Są takie terminy, które powodują ciarki na mojej skórze. Zdecydowanie należy do nich "Wołyń", czy też uściślając - "rzeź wołyńska". W szkole na lekcjach historii, a zwłaszcza w ogólniaku, gdzie ta historia miała być rozszerzona, nic się o tym nie mówiło*. Tak jakby temat w dalszym ciągu nie istniał. Może gdzieś pobocznie o uszy obiło się słowo "Wołyń", nie było to jednak na tyle silne i wymowne, aby samemu zacząć szukać informacji na ten temat.
"Szum" wokół Wołynia zrobił się dopiero dekadę temu, kiedy zbliżała się 70-rocznica rzezi wołyńskiej. Na mnie szczególne wrażenie zrobił List Apostolski, przeczytany w okolicach "krwawej niedzieli" w polskich parafiach. To wtedy pierwszy raz tak w pełni świadomie spotkałam się ze zbrodnią wołyńską, która wywołała u mnie sprzeczne uczucia. Bo z jednej strony żal i złość, że tyle ofiar wtedy zginęło, a z drugiej ten list zasiał we mnie ziarno ciekawości, które zaczęło kiełkować i nakazało mi szukać informacji na temat tego, co się wtedy stało.
Najprościej o materiały o zbrodni we wsiach na Wołyniu jest w okolicach 11 lipca, kiedy przypada rocznica tzw. "krwawej niedzieli"**. Tego też dnia przypada ustanowiony w 2016 roku Narodowy Dzień Pamięci Ofiar Ludobójstwa dokonanego przez ukraińskich nacjonalistów na obywatelach II Rzeczypospolitej Polskiej. Zazwyczaj są to wywiady z osobami, które przeżyły, ale i analizy specjalistów (niestety, często też samozwańczych) całej akcji, jaka wtedy miała miejsce. Mam też dwutomowe wydanie "Wołyń. Wspomnienia ocalałych" autorstwa Marka Koprawskiego (pisałam o nich >>tutaj<<), do których lubię wracać. Poza tym od czasu do czasu wypożyczam coś w tym temacie z biblioteki. Na youtubie też jest sporo wywiadów z ocalonymi. Ale też historykami i innymi znawcami tematu. Myślę, że w bardzo ciekawy i taki przystępny sposób przedstawia sprawę rzezi wołyńskiej przedstawia ten wywiad -> https://www.youtube.com/watch?v=ZGbvO2-PTiQ. Również film "Wołyń" (którego moją recenzję możecie przeczytać >>tutaj<<) został dosyć dobrze nakręcony, chociaż nie uważałabym go za jedyne źródło wiedzy historycznej na ten temat. Przedstawia jednak w miarę wierny sposób to, jak mogły wyglądać wydarzenia z tamtych dni.
Świadomość o rzezi wołyńska jest coraz większa. W 2003 roku niewiele ludzi wiedziało, co się działo w 1943 roku na Wołyniu, dziesięć lat później - ten odsetek był dużo wyższy, dzisiaj ośmielam się stwierdzić, że jest bardzo mało ludzi, którzy by nie wiedzieli nic o Wołyniu. Winnych się już nie osądzi, można tylko szanować pamięć o tamtych dniach. Tym bardziej, że historia lubi się powtarzać i sami widzimy, co teraz się dzieje na terenie Ukrainy. Widzimy co się działo w słynnej Buczy, w Charkowie, i innych wsiach i miastach.
I na koniec dzielę się z Wami piękną piosenką opowiadającą o tamtej pamiętnej niedzieli:
Ale żeby nie było, że Polacy są tacy święci, to podzielę się z Wami ciekawostką, na jaką natrafiłam pisząc moją pracę licencjacką. Jeden z jej podrozdziałów dotyczy ostatnich stu pięciu lat historii Ukrainy (która po raz pierwszy jako niepodległe państwo została utworzona w 1918 roku) wraz z zaznaczeniem stosunków ukraińsko-rosyjskich i ukraińsko-polskich. Oczywiście wspomniałam o obronie Lwowa oraz o ludobójstwie na Wołyniu. Przy okazji opracowywania tego drugiego zagadnienia trafiłam na książkę "Ukraina. Polskie jądro ciemności" napisaną przez Bogdana Huka. Szeroko opisuje on incydent w ukraińskiej wsi Terka w dniu 8 lipca 1946 roku. Wtedy to do miejscowości weszli polscy żołnierze z Wojsk Obrony Pogranicza i z zimną krwią pozbawili życia 37 jej mieszkańców. Najmłodsza ofiara miała 7 miesięcy, najstarsza - 100 lat. O tym się nie mówi, ale myślę, że i stronie polskiej, i też ukraińskiej należą się przeprosiny za Wołyń i za Terkę, a przede wszystkim pamięć o ofiarach wszelkich ludobójstw.
* Żeby była jasność - nie jestem za pokazywaniem dzieciakom z podstawówki zdjęć przedstawiających zmasakrowane ciała (chociaż podejrzewam, że niektóre z nich na grach komputerowych widzą dużo bardziej drastyczne obrazy), ale też nie rozumiem całkowitego pomijania tego tematu
** Było to apogeum napadów Ukraińców na Polaków mieszkających w wołyńskich wsiach, banderowcy i członkowie UPA, a także zwykli sąsiedzi nie tylko wpadali do ich domów i mordowali ich w nich, ale też wkraczali do kościołów, gdzie Polacy gromadzili się na niedzielnych Mszach świętych i tam dokonywali masakry
Myślę, że ciekawe jest też spojrzenie na akcję tzw. rewindykacji i m.in rok 1938, gdy zabierano/burzono ... cerkwie, ponieważ wymyślono sobie, że Polak = katolik. Dzięki tej wspaniałej akcji na fali "państwo z kościołem", udało się na Wołyniu i w innych miejscach zasiać nienawiść wśród sąsiadów, której pokłosie zebrano w późniejszym czasie. Polecam stronę z archiwalnymi zdjęciami: https://cerkiew1938.pl/
OdpowiedzUsuńTrudna ta nasza historia. Gdy ja chodziłam do szkoły o wielu sprawach się nie mówiło , historia była zakłamana. Teraz jest trochę lepiej i ja coś więcej wiem ale tak naprawdę podchodzę do wszystkiego z rezerwą bo zawsze myślę że prawdziwa i niezmienna historia jest jedna tylko "zmienia się" wraz z tymi co ją opowiadają i inni ją ocenią ale to taka moja dygresja. Dobrze że piszesz o tym co znalazłaś pisząc swoją pracę. Pozdrawiam :-).
OdpowiedzUsuńU nas na takie tematy zabrakło czasu. A szkoda, bo rzeź wołyńska jest ważnym ogniwem w poplątanej historii naszego kraju. Pozdrawiam
UsuńKażda rzeź budzi we mnie lęk, człowiek potrafi być straszny, był i będzie, ludzkie wynaturzenia pojawiają się w każdej epoce. Nie jestem w stanie obejrzeć filmu, nie mogę czytać o tych drastycznych wydarzeniach, z upływem lat stałam się zupełnie nieodporna.
OdpowiedzUsuńZgadzam się z Basią, w każdej epoce znajdą się takie wynaturzone osoby co robią krzywdę innym bez powodu .
OdpowiedzUsuńJak jak chodziłam do szkoły to o Wołyniu się nie mówiło !
Pozdrawiam
Tak ciężko mi zrozumieć jak ludzie ludziom mogą zgotować takie piekło.
OdpowiedzUsuń