Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

Jaki był ten dzień

"Jaki był ten dzień,
co darował, co wziął?
Czy mnie wyniósł pod niebo,
czy zrzucił na dno?
Jaki był ten dzień,
czy coś zmienił, czy nie?
Czy był tylko nadzieją
na dobre i złe?"

sobota, 6 lipca 2024

1977. A zainteresowanie Pier Giorgio Frassatim wciąż nie gaśnie

Kocham tą koszulkę :)
Lubię chodzić po górach. Nawet często się śmieję, że tą moją "miłość" to musiałam wyssać z mlekiem taty, który wychował się w Beskidach i codziennie był wręcz zmuszony przemierzać tą swoją górę, czy to w drodze do kościoła, do szkoły (a miał do nich ok 10 km), czy na dół na tzw. pętlę, aby podjechać gdzieś rowerem. Bo jazda z jego "polany" na składaku bez przerzutek była dosłownie jazdą bez trzymanki. Więc może gdzieś jakieś geny pod tym względem przeniknęły do mojego DNA. Paradoksalnie, moja mama też jest z gór, tyle że świętokrzyskich. Myślicie, że też się liczy?
W każdym razie, chodzenie po górach jest tym, co sprawia mi przyjemność. Może nie jest to aktywność, którą wykonuję szczególnie często (w każdym razie, mogłabym częściej), ale zawsze, kiedy zdobywam kolejny szczyt, staram się to robić wszystkimi zmysłami. A potem cieszę się jak dziecko, bo przecież dla mnie jest to też pokonanie własnych słabości i ograniczeń.
Nawet teraz, kiedy czytacie ten wpis, ja próbuję zdobyć położoną nieopodal Bielska-Białej Blatnię (niech żyje funkcja ustawiania automatycznej daty publikacji postu). Mam nadzieję, że osiągnę swój cel i będę mogła podzielić się nim też z Wami. Będzie ktoś chętny o tym przeczytać? Myślę, że tak. Okazja ku tej wyprawie jest nietypowa - w ten sposób chciałam upamiętnić 99 rocznicę śmierci wielkiego miłośnika pieszych wędrówek, a zarazem dobrego, żyjącego Ewangelią człowieka - błogosławionego Pier Giorgia Frassatiego. A czy jest lepszy i piękniejszy ku temu sposób, jak spędzić dzień w podobnym stylu jak on, czyli na górskiej wyprawie? Wprawdzie nie jest to włoski Piemont, a polski Beskid Śląski, ale myślę, że on przymknąłby na to oko. W końcu każdy zdobywa szczyty na miarę swoich możliwości.
Imponuje mi ten chłopak. Z każdą przeczytaną o nim informacją coraz bardziej i bardziej. Myślę, że moglibyśmy się dogadać, pomimo różnicy płci, charakteru, kultur w których się wychowaliśmy, a nade wszystko przeszło stuletniej różnicy okresów czasu, w jakich przyszło nam żyć. Wydaje mi się, że podobnie postrzegamy świat, chociaż wiem, że nigdy nie będę w stanie go dogonić w wielu wielkich rzeczach, które czynił. 
Kilka dni temu skończyłam czytać książkę "Pier Giorgio Frassati. Człowiek ośmiu błogosławieństw", napisaną przez jego siostrę, Lucianę Frassati, a właściwie to Gawrońską. Polsko brzmiące nazwisko nie powinno Was dziwić - kobieta wyszła za mąż za polskiego dyplomatę, Jana Gawrońskiego. Po przeczytaniu ostatniego zdania pomyślałam, że Jerzy to naprawdę niesamowity koleś. Taki, którego wielu z nas chciałoby poznać i się z nim zaprzyjaźnić. Choć nie miałam możliwości nigdy go poznać, to mam wrażenie, że jest dla mnie bardzo znaną postacią. A sama książka? Sami przeczytajcie.
Tytuł: "Pier Giorgio Frassati. Człowiek ośmiu błogosławieństw"
Autor: Luciana Frassati
Wydawnictwo: WAM
Warszawa 2020
Ilość stron: 224

