w sposób biblijny i na serio bierzesz to, co jest w Piśmie Świętym. Ja jednak jeszcze wierzę w dogmaty, w tym ten o papieżu. W końcu św. Piotr sam pisał o sukcesji po Jezusie, więc...
      Pozdrawiam

      Usuń
    2. No i właśnie – dla człowieka. Pismo Św. uczy patrzeć na ludzi tak jak patrzy Jezus. Bez żadnej oceny. Z Duchem Świętym jest to wykonalne. Po ludzku niemożliwe.
      Wiesz, po prostu gdyby stolica piotrowa jeszcze faktycznie była bez przerwy zajmowana, ale tak nie jest... Ja rozumiem słowa Piotra inaczej, ale to już chyba temat na rozmowę, nie komenty. ;)

      Usuń
  18. Wspaniałe chwile przeżyłaś. Ja byłam dwa razy w Watykanie i na spotkaniu z papieżami. Raz na audiencji z papieżem Janem Pawłem II i też przejeżdżał blisko nas. Mogę powiedzieć że widziałam świętego :-). A drugi raz na Aniele Pańskim z Papieżem Franciszkiem. Po były niezapomniane momenty mojego życia. Pozdrawiam :-).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To moja druga audiencja z papieżem Franciszkiem, ale pierwszy raz byłam tak blisko niego. Wierzę, że dotknęłam przyszłego świętego. Pozdrawiam

      Usuń