Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

Jaki był ten dzień

"Jaki był ten dzień,
co darował, co wziął?
Czy mnie wyniósł pod niebo,
czy zrzucił na dno?
Jaki był ten dzień,
czy coś zmienił, czy nie?
Czy był tylko nadzieją
na dobre i złe?"

środa, 5 lipca 2023

1635. Minirosarium przed Instytutem Pedagogiki, które cieszy po sukcesach i osładza gorycz porażki

Budynek Wydziału Nauk Społecznych, w którym mieści się Instytut Pedagogiki* usytuowany jest w na pozór betonowej okolicy. Ale to tylko pozory. Już prawie dwa lata temu pisałam Wam o niewielkim parku znajdującym się ok. 150 - 200 metrów od Instytutu. Swoją drogą, jak ten czas szybko leci - dopiero co zaczynałam swoją karierę na kierunku pedagogicznym, a już 2/3 drogi do uzyskania tytułu licencjata za mną. Park bardzo polubiłam, a że znajduje się niejako na trasie pomiędzy Instytutem, a centrum miasta, z którego albo udaję się na Wydział Teologiczny, albo do pracy, albo na przystanek autobusowy, z którego jadę w kierunku DG, to bardzo często przez niego przechodzę, aby choć przez te kilka chwil poobcować z przyrodą. Szczególnie lubię takie spacery jesienią, kiedy jest kolorowo, a dodatkowo nic nie pyli. Tegoroczna wiosna bardzo dała mi w kość pod tym względem, a moja pani alergolog musiała się bardzo nagłówkować, aby dopasować mi takie leki, bym mogła w miarę normalnie funkcjonować.
Park jest cudowny, jednak nie zawsze wystarcza czasu, aby przejść się w tamtym kierunku. Z jednej strony kwadransowa przerwa pomiędzy jednymi zajęciami a drugimi to całkiem sporo czasu, ale z drugiej, niekoniecznie. Zwłaszcza kiedy trzeba w tym czasie przedostać się z jednego Wydziału na drugi. Ale daję radę. Kiedy więc jest ciepło, a nam nie chce się siedzieć w murach uczelni, wychodzimy na te 15 minut przed nią. Szczególnie ku temu zachęca niewielki, chociaż niezwykle uroczy mini-ogród, w którym rosną królewskie kwiaty, czyli róże. Ale też i inne kwiaty. A że jesienią już ich nie będzie, to warto chociaż teraz poobcować w ich towarzystwie. Wzdłuż chodnika są ławki, można więc na nich usiąść i nacieszyć się tym różanym widokiem. Podejrzewam, że krzewy te były świadkiem niejednego wybuchu studenckiej radości i niejednej łzy po porażce.
Po ostatnim egzaminie na Pedagogice (czy zdanym, czy też nie okaże się w niedalekiej przyszłości, miałam go bowiem z wykładowczynią, z którą nie polubiłyśmy się na NoRkach i niestety przeniosło się to też na te studia, aż się mnie koleżanki i koledzy z roku pytali, czemu ona mnie tak nie lubi. Ale przecież nie powiem im, że tamta Starościna coś na mnie nagadała podczas mojej nieobecności i od tego wszystko się zaczęło) wyszłam z budynku i udałam się właśnie na wspomniane ławki. Musiałam się uspokoić i pozbierać myśli, których gonitwa wypełniała całą moją czaszkę. Nie chciałam iść w takim stanie do pracy, a potem do szpitala. Zwłaszcza do szpitala. Ksiądz ma mieć jutro operację, nie chciałam go denerwować moimi humorami. A takie patrzenie się na kwiaty stopniowo, ale skutecznie koiło moje nerwy. Zresztą czy może być inaczej przyglądając się takiemu pięknemu rosarium?
Taka kontemplacja zaowocowała nawet kolejnym wierszem (a myślałam, że w takim nastroju nie da się nic wymyśleć).
Róże nie-jesienne
Róże nie-jesienne zakwitły na małym skwerze,
ciesząc oczy tych, którzy je zauważą
w bieganinie codzienności.
Chcę zdradzić im swe tajemnice, 
które przechowają niczym w atłasowym pudełku.
I nie zdradzą ich nikomu
aż po kres swego krótkiego życia.

