Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

środa, 1 października 2014

Udany debiut

Z racji tego, że zaczął się rok akademicki, pojechałam dzisiaj pierwszy raz na zajęcia na Uniwersytecie Papieskim w Krakowie. Trochę się bałam, mimo tego, że już wcześniej studiowałam. Jest jednak różnica w studiowaniu w pobliżu miejsca zamieszkania, a studiowania jakieś 70 kilometrów dalej. Po pierwsze dojazd - zdecydowałam się na dojeżdżanie, a nie mieszkanie na miejscu, czyli w Krakowie. Na szczęście mam bezpośredni dojazd do dawnej stolicy naszego kraju, dzięki czemu zaoszczędzam trochę czasu. Poza tym trochę niepokoi mnie plan zajęć - mam nadzieję, że to nie jest ostateczna wersja, i to nie ze względu na rozkład zajęć, ale na okrojone godziny. Jeszcze wczoraj było dużo więcej wykładów, dzisiaj doliczyłam się zaledwie 5. I to żaden z nich nie kończy się egzaminem! Poszaleli czy jak? Postanowiłam załatwić też kilka spraw urzędowych. Najpierw poszłam do dziekanatu wymienić wypożyczone świadectwo ukończenia liceum(którego zrobiłam sobie awaryjnie dwie kopie) na zaświadczenie, że jestem studentem na uczeni. Następnie udałam się do biura osób niepełnosprawnych z zapytaniem w jaki sposób mogę zamienić typowy w-f z czymś bardziej dla mnie przystosowanym. Żeby nie było, lubię sport, trenuję nawet lekką i pływanie, ale po zajęciach sportowych na AWFie jestem trochę zniesmaczona typowymi zajęciami dla osób pełnosprawnych. Zważając na to, że jestem dosyć drobna, bywało różnie. Pani w biurze rozłożyła ręce i powiedziała, że nie jest w stanie mi pomóc(ciekawe, bo na stronce pisało co innego). Wzięłam więc sprawy w swoje ręce i poszłam sama załatwić tą sprawę. Na początku chciałam zamienić zajęcia na np. basen, ale okazało się, że dzięki temu, że trenuję w klubie sportowym dostanę zaliczenie na podstawie zaświadczenia od prezesa klubu. To akurat da się jak najbardziej załatwić. Dzięki temu odpada mi 1,5 godziny zajęć w tygodniu. Mało? Może, ale dla mnie zawsze coś. Dzisiaj miałam też pierwszy wykład - z historii i archeologii biblijnej. Mogłoby się wydawać, że będzie to poważny wykład, a tutaj wszyscy leżeliśmy na ławkach ze śmiechu. Trafił nam się przesympatyczny ksiądz, który naprawdę potrafi zaskoczyć i zaciekawić tematem. Grupy co prawda nie zdążyłam poznać, ponieważ zajęcia były nie dość, że dla całego roku, to jeszcze dla chętnych z innych lat. Taki misz-masz. Profesor ma się jeszcze zastanowić nad formą zaliczenia, dlatego modlę się, aby była jak najbardziej przystępna dla mnie. Jutro mam tylko jedne zajęcia - z turystyki religijnej i pielgrzymowania, za to o komicznej godzinie: 16:45 - 18:15. Mam nadzieję, że uda mi się umówić z wykładowcą, żebym wychodziła z zajęć już o godzinie 18. Akurat o 18:35 odjeżdża mój bus, a następny mam dopiero godzinę później. W pół godziny powinnam dojąć z Franciszkańskiej na Dworzec Główny. Najwyżej będę przejeżdżać ten jeden przystanek tramwajem. Trzeba sobie jakoś radzić w życiu :)

4 komentarze:

  1. Loluś, powodzenia na nowej uczelni. A jak tam sprawy z angielskim na AWFie?

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja w tym semestrze nie będę miała jeszcze wychowania fizycznego, ale już zaznaczyli aby nie załatwiać sobie zwolnień lekarskim bo oni proponują nam szeroki wachlarz zajęć sportowych typu samoobrona, karate itp. że z pewnością każdy coś dla siebie wybierze :)
    Bardzo zainteresował mnie Twój kierunek studiów, możesz napisać coś więcej o nim?

    OdpowiedzUsuń