Nie da się ukryć, że Walentynki podbijają naszą polską ziemię. Nie jestem w stanie powiedzieć, kiedy dokładnie, kiedy wkroczyły na naszą arenę, bo dla mnie były właściwie od zawsze. Świętować je można na różne sposoby. My, członkowie Duszpasterstwa Akademickiego mieliśmy w związku z nimi spotkanie z parą małżonków, którzy opowiadali nam o swoim codziennym doświadczaniu miłości oraz z księdzem Jarosławem Ogrodniczakiem, ich przewodnikiem duchowym. Wydarzenie było zareklamowane na fb w następujący sposób.
Ponieważ przez wolontariat podczas Biegu Hercklekutów nie mogłam uczestniczyć w niedzielnej Mszy świętej w mojej parafii, wiedziałam że niemal na pewno udam się na spotkanie w DA, a następnie na odbywającą się po nim Mszę. No, chyba żebym dostała temperatury, albo gdybym czuła się na tyle źle, że nie byłabym w stanie już jeszcze raz dojechać do Kato. Wiecie, ja bardzo chciałabym być na tej porannej Mszy świętej u mnie, ale się nie rozdwoję. A szkoda, bo podejrzewam jakie to będzie miało dla mnie konsekwencje...
Do Kato udało mi się dojechać w miarę wcześnie. W każdym razie na tyle, że mogłam spokojnie dojść na nogach do ośrodka Duszpasterstwa Akademickiego "Centrum" znajdującego się niedaleko Wydziału Teologicznego, na którym studiuję Nauki o Rodzinie. Właściwie "ośrodek" to chyba za duże słowo - to zaledwie trzy (no dobra, z toaleto-spiżarnią cztery) niewielkie pomieszczenia mieszczące się w piwnicy jednej z kamienic w centrum Kato (czyżby stąd wzięła się nazwa DA?). Za to urządzone z pomysłem i zawierające wszystko, czego może potrzebować wspólnota. Do ośrodka dotarłam w miarę wcześnie, bo jeszcze znalazły się miejsca do siedzenia. Ku zaskoczeniu samego księdza Krzysztofa na zaproszenie odpowiedziało tyle ludzi, że w głównej sali zabrakło miejsca i część z nas musiała zadowolić się tzw. przedpokojem. Przybyło też wiele nowych osób, co oczywiście ucieszyło naszego duszpasterza - to doskonały znak tego, że wspólnota się rozrasta. Mi zaś przypomniały się lata świetności naszego parafialnego Oratorium, pełnego młodzieży. Czy one jeszcze wrócą? Mam nadzieję. I wiem, co na pewno musiałoby się stać, żeby tak się stało. Nie chcę tego mówić na głos, ale Ci z Was, którzy czytają mojego bloga, mogą się domyśleć, co mam na myśli.
Samo spotkanie odbywało się w dosyć przyjaznej i sympatycznej atmosferze. Państwo Brauhoffowie okazali się bardzo sympatyczni i otwarci, z chęcią opowiadali o swoim życiu i miłości, jaką siebie darzą. Chwilami miało się wrażenie, że wyszli z jakiejś bajki, że to ich życie jest tak niezwykłe, że aż nierealne. Tymczasem przecież oni są takimi samymi ludźmi jak my, tylko trochę bardziej starszymi i doświadczonymi.
Ja wiem, że raczej nigdy nie założę rodziny, chociaż jest osoba, którą widzę kilka razy do roku, a przy której naprawdę szybciej bije mi serce. Ale co tak naprawdę może jej ofiarować taka osoba jak ja? I czy w ogóle ktoś może być ze mną szczęśliwy? Pan Dariusz twierdził, że wystarczy tylko modlić się do Boga i stawiać mu konkretne wymagania. Ja jednak uważam, że to nie wystarczy, że czasami po prostu trzeba wyjść do ludzi. A o to trudno, jeżeli z natury jest się bardziej nieśmiałym niż spontanicznym. Ale wśród nas były i małżeństwa, i narzeczeństwa i zakochani. I myślę, że to dla nich przede wszystkim skierowane były ich słowa.
