Nie wiem co mi się ubzdurało, że osoby zakwalifikowane jako wolontariusze podczas zbliżających się Światowych Dni Młodzieży muszą mieć do końca czerwca i zrobioną opłatę za pakiet wolontariusza (jako, że jestem przyjezdna, to jest to pakiet w pełnej wersji, wraz z noclegami), i zaliczone wszystkie szkolenia on-line (dobry pomysł, zwłaszcza dla ludzi, którzy nie są z Lizbony). Tak mi się obiło o uszy podczas czerwcowego Posłania uczestników ŚDM Lizbona w Częstochowie (przy okazji którego odkryłam też nieznane mi dotąd zakamarki Jasnej Góry, o czym pisałam Wam >>tutaj<<). A ponieważ czas jakoś drastycznie uległ skróceniu, głównie przez podwójną sesję i pisanie pracy licencjackiej, owo szkolenie postanowiłam zrobić hurtem, chociażbym miała cały dzień przesiedzieć przed komputerem.
Każdy z nas po zakwalifikowaniu się otrzymał swoje osobiste konto w systemie, gdzie nie tylko może dowiedzieć się wielu ciekawostek związanych z krajem, Lizboną i samymi Światowymi Dniami Młodzieży, ale też za jego pośrednictwem zrobić owe szkolenia, czy też wybrać odpowiedni dla siebie pakiet pielgrzyma.
Z tą opłatą też miałam ciekawą historię. System przewidywał płatność tylko za pośrednictwem karty VISA, Mastercard itp. Nie było natomiast możliwości zrobienia tradycyjnego przelewu, który dla mnie jest najlepszy, zwłaszcza że nie posiadam konta internetowego. Co więcej, na instrukcji było napisane, że to musi być "credit card". A skoro "credit", to raczej nie "debet". A takąż "debet" założyłam sobie lecąc na Panamę. Kredytowej karty nie chciałam sobie jednak wyrabiać. Czas pędził nieubłaganie, ja zaś byłam w dalszym ciągu w kropce. Coś mnie jednak tknęło i zadzwoniłam do koordynatorki polskiego wolontariatu. Kto jak kto, ale ona powinna wiedzieć co w takiej sytuacji robić. Ostatecznie okazało się, że karta debetowa też przechodzi. Awaryjnie jednak poprosiłam o pomoc ludzi z roku na pedagogice. Zgłosiła się jedna z koleżanek z grupy, z którą na drugi dzień podeszłam do banku. Dałam jej euro, które wpłaciła na swoje konto, a następnie zrobiłyśmy z tego przelew. Przy okazji zostały upieczone dwie, a nawet trzy pieczenie na jednym ogniu: opłaciłam pakiet pielgrzyma, a przy okazji dowiedziałam się, jak robić takie przelewy. No i wiem, że mogę liczyć na moich kolegów i koleżanki w każdej sytuacji. A Natka, chociaż nic nie chciała za usługę (zostawiłam jej jednak 5 euro, żeby miała z czego opłacić koszty manipulacyjne za przelew w obcej walucie), to już ma obiecaną kartkę z pozdrowieniami. Tak właściwie to dopiero teraz dowiedziała się o moim uczestnictwie w ŚDMie, a jak usłyszała, że jadę tam jako wolontariusz... Ogólnie to ucieszyła się i gratulowała mi dostania tak odpowiedzialnego, bądź co bądź, zadania. Jakoś tak ciepło mi się zrobiło na sercu.
Co do szkoleń to zaczęłam robić jedne po drugich. Praktycznie wszystkie zostały nagrane w języku portugalskim, co jest jakby oczywiste, ale tylko część miała włączoną możliwość translacji na inne języki. Niektóre udało mi się ustawić na tłumaczenie polskie, chociaż w wielu przypadkach było ono na zasadzie "Kali jeść, Kali pić", więc gdyby nie mądre czytanie, to mogłoby być ciekawie... Dlatego też nie jestem zwolenniczką tłumaczenia całych tekstów na translatorach, bo wychodzą z tego różne "ciekawe" rzeczy.
| Zrzut jednego ze szkoleń. Tutaj tłumaczenie akurat jest w miarę znośne |
Ha, ha, powoli stajesz się poliglotką. W czasie pracy zdalnej zrobiłam tyle szkoleń online, a i teraz mamy niemal po dwa, trzy w miesiącu, że mnie już to męczy, ale takie mamy czasy i cywilizacyjne ułatwienia. Podziwiam Cię za upór i samozaparcie w dążeniu do celu.
OdpowiedzUsuńMy w dalszym ciągu mamy niektóre wykłady on-line. A tutaj dobrze pomyśleli, bo można te szkolenia zrobić w odpowiednim tempie i porze. No i zawsze można sobie przetłumaczyć to, co jest niezrozumiałe. Pozdrawiam
UsuńChociaż ja jakaś światowa nie jestem, to trochę Ci zazdroszczę.
OdpowiedzUsuń:)
UsuńKarolinko, dla Ciebie nie ma rzeczy niemożliwych, więc nawet jakbyś nagle zaczęła mówić po portugalsku, nieszczególnie by mnie to zdziwiło:)
OdpowiedzUsuńBuziaki.
Akurat w dziedzinie języków obcych Bozia poskąpiła mi talentu i jestem kompletny tłumok. Do dzisiaj się dziwię jak ja zdałam klasówki i maturę... Pozdrawiam
UsuńZ tłumaczy automatycznych lubię DeepL, radzi sobie dużo lepiej niż google i radzi sobie nawet z polskim. Ale dziwne, że nie przetłumaczyli choćby na angielski - chyba, że JESZCZE nie przetłumaczyli. ;) Ja się w zeszłym roku dziwiłam, że barcelońskie Muzeum Historii Katalonii udostępniło w internecie całkiem fajne animacje, ale całe po katalońsku i nawet napisów w żadnym szerzej znanym języku nie dorzucili... ale o dziwo w połączeniu z obrazkami dało się coś zrozumieć. Tak jeszcze jeśli chodzi o tłumaczenia, to miałam kiedyś do zaliczenia test, który był oryginalnie po niemiecku, ale było też angielskie tłumaczenie i w niektórych pytaniach to, co napisane po angielsku, było przeciwieństwem tego po niemiecku. :D
OdpowiedzUsuńOsłuchiwanie się to całkiem skuteczna metoda, tak że kto wie. :)
Myślę, że oni w tydzień już nie przetłumaczą. Tylko szkoda, że wyłączyli w niektórych przypadkach możliwość automatycznego tłumaczenia tego, co mówili na filmikach. Byłoby znacznie efektowniej. Pozdrawiam
UsuńTrochę Ci zazdroszczę tego wyjazdu ale i podziwiam że szkoliłaś się w innym języku. Nie ma to jak młodość , wszystko się chce!!
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i życzę szczęścia w tym Wolontariacie !!
To szkolenie to był jakiś koszmar! Dobrze, że było on-line, bo można było sobie przetłumaczyć to, co niezrozumiałe, przynajmniej w przypadku testu sprawdzającego wiedzę. Pozdrawiam
Usuń