Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

sobota, 4 czerwca 2016

"O cuda, cuda dzisiaj niepojęte

Cóż im się Jezu spodobało we mnie?"
Od mniej więcej tygodnia powyższe słowa chodzą mi po głowie i wciąż nie mogę uwierzyć, w to co się stało. Bo wiadomość, jaką zobaczyłam w ubiegłą środę na skrzynce pocztowej wydawała mi się tak piękna, że aż nieprawdopodobna.
A wszystko zaczęło się pewnej lipcowej niedzieli, kiedy podczas transmisji Mszy świętej na zakończenie Światowych Dni Młodzieży w Rio de Janeiro papież Franciszek wypowiedział następujące słowa:
video
"Yyy, że co? Że w Polsce, a konkretniej w Krakowie? W takim razie jadę, choćbym miała wtedy gryźć ziarenka piasku" - przemknęło mi przez myśl. Wiedziałam już wtedy, że druga taka okazja mogła się szybko nie powtórzyć, jeżeli w ogóle miałoby to kiedyś nastąpić.
W zeszłym roku wzięłam udział w międzynarodowym sympozjum dotyczącym "Eschatologicznego wymiaru pielgrzymowania w ujęciu katolickim, prawosławnym i protestanckim" >>KLIK<< jako wolontariusz. Oczywiście bardzo niepewnie podeszłam do tego wszystkiego, wszak był to mój debiut w tej dziedzinie. Poszło mi nawet, nawet(w każdym razie reklamacji nie było co do mojego szprechania - ha, ha, ha). Co więcej, tak mi się to wszystko spodobało, że z tyłu głowy zaświtała mi pewna myśl. Była ona jednak licha, niedojrzała i podatna na zduszenie w zarodku. Ziarenko zostało jednak zasiane i mimo wszystko zaczęło piąć się do góry. Myśl powoli dojrzewała, "karmiona" różnymi przedsięwzięciami, organizowanymi zarówno przez diecezję, jak i Uniwersytet Papieski, przygotowującymi młodych ludzi na Światowe Dni Młodzieży w Polsce. Był więc i udział w peregrynacji symboli ŚDM, i piesza pielgrzymka na Jasną Górę połączona z akcją "Bilet dla brata", i diecezjalne Dni Młodych z niezwykłą katechezą, i konferencja "Światowe Dni Młodzieży - źródła i rozwój idei", i sympozjum "Młodzież nadzieją Kościoła, czy Kościół nadzieją młodych", aż po 80 Akademicką Pielgrzymkę na Jasną Górę. Tak naprawdę z ważniejszych przedsięwzięć przygotowujących duchowo młodzież na spotkanie z papieżem Franciszkiem ominęła mnie tylko słynna procesja na Skałkę 8 maja(akurat miałam sprawdzian z angielskiego na techniku archiwiście) oraz odbywające się aktualnie Legnickie Spotkania Młodych, na które pierwotnie byłam nawet zapisana - znowu obowiązki szkolne wzięły górę i nie pojechałam. No nic, w życiu nie mogę mieć wszystkiego.
Pod koniec ubiegłego roku w parafii pojawiła się informacja o naborze do wolontariatu podczas dni w parafii. Nieśmiało postanowiłam iść na spotkanie organizacyjne. Zdecydowanie za dużo razy słyszałam w swoim życiu "Nie-da-się" podczas różnych akcji odbywających w kościele. Skąd  mogłam wiedzieć, jak będzie tym razem. Ku mojemu zaskoczeniu było całkowicie inaczej - główna koordynatorka zdawała się jakby nie zwracać uwagi na moją niepełnosprawność. Co prawda znała mnie z widzenia, wszak śpiewam w parafialnej scholi, na ile jednak ten fakt wpłynął na jej podejście do mnie - nie mam pojęcia. I nawet A. okazała się zbyteczna jako mój tłumacz - ha, ha, ha! W każdym razie znalazłam się na pokładzie łodzi, nazwanej "Parafialny wolontariat ŚDM". Tak po prostu.
Z każdym tygodniem przybliżającym nas do obchodów Światowych Dni Młodzieży świerzbiła mnie jednak jeszcze jedna myśl - zostania wolontariuszem podczas centralnych uroczystości, tam, w Krakowie. I znowu wątpliwości, a raczej kłótnia samej ze sobą:
- Lolek, nie przesadzaj. Tam przecież trzeba perfekcyjnie znać angielski. Z twoją wadą wymowy przecież z nikim się nie dogadasz!
- Ale przecież ŚDM to nie tylko praca z ludźmi, ale też z dokumentami. Na tym poziomie powinnam sobie poradzić.
- Nie, to bez sensu. Pewnie mają tysiące rewelacyjnych zgłoszeń, co ja takiego niezwykłego mogę im zaoferować?
- Pamiętaj, co mówił Ci w chwilach zwątpienia ksiądz W.: czasami niedoskonała praca płynąca prosto z serca bywa bardziej owocna od tej, którą robi się idealnie, lecz bez miłości!
