Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

piątek, 24 października 2014

Życie choć piękne, bywa bardzo kruche

Wyobrażacie sobie sytuację, w której kładziecie się wieczorem do łóżka, planujecie przed zaśnięciem następny dzień, ale następnego dnia już nie ma? Albo przemierzacie codziennie tą samą trasę i nagle znika z niej jeden z piękniejszych obiektów, a gdyby nie wasza leniwość, prawdopodobnie znaleźlibyście się w epicentrum tragedii, którą widzicie "tylko" w telewizji? Wczoraj cały kraj dowiedział się o wybuchu jednej z kamienic w centrum Katowic. Początkowo jako powód podawało się tąpnięcie w jednej z kopalń w odległym o 80 kilometrów Raciborzu, wskutek czego rozszczelniła się instalacja gazowa i doszło do wybuchu. Ja jednak nie wierzyłam w tą wersję. Dlaczego? Nawet jakby szła fala tąpnięciowa, to raczej mało prawdopodobne, aby poniosła za sobą aż takie skutki. Prędzej prawdopodobna wersja mówi o tąpnięciu w kopalni Murcki-Staszic, położonej w jednej z dziennic Katowic. Albo motyw z nielegalnym podpięciem gazu przez jednego z jej mieszkańców. Wybuch pochłonął życie trzyosobowej rodziny. Medialnej rodziny - on był dziennikarzem TVN, mogliśmy go oglądać w wydaniu "Faktów", ostatni raz w środowy wieczór. Ona również dziennikarka, tym razem TVP Katowice. Skromna, wiecznie uśmiechnięta. Jeszcze w wtorkowy wieczór wielu z nas bulwersowało się podczas oglądania jej reportażu "Bez odpowiedzi" w "Magazynie Expressu Reporterów" opowiadającego o niewytłumaczonej śmierci 15-letniego Dawida. I mały, zaledwie dwuletni blondasek - ich synek, Remik. Kiedy wieczorem kładli się spać, nie spodziewali się, że jest to ostatnia czynność w ich krótkim, ale szczęśliwym życiu. Byli młodzi, kariera stała przed nimi otworem. Nakręciliby pewnie niejeden wspaniały reportaż - los chciał jednak inaczej. Zginęli razem, we śnie, przysypani gruzem. A wraz z nimi zniknęły ich plany i marzenia. Czy Dariusz zdążył szepnąć Brygidce do ucha ostatni raz "Kocham Cię"? Czy wystraszony Remigiusz ostatni raz zakwilił, zanim zasnął na zawsze?
Wczoraj zaspałam na pierwszy wykład, toteż na niego nawet nie poszłam. Następny miałam dopiero za kwadrans 17, więc mogłam poszaleć w domu. Włączyłam tradycyjnie radio, aby wiedzieć co się dzieje na świecie. Raz po raz mówiono o jakimś wybuchu w Katowicach. Na początku jakoś mnie to nie wzruszyło. W sumie to myślałam, że znowu poszedł jakiś pustostan. Ewentualnie zapaliło się któreś z mieszkań. Standard, zresztą nie tylko na Śląsku. Jednak im dłużej mówiono o zdarzeniu, jeszcze zdawkowo, tym bardziej mnie to intrygowało. Tym bardziej, że coraz częściej padała nazwa ulicy Chopina i Sokolskiej, którymi codziennie chodzę na dworzec autobusowy. W końcu włączyłam telewizor na TVP KATOWICE i zobaczyłam co tam było. A raczej czego nie było. Część najpiękniejszej kamienicy na ulicy, wedle mojej oceny, została zrównana z ziemią. Na ulicy pełno było jednostek straży pożarnej, strażacy polewali zgliszcza wodą. Spiker mówił o ocalonych osobach, które schroniły się w pobliskim kościele, o poszkodowanych, które zostały odwiezione do szpitala oraz o pięciu, z którymi nie było kontaktu. Co ciekawsze, bardziej martwiłam się wtedy o to, jak dojadę do Krakowa, niż o nieszczęśników, którzy stracili wszystko co mieli. Wszak ulica Mikołowska, którą jeździ autobus aby wyjechać na autostradę, była zakorkowana. Wkrótce znalazły się dwie zaginione osoby. Myśl, że pozostałe trzy znajdą się jeszcze szybciej była silniejsza ode mnie. Nie mogłam jednak bez przerwy śledzić wiadomości płynących z telewizora. Licząc się z utrudnieniami komunikacyjnymi wyszłam wcześniej z domu. W Katowicach poszłam na dworzec dłuższą drogą - już z daleka widziałam, że moja jest odcięta przez patrol policji. Miejsca katastrofy nie było widać - zasłaniały ją ocalałe budynki. I tylko dym wznoszony się ku górze zdradzał, że coś jest nie tak. Wbrew moim obawom droga była w miarę przejezdna. Do powrotu do domu nie miałam żadnych informacji o akcji prowadzonej na gruzach. Dopiero kiedy po 21 włączyłam komputer przeczytałam, że zaginął dziennikarz faktów, Dariusz Kmiecik, wraz z żoną oraz synem. Coś mnie tknęło - przecież gdyby żyli dali by znać chociażby rodzinie, kolegom z pracy. Ale póki nie ma ciała póty jest nadzieja.
Kiedy po 5 włączyłam telewizor, okazało się, że i ona umarła - przed północą znaleziono ciała całej rodziny. Zmarli podobno od razu, miejmy nadzieję, że smacznie śpiąc. Prezydent Polski odznaczy pośmiertnie dziennikarzy Złotymi Krzyżami Zasługi. Chociaż pewnie oni samy by je oddali, aby tylko móc żyć. Pozostaje pytanie, czy gdyby byli w innym pomieszczeniu, to czy byłaby szansa na ocalenie? Pytanie, na które nie poznamy odpowiedzi.
Tak samo jak na to, które nieustannie krąży po mojej głowie - co by było, gdybym wczoraj nie zaspała, a wybuch nastąpił po 5, kiedy jak zwykle przechodziłabym ulicą Chopina w stronę dworca kolejowego. Poszłam dzisiaj po przyjeździe z zajęć do Katowic na miejsce tragedii. Co prawda terenu pilnują policjanci, ale z ulicy doskonale widać dziurę między kamienicami, niczym wyrwę po zębie. Widać też siłę, jaka powstała w wyniku eksplozji - wybite szyby, cegły na drugiej stronie ulicy, zniszczone chodniki. I znowu chwila zadumy - czy siła eksplozji tylko by mnie przewróciła, czy może stałoby mi się coś groźniejszego... Wolę o tym nie myśleć.

