Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

Jaki był ten dzień

"Jaki był ten dzień,
co darował, co wziął?
Czy mnie wyniósł pod niebo,
czy zrzucił na dno?
Jaki był ten dzień,
czy coś zmienił, czy nie?
Czy był tylko nadzieją
na dobre i złe?"

sobota, 22 lipca 2023

1652. "Ścieżkami świata po śladach wiary przybywamy do Rzymu, by tam usłyszeć echo słowa, które wciąż rozbrzmiewa" (cz. 2)

W mojej opowieści o majowej podróży studyjnej do Rzymu pozwolę sobie przeskoczyć środowe przedpołudnie (do którego wrócę w następnym wpisie) i przybliżyć Wam co się działo w środę po południu, w czwartek oraz w piątek. A działo się całkiem niemało.

Czwartek, podobnie jak wtorek, rozpoczęliśmy poranną Mszą świętą sprawowaną w kaplicy mieszczącą się w Domu Pielgrzyma, gdzie byliśmy zakwaterowani. Co prawda nie był to obowiązkowy punkt dnia, jednak starałyśmy się wraz z Wisią (z którą dzieliłam pokój) właściwie codziennie w nim uczestniczyć, skoro miałyśmy taką okazję. Same Msze odprawiane były to przez jednego, to przez drugiego z księży, którzy przyjechali z nami do Rzymu.
Pierwszym punktem czwartkowego dnia było nawiedzenie katakumb św. Kaliskta i Sebastiana. Chociaż Sienkiewicz w swoim "Quo vadis" stworzył w nich miejsce, w którym pierwsi chrześcijanie odprawiali Msze święte, to tak naprawdę pełniły one funkcje współczesnych cmentarzy. To w nich chowani byli obywatele Rzymu, niektórzy nawet mają całkiem niezłe mauzolea, a bliscy tych osób nawiedzali ich grobowce. W katakumbach spoczywają zarówno poganie, jak i chrześcijanie, ludzie w różnym wieku i płci. To bardzo ciekawe miejsce, niestety bez możliwości wykonywania fotografii.