Po skończonym spotkaniu udaliśmy się na Mszę świętą w kaplicy Wydziału Teologicznego. Wcześniej jednak zrobiliśmy sobie pamiątkowe zdjęcie z zaproszonymi gośćmi. Początkowo mieliśmy je zrobić w siedzibie Duszpasterstwa, ale było nas tak dużo, że nie mogliśmy znaleźć na nie odpowiedniego miejsca w budynku. Za to na Wydziale mieliśmy do dyspozycji cały korytarz, który w niedzielny wieczór był wyjątkowo pusty. Swoją drogą to śmiałyśmy się z Madziołkiem, że środek przerwy międzysemestralnej, a my i tak jesteśmy na naszym Wydziale. W zasadzie to gdyby nie remont krypty pod Archikatedrą to Msza święta odbywałaby się właśnie tam. A tak na razie jesteśmy gościnnie na naszej kochanej (nie ma w tym ani krzty sarkazmu czy też ironii, bo ja naprawdę kocham moje studia) uczelni.
Wbrew pozorom nasza wydziałowa kaplica okazała się za mała, aby pomieścić nas wszystkich, toteż dla części z nas zostały wystawione krzesła poza nią. Trochę to przypominało sytuację z naszej Wigilii z początku stycznia, kiedy na Mszy świętej prymicyjnej ojca Antoniego też było tyle osób, że nie zmieścili się w pomieszczeniu.
Nie do końca wypaliło nagłośnienie, które raczej było prowizoryczne, ale kto by się tym przejmował? Ważny był sam fakt uczestniczenia w Mszy. Mszy niecodziennej, bo małżonkowie skupieni w duszpasterstwie odnowili swoje przysięgi małżeńskie. A na zakończenie każda kobieta otrzymała tulipan lub różę. I znowu przypomniało mi się, jak kiedyś na Oratorium dostałam różę z okazji Dnia Kobiet. Pamiętam jeszcze kiedy to było - 8 marca 2011 roku.




Pytasz, co komuś może dać taka osoba jak Ty... Każdy, kto ma poukładane w głowie, ma co dawać i brać od innych osób. Wiele osób możesz obdarować swoim przykładem : siłą, charakterem, uporem i wytrwałością.
OdpowiedzUsuńNajgorsze są dysfunkcje, które nie rzucają się od razu w oczy. Do takich na pewno zalicza się pustka w głowie i ogólnie pojęte buractwo.
Bardzo dobrze i pięknie napisane! Na świecie jest miliard dużo gorszych ułomności, zwłaszcza niebędących następstwem żadnych chorób tylko cechami charakteru.
UsuńFajnie ten czas spędziłaś. I fajnie że mogłaś w tym wydarzeniu uczestniczyć.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
Ci małżomkowie muszą być bardzo odważni i otwarti, że zdecydowali się na takie publiczne wyznania. Miłego dnia Karolinko. Serdecznie pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńKarolinko dlaczego tak o sobie myślisz? Jesteś wartościową osobą, kochasz ludzi i właśnie miłość i mądrość możesz ofiarować drugiej osobie. Więcej nie trzeba. Ciekawe spotkanie . Pozdrawiam serdecznie!!!
OdpowiedzUsuńKarolinko, jesteś wspaniałą,pełną życią osobą. Rzadko kiedy takie się spotyka. Możesz dać innym naprawdę wiele!
OdpowiedzUsuńhttps://okularnicawkapciach.wordpress.com/
A ja szczerze wierzę w to, że gdzieś czeka na Ciebie wielka, prawdziwa miłość i życzę Ci jej z całego serca. Jesteś dobrą, sympatyczną, pracowitą, zdolną, mądrą i ambitną osobą, nie wierzę w to, że nie znajdzie się ktoś kto tego nie doceni.
OdpowiedzUsuńJesteś opiekuńcza, odpowiedzialna, jak się w coś angażujesz, to na poważnie, jesteś też po prostu dobrą osobą - to nie jest takie nic.
OdpowiedzUsuńAle z koniecznością wyjścia do ludzi się zgodzę, bez tego i bez otwarcia się na potencjalne znajomości to raczej ciężko. Tylko że chyba jednak trochę wśród ludzi bywasz.
Karolinko, myślę, że możesz ofiarować drugiej osobie bardzo wiele i uczynić ją szczęśliwą.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam.
Przyjemne wydarzenie kochana:)
OdpowiedzUsuń