4 komentarze:

  1. Bóg nad Tobą czuwa Lolku. Nawet nie wiesz jak bardzo... A co do małżeństwa, to faktycznie, szkoda ich. Chociaż ja nie kojarzę ani jednego, ani drugiego. P.S. nie wybierasz się czasem na studia dziennikarskie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, raczej się nie wybieram na dziennikarstwo :). A co do Dariusza Kmiecika to skojarzyłam sobie go dopiero wtedy, kiedy mówili o wrześniowym meczu charytatywnym. Czasami dopiero po śmierci kogoś dostrzegamy, że on był

      "Śpieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą"

      Usuń
  2. No cóż, życiem rządzi chaos. Też mam nadzieję, że ci młodzi ludzie nie cierpieli.
    Pozdrawiam weekendowo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chaos, przypadek, sama nie wiem co bardziej. A może po prostu te dwie rzeczy się przeplatają? Co do państwa Kmiecików, to podobno znajdowali się w takim miejscu wybuchu, że prawdopodobnie nie mieli nawet szans cokolwiek poczuć. Akurat cała siła poszła w górę, w ich mieszkanie. Mówi się, że gdyby sypialnię mieli w innym pomieszczeniu, szanse na przeżycie znacznie by wzrosły. Pozdrawiam serdecznie

      Usuń