Kościół Domine Quo Vadis (źródło zdjęcia)
Po około godzinnym zwiedzaniu katakumb ruszyliśmy w kierunku znajdującego się niedaleko kościoła Domine Quo Vadis, jak popularnie nazywany jest kościół Najświętszej Maryi Panny w znajdującym się już za murami Rzymu Palmis. Według tradycji to właśnie w tym miejscu Jezus ukazał się uciekającemu z Wiecznego Miasta Piotrowi. Samą zaś scenę można kojarzyć z finału powieści "Quo vadis". W samym kościele znajduje się też pewien polski akcent - to popiersie pierwszego polskiego noblisty.
Z katakumb do kościoła prowadzi najstarsza rzymska droga nazywana Via Appia. Jej główną rolą było połączenia Rzymu z Kampanią (region w południowych Włoszech) i zaopatrzenie go w tamtejsze produkty rolne. Via Appię przemierzaliśmy idąc dalej, w kierunku jednej z Bazylik Większych - Bazyliki św. Pawła za Murami (trzy pozostałe zwiedziliśmy poprzedniego dnia). Ta trasa wynosiła ok. 7 km., a pokonanie jej w pełnym upale wymagało od wszystkich uczestników wyprawy nie lada kondycji i hartu ducha. To ostatnie jednak nie opuszczało nikogo z nas pomimo zmęczenia, które każdemu z nas dawało już się we znaki.
Przy figurze św. Pawła znajdującej 
się wewnątrz bazyliki
Bazylika Większa św. Pawła za Murami jest miejscem domniemanego pochówku św. Pawła Apostoła (sam św. Paweł został ścięty ok. 3 km od tego miejsca) przez Lucynę Rzymską. Początkowo nad grobem wybudowano niewielką kapliczkę, która przetrwała do czasów zbudowania bazyliki.  Świątynia została wzniesiona w IV i V w. przez cesarzy Teodozjusza I, jego syna Arkadiusza oraz Walentyniana II. Starożytną świątynię poświęcił w 390 roku papież Syrycjusz. Przez wieki trwały prace polegające na rozbudowaniu i upiększeniu świątyni. 15 lipca 1823 roku podczas prac dekarskich zaprószono ogień, który strawił prawie cały budynek (a więc niedawno minęło 200 lat od tego zdarzenia). Szybko podjęto się jej odbudowy, starając się przy tym zachować pierwotny kształt świątyni. Trwała ona ok. 20 lat. Ponowne poświęcenie bazyliki nastąpiło w 1854 r
.
Przed bazyliką znajduje się dziedziniec, który otacza granitowa kolumnada. Pośrodku ustawiona została figura św. Pawła trzymającego miecz, który zarazem jest jego atrybutem. To, co rzuca się w oczy na dziedzińcu to zwieńczenie bazyliki, na którym widać wizerunki czterech proroków: Izajasza, Jeremiasza, Ezechiela oraz Daniela. Do świątyni prowadzi Święta Brama, która jest otwierana z okazji jubileuszu roku świętego. To, co zwraca szczególną uwagę w bazylice to ciągnący się przez całe jej wnętrze pas, na którym zostały wymalowane wizerunki wszystkich papieży od św. Piotra do obecnie panującego św. Franciszka. Legenda głosi, że kiedy zabraknie miejsca na kolejne portrety, nastąpi koniec świata. Teoretycznie ma to nastąpić za 6 pontyfikatów (tyle zostało wolnych miejsc), ale podobno już jest pomysł, gdzie zmieścić kolejne wizerunki. W 1980 roku bazylika św. Pawła za Murami została wpisana na listę światowego dziedzictwa UNESCO.
Po zwiedzeniu bazyliki udaliśmy się w kierunku metra, które miało nas dowieść w okolice słynnego Koloseum (które, jak już pisałam, wraz z dziewczynami z roku wyżej odwiedziłam dwa dni wcześniej). Rzymskie metro było bowiem naszym głównym środkiem transportu (oczywiście poza naszymi własnymi nogami). 
Z powodu remontu Koloseum, o którym już wspominałam, niemal w ostatniej chwili zrezygnowaliśmy ze zwiedzania tego ciekawego obiektu. Szczerze powiedziawszy, że miałam nadzieję, że tak się nie stanie, jednak kiedy tydzień przed wyjazdem zobaczyłam na Internecie, iż dalej trwają na nim prace konserwatorskie, wszystko prysło niczym bańka mydlana. Z drugiej jednak strony, jeszcze tego samego popołudnia mieliśmy zaplanowany wykład na temat wpływu rozwoju chrześcijaństwa w pierwszych wiekach naszej ery na kulturę Rzymu, więc przez to, że wypadł nam jeden punkt wycieczki, nie musieliśmy się zbytnio spieszyć.
Zgodnie z założeniem podeszliśmy pod Kapitol (pod którym byłyśmy z dziewczynami już we wtorek), a następnie na taras za Kapitolem, z którego rozwijał się niesamowity widok na słynne Forum Romanum. Ta perspektywa zdecydowanie bardziej mi odpowiadała, niż rynek widziany z poziomu "0".
Zdjęcie Forum Romanum zrobione "na próbę". Według mnie bardzo udane
Następnie udaliśmy się na Uniwersytet Królowej Apostołów na wspomniany wykład. Ponownie był on w języku włoskim, na szczęście nasi wykładowcy w dość precyzyjny sposób dokonywali na bieżąco przekładu tekstu na język polski. Było to o tyle istotne, że pytania z treści wykładu pojawiły się na egzaminie końcowym, który miał miejsce następnego dnia.
Po skończonym wykładzie udaliśmy się na obiadokolację do znanej nam z wtorkowego wieczoru. Po kolacji mieliśmy tzw. czas wolny, który mogliśmy wykorzystać w dowolny dla nas sposób. Trochę pochodziłyśmy z dziewczynami po okolicy (m.in. szukaliśmy drobnych upominków dla naszych wykładowców, którzy towarzyszyli nam przez tych kilka dni), po czym przed 22:00 wróciliśmy na nocleg. Przed snem jeszcze przejrzałam swoje notatki z ostatnich 4 dni, aby przypomnieć sobie wiadomości o najważniejszych rzymskich zabytkach, to, co usłyszeliśmy na Uniwersytetach oraz treść przemówienia wygłoszonego przez papieża Franciszka podczas środowej audiencji generalnej (o której napiszę w kolejnym wpisie). 
Piątek był ostatnim dniem naszej wyprawy. Z samego rana była Msza święta oraz śniadanie, a po śniadaniu - egzamin końcowy. W zasadzie pytania nie były jakąś szczególną niespodzianką, chociaż niektóre były dosyć podchwytliwe. Jednak kiedy człowiek pomyślał, to odpowiedź niemal natychmiast przychodziła mu do głowy. Tak było przynajmniej w moim przypadku. Na 50 pytań miałam 2 lub 3 błędy, więc chyba nie było tak źle. I coś w tym moim dziurawym niczym ser szwajcarski mózgu zostało.
Po skończonym egzaminie (czyli ok. godz. 11) aż do 15:00 mieliśmy czas do wykorzystania tylko dla siebie. Śmialiśmy się nawet, że obecni z nami wykładowcy muszą mieć czas na przeczytanie naszych złotych myśli, które zawarliśmy na kartach egzaminacyjnych i pośmiania się z nich. Razem z dziewczynami z magisterki wybrałyśmy się jeszcze raz na Watykan, aby zakupić ostatnie pamiątki i zjeść ostatnie lody w doborowym towarzystwie. Kocham te dziewczyny, uwielbiam przebywać w ich towarzystwie i wspólnie się z nimi wygłupiać. Nasze plany trochę zostały zmodyfikowane przez jedną dziewczynę, która się do nas dołączyła, ale według mnie takie sytuacje jak ta uczą pokory i szukania kompromisów. Nie będę wnikać w szczegóły, było - minęło. 
Do Domu Pielgrzyma wróciłyśmy ok. 14:30. Szybkie pakowanie (akurat mam taką taktykę, że na wyjazdach zużyte ubrania od razu wkładam do torby, przez to mam mniej pakowania potem), po którym zeszliśmy na ostatni posiłek. Zanim jednak siostry przyniosły nam zupę, poznaliśmy wyniki naszych egzaminów (wszyscy zdali) oraz ksiądz, który będzie błogosławionym rozdał nam niewykorzystane fundusze, które wpłaciliśmy. Nie wszędzie udało nam się wejść, a i do niektórych miejsc udało się nabyć tańsze bilety. My zaś wręczyliśmy kadrze nasze upominki w ramach podziękowania. Tutaj zrobiło mi się trochę głupio, bo ksiądz zaznaczył, że wśród zespołu przygotowującego całe przedsięwzięcie znajduję się także ja...
Zjedliśmy ostatni już obiad i udaliśmy się po nasze bagaże. Z żalem pożegnaliśmy siostry, które tak bardzo nas ugościły w ostatnich dniach. Włochy chyba jednak nie chciały się z nami pożegnać, bo lot do Frankfurtu, gdzie mieliśmy mieć przesiadkę, był opóźniony o prawie dwie godziny. Zastanawialiśmy się, co z samolotem z Frankfurtu do Krakowa, na miejscu jednak okazało się, że czekał on specjalnie na nas. Sprawiło to, że i on był opóźniony. Zdarza się.
Z przygodami, bo z przygodami, ale wróciliśmy najpierw do Krakowa, a następnie autokarem - do Katowic. Był środek nocy, wszyscy byliśmy zmęczeni, ale szczęśliwi. Te kilka dni było dla nas nie tylko wspaniałą alternatywą dla tradycyjnej nauki i okazją na poznanie wielu wspaniałych rzeczy w praktyce, nie tylko na spotkanie się z papieżem Franciszkiem i jego nauczaniem, ale też na poznanie siebie wzajemnie i nawiązanie bliższych znajomości. Nie wiem, czy byłoby to możliwe w murach uczelni.