Jedno było pewne: dopóki nie wyślę swojego zgłoszenia, dopóty nie dowiem się niczego. Rejestracja wolontariuszy była do końca marca(pierwszy termin, który był jeszcze dwa razy przedłużany), ja jeszcze tego samego dnia rano pędziłam do parafii, aby mi podbili list polecający. Z tym na szczęście nie miałam problemów, nasi księża akurat mnie lubią, a proboszcz był wręcz dumny z tego, że "ktoś będzie reprezentował parafię przy papieżu". Po południu zgłoszenie trafiło do bazy - zaoferowałam swoją pomoc przy czynnościach administracyjnych oraz przy redagowaniu tekstów. Teraz wystarczyło tylko czekać na odpowiedź.
Czekałam i czekałam, a tu cisza. W końcu pogodziłam się z faktem, że mi się nie udało. Wszak w regulaminie było napisane, że komisja rekrutacyjna ma 30 dni na rozpatrzenie podania - czyli na przełomie kwietnia i maja powinnam już coś wiedzieć. Tymczasem maj zbliżał się ku końcowi i nic. No cóż, widać nie to mi było pisane. Nie pierwszy raz i nie ostatni. Na szczęście istniała jeszcze możliwość pojechania na spotkanie z papieżem z młodzieżą z parafii.
Aż tu nagle, zupełnie niespodziewanie, w samym środku zajęć z organizacji ruchu turystycznego zadzwoniła mi komórka. Patrzę - numer nieznany. Postanowiłam jednak odebrać. Naciskam na zielony symbol słuchawki, przykładam telefon do ucha i słyszę:
- Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus! Tu komitet organizacyjny ŚDM. Czy rozmawiam z panią Karoliną XYZ?
- Tak...
- Mam takie pytanie - zadeklarowała pani swój udział jako wolontariusz w terminie 25-30 lipiec. Czy byłaby możliwość przybycia już 20 lipca?
O kurczaczek – przemknęło mi przez myśl - Mogę podejść do was w środę przedpołudniem - zapytałam starając się jak najbardziej wyraźnie mówić - Wtedy na spokojnie porozmawiamy.
- Oczywiście...
Przez półtorej dnia chodziłam podekscytowana - skoro się odezwali, to może jednak... Do końca nie byłam jednak pewna.
W końcu w środowy poranek zaraz po zajęciach z Okolic Krakowa pobiegłam na ulicę Kanoniczą. Na recepcji zostałam powitana przez sympatycznego portiera, który kazał zostawić mi plecak u siebie i skierował do pokoju obsługi wolontariuszy. Tam pokrótce opisałam z czym przyszłam. Jakiś mężczyzna wyjaśnił mi, że powinnam być zarejestrowana już od 20 lipca. Kiedy powiedziałam mu, że jestem jeszcze wolontariuszem w parafii, zaproponował mi wolontariat hybrydowy(cokolwiek to znaczy). Zapytałam się jeszcze kiedy będzie coś wiadomo, czy zostałam zakwalifikowana jako wolontariusz, wszak o 10 rano figurowałam jeszcze jako kandydat. A jakby co chciałabym załapać się ewentualnie na wyjazd z parafią. Usłyszałam, że do końca maja powinno się wszystko wyjaśnić.
Po powrocie do domu i odetchnięciu włączyłam komputer, otworzyłam pocztę, a tam taka wiadomość:
- Aaaaaaaaaaaaaaa! - mniej więcej taka była moja reakcja. Czyżby się udało? Zalogowałam się jeszcze na moje konto rejestracyjne, gdzie znalazłam oficjalne potwierdzenie. Minął już tydzień, a do mnie jeszcze to nie dociera! Z jednej strony mam zamiar wykrzyczeć to całemu światu, że wszystko się da, przy odrobinie dobrej woli, ale z drugiej strony - traktuję to jeszcze jako piękny sen, z którego w każdej chwili mogę się wybudzić. Wiem, że kiedyś to do mnie dotrze, to tylko kwestia tygodni, a nawet dni.
Tak więc kochani, powtarzając za papieżem Franciszkiem: "Drodzy młodzi, jesteśmy umówieni na spotkanie na najbliższy Światowy Dzień Młodzieży w 2016 r. w Krakowie*, w Polsce". Do zobaczenia w Krakowie!

* Osobiście mam wątpliwości co do tego miejsca, ale o tym już innym razem, bo dzisiaj trochę się rozpisałam... Brawa dla tych którzy dotrwali i doczytali do końca moje nie do końca logiczny wywód - wybaczcie, czasami emocje biorą górę...

2 komentarze:

  1. Brawo Karolina :) Szczerze to nawet ostatnio myślałam o tobie i ŚDM, czy się wybierasz bo po banerku wiadomo że dla Ciebie to ważny czas :) i niech będzie piękny, życzę samych nie zapomnianych wrażeń, dobrych i wartościowych znajomości,
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, tak, to na pewno bardzo ważny dla mnie czas. Cieszę się, że dane mi będzie odbywać służbę w tak niecodziennej sytuacji. Chcę jak najlepiej wykorzystać tą szansę, chociaż wiadomo, że mam obawy jak to będzie i czy w ogóle sobie poradzę. Jeszcze raz dziękuję za dobre słowo i pozdrawiam Was serdecznie

      Usuń