Poniższy post piszę jako odpowiedź na komentarz Chachulki1990 zamieszczony pod poprzednim postem. Dziękuję jej, bo już trochę zwlekam z napisaniem czegoś konkretnego na temat moich obecnych studiów, a tak mam jakąś motywację.
Zacznijmy jednak od początku, czyli od tego, jak znalazłam się tam, gdzie się znalazłam. Będąc w Wielki Piątek na Kalwarii Zebrzydowskiej zahaczyłam przejazdem o Wadowice. Przechodząc obok bazyliki w rynku zobaczyłam afisz, który reklamował nowo otwarty kierunek na Uniwersytecie Papieskim w Krakowie - turystyka religijna. Serce zaczęło mi szybciej bić - idąc na turystykę i rekreację na AWFie miałam nadzieję, że podobnie jak rok wcześniej w ofercie będzie przedmiot turystyka religijna, a także możliwość zdobycia uprawnień pilota wycieczek. Niestety, uczelnia zrezygnowała z tego w odniesieniu do naszego rocznika. Była co prawda możliwość uzyskania tytułu instruktora rekreacji, ale odmówiono mi możliwości przystąpienia do egzaminu (na szczęście ma się on nijak do zaliczenia semestru). Trochę mi było przykro, że kolejny raz pokonała mnie moja choroba, jednak prowadzący potraktował mnie o wiele lepiej niż anglistka. Myśl o podjęciu studiów w Krakowie nie dawała mi spokoju. Tym bardziej, że jednym z moich marzeń jest opracowywanie planów wycieczek i pielgrzymek pod kątem osób niepełnosprawnych. Postanowiłam spróbować i wypełniłam formularz rekrutacyjny. Kilka dni później zostałam zaproszona na rozmowę kwalifikacyjną. Idąc na nią wstąpiłam do Kościoła Świętych Apostołów Piotra i Pawła. Klęcząc przed ołtarzem zawarłam z Duchem Świętym "układ" - jeżeli uważa, że sobie poradzę, to niech mi pomoże w rozmowie (jestem dosyć nieśmiała, w dodatku, jak już to napisałam, mam wadę wymowy), jeżeli jest jednak innego zdania, nie będę mieć do niego żalu. Lepiej się nie dostać, niż później sobie nie radzić. Z drżącym sercem poszłam pod salę, w której była rozmowa. Kiedy przyszła moja kolej weszłam do dziekanatu ze słowami "niech będzie pochwalony Jezus Chrystus" (grunt to dobre wrażenie). Z małą tremą usiadłam za biurkiem, po drugiej stronie siedziało dwóch księży, którzy pytali o przesłanki chęci podjęcia studiów na tym kierunku. Przełknęłam więc ślinę i powiedziałam, że w przyszłości chciałabym układać programy wycieczek i pielgrzymek. Księża popatrzyli to na mnie, to na siebie i przyznali, że w życiu nie spotkali się z taką argumentacją. Powiedzieli, że oczywiście nie tylko zostanę przyjęta na wybrany przez siebie kierunek, ale i uczelnia zrobi wszystko, aby pomóc mi zrealizować mój plan.
Zacznijmy jednak od początku, czyli od tego, jak znalazłam się tam, gdzie się znalazłam. Będąc w Wielki Piątek na Kalwarii Zebrzydowskiej zahaczyłam przejazdem o Wadowice. Przechodząc obok bazyliki w rynku zobaczyłam afisz, który reklamował nowo otwarty kierunek na Uniwersytecie Papieskim w Krakowie - turystyka religijna. Serce zaczęło mi szybciej bić - idąc na turystykę i rekreację na AWFie miałam nadzieję, że podobnie jak rok wcześniej w ofercie będzie przedmiot turystyka religijna, a także możliwość zdobycia uprawnień pilota wycieczek. Niestety, uczelnia zrezygnowała z tego w odniesieniu do naszego rocznika. Była co prawda możliwość uzyskania tytułu instruktora rekreacji, ale odmówiono mi możliwości przystąpienia do egzaminu (na szczęście ma się on nijak do zaliczenia semestru). Trochę mi było przykro, że kolejny raz pokonała mnie moja choroba, jednak prowadzący potraktował mnie o wiele lepiej niż anglistka. Myśl o podjęciu studiów w Krakowie nie dawała mi spokoju. Tym bardziej, że jednym z moich marzeń jest opracowywanie planów wycieczek i pielgrzymek pod kątem osób niepełnosprawnych. Postanowiłam spróbować i wypełniłam formularz rekrutacyjny. Kilka dni później zostałam zaproszona na rozmowę kwalifikacyjną. Idąc na nią wstąpiłam do Kościoła Świętych Apostołów Piotra i Pawła. Klęcząc przed ołtarzem zawarłam z Duchem Świętym "układ" - jeżeli uważa, że sobie poradzę, to niech mi pomoże w rozmowie (jestem dosyć nieśmiała, w dodatku, jak już to napisałam, mam wadę wymowy), jeżeli jest jednak innego zdania, nie będę mieć do niego żalu. Lepiej się nie dostać, niż później sobie nie radzić. Z drżącym sercem poszłam pod salę, w której była rozmowa. Kiedy przyszła moja kolej weszłam do dziekanatu ze słowami "niech będzie pochwalony Jezus Chrystus" (grunt to dobre wrażenie). Z małą tremą usiadłam za biurkiem, po drugiej stronie siedziało dwóch księży, którzy pytali o przesłanki chęci podjęcia studiów na tym kierunku. Przełknęłam więc ślinę i powiedziałam, że w przyszłości chciałabym układać programy wycieczek i pielgrzymek. Księża popatrzyli to na mnie, to na siebie i przyznali, że w życiu nie spotkali się z taką argumentacją. Powiedzieli, że oczywiście nie tylko zostanę przyjęta na wybrany przez siebie kierunek, ale i uczelnia zrobi wszystko, aby pomóc mi zrealizować mój plan.