10 komentarzy:

  1. Takie zwiedzanie to jak podróż wehikułem czasu... A ten pas z portretami papieży sam chętnie bym zobaczył, może się uda jeszcze kiedyś powędrować do Rzymu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten pas robi niesamowite wrażenie w połączeniu z legendą, jaka się z nim wiąże. Pozdrawiam

      Usuń
  2. bardzo intensywne zwiedzanie ! zazdroszczę wizyty w Rzymie!
    https://okularnicawkapciach.wordpress.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Początkowo mieliśmy jeszcze bardziej intensywny plan zwiedzania, nie chcieliśmy jednak nikogo dobić. Bo w końcu stwierdziliśmy, że ludzie ze zmęczenia będą padać niczym muchy. Pozdrawiam

      Usuń
  3. Przyjemne z pożytecznym, wykłady, egzamin, zwiedzanie, piekny czas przeżyłaś, pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I nawet egzamin nie był taki straszny jak by się mogło wydawać. Chociaż wymagał skupienia i zastanowienia się nad odpowiedziami. Pozdrawiam

      Usuń
  4. Zobaczyłaś wiele ważnych, poważnych i wspaniałych miejsc.
    Jestem pewna, że kolejny post będzie równie ciekawy.
    Serdecznie pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niektóre zabytki liczą sobie ponad 2000 lat. Zadziwiające, że dotrwały do naszych czasów. Pozdrawiam

      Usuń
  5. Odpowiedzi
    1. Wszak to kolebka cywilizacji europejskiej. Pozdrawiam

      Usuń