Naprawdę, ktoś miał idealny pomysł z zagospodarowaniem placu przed Instytutem w taki oto sposób. Hmm... a jakby podrzucić podobną propozycję na Wydziale Teologicznym? Co prawda jutro formalnie przestanę być jego studentem, co nie oznacza, że nie mogę złożyć takiego pomysłu. Jest tylko jeden mankament - tam nie ma takiego skwerku. No, chyba że na dachu auli. Zawsze zastanawiałam się, czemu jest pokryty ziemią, na której rośnie trawa, więc może to jest odpowiedź na moje pytania.

* To jeden z wielu Instytutów, wchodzących w skład całego Wydziału. Pozostałe, oprócz Instytutu Psychologii, który mieści się w tym samym budynku co nasz, rozsiane są po innych częściach K-wic.

22 komentarze:

  1. piekne miejsce,mozna nacieszyc oczy widokiem pieknych roz,pozdrawiam cieplo

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda. Bardzo lubię tam przebywać w przerwie pomiędzy zajęciami i cieszyć oczy ich pięknem. Pozdrawiam

      Usuń
  2. Maly różany skwerek a jak cieszy, kwiaty są piękne.Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, zastanawia mnie kto o nie dba, czy może są one dzikie. Pozdrawiam

      Usuń
  3. Przyroda zawsze goi i koi. Obcowanie z nią jest lekarstwem dla duszy i ciała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie zawsze :). Gdybym poszła na łąkę pełną kwiatów w okresie pylenia, to różnie mogłoby się to dla mnie skończyć...

      Usuń
  4. trzymam kciuki za egzamin zdany! w takim miejscu miło odpocząć!
    okularnicawkapciach.wordpress.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, egzamin zdany. A miejsce jest wręcz idealne do odpoczynku. Pozdrawiam

      Usuń
  5. Nawet kawka podziwia opadłe na trawę płatki...
    Cos mi mówi, że zdasz!
    jotka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdałam, na szczęście. Ale jak sobie pomyślę, że jeszcze w przyszłym roku mam coś mieć z tą kobietą, to już mną trzęsie z nerwów. Właśnie się zastanawiałam co to za ptak. Pozdrawiam

      Usuń
  6. Powodzenia na egzaminie, na pewno zdasz kto jak nie TY ??? Ja bym ciągle łaziła po tym parku, problem tylko w tym że rzadko coś mnie wycisza i uspokaja , ale jak Ciebie tak, to korzystaj póki możesz !! zresztą studiowanie jednocześnie na dwóch kierunkach do łatwych nie należy i jeszcze do tego wolontariat. Znam osoby które osiadły na laurach , niestety ćwiczenie palców na pilocie niczego dobrego nie daje!! Trzymam za Ciebie kciuki, powodzenia.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na razie jakoś udaje mi się wszystko godzić, chociaż nie zawsze jest to łatwe. A czasami wręcz trzeba wybierać "mniejsze zło", zwłaszcza kiedy plany zajęć się ze sobą pokrywają. Z uroków przyrody staram się korzystać tak często, jak to tylko możliwe. Pozdrawiam

      Usuń
  7. Zdasz, nie ma to tamto! 🙂
    Róże jak zawsze,piękne.
    fuscila

    OdpowiedzUsuń
  8. Będzie dobrze Karolinko, piątka z plusem. Jestem za tym, by było mniej murów i betonu a więcej natury i przyrody, nawet a może zwłaszcza w miastach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do piątki z plusem to mi daleko, ale nie jest źle. Też jestem za tworzeniem jak największej ilości zielonych terenów wśród betonozy :). Pozdrawiam serdecznie

      Usuń
  9. Piękny zakątek, natura to najlepsze lekarstwo na skołatane nerwy... koi, wycisza i oczywiście zachwyca:) Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo lubię takie niewielkie skwerki i całym sercem jestem za tym, aby było ich w miastach jak najwięcej. Pozdrawiam

      Usuń
  10. Malownicze widoki, róże są przepiękne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakby namalowane przez najlepszego z malarzy. Pozdrawiam

      Usuń
  11. Przepiękne róże... takie miejsce z pewnością pomaga w wyciszeniu się.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie miejsca powinny być w zasiągu każdego z nas. Pozdrawiam

      Usuń