Jestem już po pierwszym tygodniu nauki i nie będę ukrywać - jest ciężko. Zwłaszcza kiedy trzeba się zwlec skoro świt (już o 4:30) z łóżka, aby godzinę później wsiąść do busu jadącego do Krakowa. Na szczęście tak mam tylko w środy i piątki. W piątki mi co prawda trochę nie pasuje, bo dzień wcześniej kończę zajęcia o 18:15, a w domu jestem po 21, ale czasami trzeba się poświęcić. Zawsze mogę sobie wszystko odespać w poniedziałki, wtorki i czwartki, ewentualnie weekendy. O ile oczywiście nie mam zjazdów w szkołach policealnych. Dziennie wydaję 20 złotych na bilet w obie strony. Co prawda złożyłam wniosek o dofinansowanie z programu STUDENT II, a od przyszłego miesiąca będę składać podania o miesięczny bilet na busa (zawsze bardziej opłaca się zapłacić za wszystkie przejazdy w tym okresie 165 zł, niż każdorazowo wydawać 10), ale i tak drżę na myśl, jak sobie poradzę ze sfinansowaniem tego wszystkiego. Ale dam radę, bo to dobra szkoła gospodarowania swoim budżetem. Poza tym trochę nie odpowiada mi niekompetentność pani zatrudnionej w Biurze Osób Niepełnosprawnych. Nic nie wie, w niczym nie umie pomóc. To po co ona tam siedzi? Żeby kawkę sobie wypić? Ja rozumiem, uczelnia zrobiła dobry uczynek zatrudniając osobę niepełnosprawną, ale dobrze by było, aby ta dziewczyna orientowała się w tych sprawach. Poza tym same pozytywne wrażenia - zajęcia są w jednym budynku, grupa sympatyczna, wykładowcy wymagający, ale to dobrze, więcej będę umiała. No i język obcy - angielski nie jest wymagany, więc w ślad za Fredem Flintstonem chętnie powtórzę - I JADABABADADU! Nie rozumiem tego uczenia angielskiego na siłę, skoro ktoś całą obowiązkową edukację (czyli szkołę podstawową, gimnazjum i liceum) szprechał. Dlatego wybrałam sobie język niemiecki. Zobaczymy jak mi pójdzie. W tym semestrze mam takie zajęcia, jak:
- Etyka,
- Historia Kościoła,
- Metodyka i ochrona własności intelektualnej,
- Wychowanie Fizyczne(z którego już dostałam zaliczenie),
- Architekturę i sztukę sakralną,
- Geografię,
- Retorykę i emisję głosu,
- Turystykę religijną i pielgrzymowanie,
- Język nowożytny,
- Przedmiot teoretyczny
- Przedmiot fakultatywny.
Już dzisiaj wiem, że z etyki, historii Kościoła oraz geografii będę miała egzamin. Wychowanie Fizyczne oraz retoryka i emisja głosu jest na zaliczenie, reszta na ocenę. Z tym, że wykładowca z każdego z tych przedmiotów może zrobić kolokwium zaliczeniowe, które często mylone jest z egzaminem końcowym. Dodatkowo prawdopodobnie każdy absolwent naszego kierunku dostanie legitymację pilota wydaną przez Urząd Miasta w Krakowie. I jeszcze jeden wykładowca mówił o pielgrzymce do Ziemi Świętej na trzecim roku. Dla takich perspektyw warto zacisnąć pasa oraz zęby, warto stawać o kosmicznych godzinach, bo przecież zdobytej wiedzy nic i nikt mi nie zabierze.
Cieszę się, że Cię zmobilizowałam do napisania o Twoim kierunku studiów. Ogólnie studia wydają się interesujące. Na mojej uczelni niestety wszystkie zaliczenia jaki mamy muszą być potwierdzone oceną więc trochę egzaminów i zaliczeń mnie czeka, ale to dopiero na przełomie stycznia i lutego. Podziwiam Cię, że jesteś tak zorganizowana i walczysz o lepsze jutro. Wiele osób pełnosprawnych nie posiada tyle motywacji aby studiować i jeszcze uczyć się w szkole policealnej. A co do porannego wstawania ja ledwo zwlekam się z łóżka o 6:30 więc jakbym miała wstać o tej godzinie co Ty to bym cały dzień wyglądała jak lunatyk no chyba, że poszłabym spać o 18 to może do 4:30 bym się wyspała ;)
OdpowiedzUsuń