Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

Jaki był ten dzień

"Jaki był ten dzień,
co darował, co wziął?
Czy mnie wyniósł pod niebo,
czy zrzucił na dno?
Jaki był ten dzień,
czy coś zmienił, czy nie?
Czy był tylko nadzieją
na dobre i złe?"

środa, 21 lutego 2024

1866. Rozmawiajmy ze sobą

Porozmawiaj z tą osobą w szkole czy pracy, obok której inni przechodzą obojętnie
Porozmawiaj dziś z osobą, która wydaje się być trochę "z boku". Osobą, na którą inni nie zwracają uwagi.

To zadanie wcale nie jest takie trudne, na jakie wydaje się na pierwszy rzut oka. W mojej pracy są różne dzieci. Niektóre z nich są przebojowe, a inne wręcz odwrotnie - ciche i spokojne, takie jakby ich nie było. Zawsze trzymają się na uboczu, niespecjalnie angażują się w zajęcia. Z jednej strony może to być taki etap rozwojowy (sama zachowywałam się podobnie na etapie liceum), z drugiej sytuacja rodzinna naszych dzieciaków jest naprawdę różna. U kilku z nich podejrzewam też jakieś spektrum autyzmu, nie mam jednak kompetencji, ani tym bardziej pełnej wiedzy, ku temu, aby w pełni ich zdiagnozować. Co ciekawe, pracujący na świetlicy psycholog, też do końca nie jest tego pewien. A skoro on nie wie, to ja tym bardziej nie mam takiej wiedzy.
Dlatego jako wychowawcy bardzo często rozmawiamy z tzw. "odludkami". Osobiście nie lubię tego terminu, ale nie mogę znaleźć innego, który w pełni by oddawało ten stan. Czasami jest to łatwe, i dzieciaki prędzej się otwierają przed nami, niż przed rówieśnikami, a czasami wręcz przeciwnie - zamykają się w swojej własnej skorupie, do której nikt nie ma dostępu. Niekiedy potrzebują czasu, aby wyjść z tejże skorupy, a czasami wizyty u świetlicowego psychologa. A czasami nic już nie pomaga i to tak naprawdę jest najgorsza z opcji, bo nie wiadomo, co się dzieje w ich głowach.
Jak więc możecie się domyśleć - zasadę tą stosuję nie tylko jednorazowo, tylko znacznie częściej. I to  nie tylko w pracy, ale też w życiu codziennym. Kiedyś miałam z tym problem z powodu mojej niepełnosprawności, obawiałam się, czy ludzie, zwłaszcza dorośli, bo dzieciakom już odpuszczam, będą mnie rozumieć, ale teraz nie mam już go. No, chyba że dzieją się takie rzeczy jak ostatnio. Tylko, chyba tak właściwie to nie mam wpływu na niektóre przekonania innych ludzi. To ich sprawa i ich problem.

Z innej beczki:
w zeszłym tygodniu na Duszpasterstwie Akademickim omawialiśmy fragment Ewangelii wg św. Marka opowiadający o tym, jak Pan Jezus udał się na pustynię, a następnie rozpoczął swoją nauczycielską działalność. Pytanie księdza Krzysia brzmiało gdzie jeszcze w Piśmie Świętym znajdziemy liczbę 40. Ośmieliłam się i odpowiedziałam, że potop trwał 40 dni, Izraelici wędrowali przez pustynię przez 40 lat, Eliasz i Mojżesz też pościli przez 40 dni przed ważnymi wydarzeniami oraz 40 dni po śmierci nastąpiło wniebowstąpienie Pana Jezusa. A dzisiaj słuchając Pierwszego Czytania znalazłam jeszcze jedno wydarzenie, w którym liczba 40 odgrywa ważną rolę - Jonasz miał iść do Niniwy, aby powiedzieć jej mieszkańcom, że mają właśnie 40 dni na to, aby się nawrócić. W przeciwnym razie miasto czeka zagłada. A więc wygląda na to, że liczba 40 w Piśmie Świętym ma naprawdę wyjątkowe znaczenie.