Dla jednych był pobożnym chłopcem przystępującym co dzień do Komunii Świętej, dla innych niosącym pomoc najbiedniejszym i najuboższym przypowieściowym miłosiernym samarytaninem. Dla jeszcze innych po prostu kolegą z politechniki, czy też wspaniałym kompanem górskich wędrówek. A jaki naprawdę był błogosławiony Pier Giorgio Frassati? I w jaki sposób łączył ze sobą różne aktywności? Myślę, że nikt nie potrafi lepiej opowiedzieć o jego życiu niż osoba, która znała go właściwie od zawsze, czyli jego o dwa lata młodsza siostra, Luciana.
Książka "Pier Giorgio Frassati. Człowiek ośmiu błogosławieństw" jest zbiorem wspomnień Luciany o jej niezwykłym bracie, który od dzieciństwa był niezwykle pobożny oraz wrażliwy na ludzką krzywdę. Te dwie cechy charakteru kształtowały się w nim przez całe życie i wpłynęły na to, jak ono przebiegało. Chociaż na pozór był zwyczajnym dzieckiem, a potem uczniem i studentem, takim który lubił przebywać w towarzystwie innych, to jednak za życiowy plan obrał sobie pomoc najbardziej potrzebującym. Nawet studia wybrał w przemyślany sposób - chociaż jego ojciec chciał, aby przejął po nim redakcji gazety " La Stampa", on jednak wolał iść na inżynierię górniczą, aby potem prowadzić ewangelizację wśród pracowników kopalni. Ta jego gorliwość okazała się dla niego zgubna - od któregoś z bezdomnych zaraził się polio, które doprowadziło go do śmierci. Ale nawet na łożu śmierci myślał o innych - poprosił o wykupienie z lombardu kilku przedmiotów należących do jego podopiecznych. Nic dziwnego, że na jego pogrzebie pojawiły się rzesze ludzi. Czytając książkę miałam wrażenie, że wręcz słucham opowieści snutej przez Lucianę. I wielokrotnie zaskakiwały mnie kolejne ciekawostki z życia Jurka, które przy okazji odkrywałam.
Czy polecam książkę "Pier Giorgio Frassati. Człowiek ośmiu błogosławieństw"? Jak najbardziej. Można w niej znaleźć wiele interesujących historii z życia Giorgia. Wartością dodaną jest to, że zostały one opowiedziane z perspektywy jego siostry, czyli kogoś, kto znał Jurka od najmłodszych lat. Samo tłumaczenie książki jest bardzo przystępne, co sprawia, że książkę czyta się bardzo przyjemnie. Warto też zwrócić uwagę na przedmowę abp Grzegorza Rysia, w której podkreśla on, że Pier Giorgio Frassati nie jest "łatwym świętym", że nawet dzisiaj może być on niezrozumiany tak samo jak w czasach, kiedy przyszło mu żyć. Co nie zmienia faktu, że żył nie tylko pięknie, ale i w pełni wykorzystał to swoje krótkie, zaledwie 24 letnie życie. A zarazem dał nam, potomnym przykład, że nawet prowadząc zwyczajne, ale pobożne i przepełnione dobrymi uczynkami życie, można być kimś naprawdę Wielkim.

6 komentarzy:

  1. Super, że msz jakąś pasję, też kiedyś lubiłam chodzić po górach. Ciekaw czy częściej będziesz w nie jeździć jak już skończysz te swoje studia !!!
    Pozdrawiam i życzę samych sukcesów .

    OdpowiedzUsuń
  2. Trzymam kciuki i oczywiście chętnie przeczytam o twojej wspinaczce.
    jotka

    OdpowiedzUsuń
  3. Super pasję masz kochana, obcowanie z górami jest niepowtarzalne:)
    Pozdrawiam słonecznie:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Uwielbiałem chodzić po górach, szczególnie Beskidach, Gorcach i Pieninach. Do tej pory pamiętam Baranią Górę, Pilice, Babią Górę, Turbacz, Luboń Wielki, Wielką Pustą, Szyndzielnię i wiele innych szczytów, na które miałem okazję wejść. Góry Świętokrzyskie też się moim zdaniem liczą, są piękne.

    OdpowiedzUsuń
  5. Twardzielka jesteś, udanej wyprawy w ten upał pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  6. Też uwielbiam góry, ale teraz w moim wieku i przy moich kilogramach (hehe) zostało mi tylko czytanie o nich;)
    Pozdrawiam Karolinko:)

    OdpowiedzUsuń