24 komentarze:

  1. To zadanie wydaje się jeszcze ciekawszw niż poprzednie. (Cofnęłam się do wcześniejszych postów, żeby sprawdzić.:) Chyba jesteś jedyną osobą, która pracuje w Adwent w ten sposób ze sobą. Myślę, że bycie osobą inicjującą kontakt z innymi to poważne zadanie. Czasem trzeba, jak piszesz, wyjść z miejsca komfortu, a bywa, że się zwyczajnie nie chce (powiedzmy z rana nie każdy tryska energią), ale na pewno jest to wartościowe przesłanie. Będę do Ciebie zaglądać i czytać te karteczki, bo jest o czym pomyśleć. Udanego weekendu droga Karolinko!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. E, myślę że takich osób (pracujących nad sobą w Wielkim Poście) jest więcej. Tylko nie każda dzieli się tym z innymi. Wiadomo, że też mam takie dni, kiedy nie mam ochotę na rozmowę, ale w pracy po prostu muszę być "odzywającą się". Będzie mi miło, jeżeli będziesz czytać te "zadania", a nawet jakoś je realizować.
      Pozdrawiam i również życzę dobrego weekendu

      Usuń
    2. Tak, tak. Chodziło mi o to, że nigdzie na blogu nie spotkałam.

      Usuń
  2. te karteczki ze wskazówkami są ciekawe, ale jak dla mnie, za często... codziennie nowe zadanie wprowadza pośpiech, powstaje sugestia, że jak nie zrobisz, coś przegapisz, a nie o to przecież w Wielkim Poście chodzi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tym że ja osobiście jakoś nie czuję tej presji czasu. Uda się mi wykonać zadanie, to super, nie uda z różnych powodów (np. w piątki nie korzystam z internetu, a często i z samego komputera, więc nie będę na bieżąco z zadaniami w tych dniach) - myślę, że nikt się nie obrazi, ani jakoś specjalnie z tym nie zgrzeszę. To trochę tak jak z uczestnictwem we Mszy w tygodniu - uda się to dobrze, nie uda to nic się nie stanie, bo przecież nie jest ona obowiązkowa. Pozdrawiam

      Usuń
  3. Podobne zadanie dałabym tym, którzy czekają na komentarze pod swoimi postami, ale na nie nie odpowiadają, a komentujący nie wie, czy taki styl autora bloga, czy jest nieproszonym gościem...
    jotka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kilka razy już Wam pisałam, że rzadko kiedy jestem w stanie odpisywać na Wasze komentarze. Pisanie notek trwa jakiś czas, staram się też w miarę możliwości za każdym razem odwiedzić i skomentować jak najwięcej znajomych blogów. Mogłabym odpowiadać na każdy Twój komentarz tutaj, ale może kosztem komentarzy u Ciebie, a tego chyba byś nie chciała, ani tym bardziej ja. Rachunek jest łatwy. Pozdrawiam

      Usuń
  4. Pieknie realizujesz wielkopostne zadania ,życzę wytrwałości, pozdrawiam cieplutko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na razie jakoś mi to wychodzi. Zobaczymy co dalej z tego wyjdzie. Pozdrawiam

      Usuń
  5. Moim zdaniem taka rozmowa powinna być spontaniczna, niewymuszona i sprawiać przyjemność obydwu stronom.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, staram się, aby te moje rozmowy z dziećmi były niewymuszone, ale czasami tak się nie da. Pozdrawiam

      Usuń
  6. Taka rozmowa powinna płynąć z potrzeby serca...
    Stokrotka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W moim przypadku tylko takie rozmowy są. Pozdrawiam

      Usuń
  7. 40 to ważna liczba i często ją spotykamy w Piśmie św, dobrze, że nam przypomniałaś.
    Twoje Dzieciaki mają szczęście, że mają Ciebie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tą liczbą 40 to tak mi jakoś przez przypadek wyszło. Ale podobno przypadki rządzą światem :D. To ja się cieszę, że mam te dzieciaki, bo dają mi dużo radości. Pozdrawiam

      Usuń
    2. Witaj niedzielnie Karolinko
      I u mnie z tą liczbą 40 wyszło przez przypadek:
      https://szimena.blogspot.com/2024/02/mysli-nietypowe-o-wielkim-poscie.html
      Zapraszam, bo chyba nie czytałaś:)))
      Pozdrawiam końcówką lutego

      Usuń
  8. Zawsze warto ze sobą rozmawiać, zawsze. Nie wszystkim przychodzi łatwo nawiązywanie rozmowy co nie znaczy, że te osoby jej nie potrzebują. A przecież dialog to podstawa naszej komunikacji. Łatwo jest to pisać mnie, gadule 🙂

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja przez lata miałam problem z inicjacją rozmowy, ogólnie z rozmową bojąc się, że moi rozmówcy nie zrozumieją mojej niewyraźnej wymowy. Dopiero studia, uczęszczanie do scholi i na Oratorium zmieniło mój punkt widzenia w tej kwestii. Teraz może nie jestem gadułą, ale i nie wstydzę się wypowiadać. Pozdrawiam

      Usuń
  9. Miałam kiedyś taką uczennicę, która zawsze siedziała w pierwszej ławce, potem długo, długo nic, a następnie reszta klasy. Pod jej nieobecność rozmawiałam z nimi, że może czuje się odtrącona i żeby jakoś próbowali do niej podejść, porozmawiać, rozruszać, żeby nie była taka samotna. W klasie zawrzało, bo okazało się, że już dawno próbowali to zrobić, ale bezskutecznie. Okazało się, że dziewczyna nie czuje się samotna, tylko gdzieś indziej ma swoje towarzystwo, a klasą gardzi i czuje się lepsza od wszystkich innych, dlatego tak się dystansuje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tym, że nasze dzieciaki są w większości naprawdę z trudnych domów i czasami owszem, potrzebują samotności, ale najczęściej jest to ich sposób na tłumienie swoich emocji. Pozdrawiam

      Usuń
  10. Karolinko, bardzo podoba mi się to zadanie. Czasem takie nawiązanie z kimś rozmowy jest bardzo ważnym gestem dla tej osoby, ważniejszym niż się może wydawać.
    Uściski.

    OdpowiedzUsuń
  11. Karolinko, bardzo podoba mi się to zadanie. Czasem takie nawiązanie z kimś rozmowy jest bardzo ważnym gestem dla tej osoby, ważniejszym niż się może wydawać.
    Uściski.
    Małgosia X

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też tak uważam. Zwłaszcza, że poprzez rozwój technologii zanika w człowieku umiejętność i potrzeba rozmowy twarzą w twarz. Pozdrawiam

      Usuń
  12. Jak najbardziej jest to pożądane, żeby nie pomijać nikogo w grupie i nawiązywać kontakt również z osobami, które trzymają z boku. Ale, sama będąc osobą, która nigdy pierwsza się nie odzywała do ludzi, nie jestem przekonana, że pomysłodawcy tego postanowienia potrafią się wczuć w sytuację takiego odludka, trzeba mieć dużo wyczucia i czasami lepiej tego nie zrobić niż zrobić niezgrabnie, żeby nie było wrażenia, że się rozmawia na siłę. Tak że to bardziej długoterminowy cel niż zadanie z dnia na dzień.
    Mam też w otoczeniu takie wycofane dziecko i można zaobserwować, że najbardziej lubi ludzi spokojnych, mało ekspresyjnych i nienarzucających się. A z tego, co słyszę, wychowawczynie w przedszkolu często mają niewiele wyczucia, mimo że przecież mają wykształcenie pedagogiczne...

    OdpowiedzUsuń